master jurgen, kate i charlotte
dzisiaj taki maly uklon w strone kolejnego mego ulubionego pana fotografa – Jurgena Tellera. foty na pograniczu kiczu, na pozor niedbale i przypadkowe, w stylistyce polaroida albo typowego pstryku u cioci na imieninach. modele z fot Tellera wydaja sie zastani w intymnych sytuacjach i pokazani od najmniej estetycznej strony. i mam tu oczywiscie na mysli typowo rozumiana estetyke, w klasycznym znaczeniu – ladu, harmonii itp. u jurgena jest antyglamour, hardcore, lampa prosto w oczy, bezslitosne przebarwienia skory, przerysowania. taki autentyzm do bolu. rzeczywistosc Jurgena nie jest latwa do przelkniecia dla odbiorcy przyzwyczajonego do wyglaskanych i wyidealizowanych obrazkow. jest ostra jak szpitalna jarzeniowka. drazni, prowokuje, ironizuje, dystansuje.
na poczatek kate moss by jurgen. nie moge sie napatrzec na cudna miejscowke, jakby zywcem wyjeta z pornola z lat 80tych..ah..:)
a po malej rozgrzewce czas na moj number one z portfolio Jurgena – sesja na potrzeby kampanii wiosna/lato 2004 Marca Jacobsa. w rolach glownych Charlotte Rampling i sam master Jurgen. ah i oh. brak mi slow. zreszta slowa sa tutaj zbedne…
a na zakonczenie kolysanka i niebianski glos Antony’ego, ktory wygladzal mi ostatnie tygodnie pelne szpitali i nieciekawych rozmyslan…dobranoc.

















