kacik muzyczny

sobie kupilam 3 plytki w empiku na przecenie i teraz leca w kolko. Tarantino x3 ( Death Proof i Kill Bill’e dwa). muza pasuje do sesji, pasuje do tanczenia, rozmaitego robienia i nic nie robienia.

Przy Down in Mexico nie jestem w stanie usiedziec. Zeby nie wiem co – rzucam wszystko i lece wywijac biodrami. Bardzo pomaga mi sie odstresowac i odkomputerzyc. Przy Goodnight moon sie uspokajam nieco, robi sie kolyszaco, niczym w przytulnym tirze, ktory sobie kiedys sprawie i przejade nim pol Ameryki – no ba… A potem kawalek McLarena , ktory potrafi wbic sie do mozgu nie wiadomo wlasciwie dlaczego…no jakos tak. I na koniec zgrabny remix Nancy Sinatry i obrazkow z moja boska i ukochana Uma.

Ktora silna kobieta nie chcialaby byc czasem takim fajnym morderca..?

Odpowiedzi: 2 do “kacik muzyczny”

  1. Serek Powiedział/a:

    Oj tak, kocham filmu Quentina a muzyka w każdym jego filmie jest poprostu wyśmienita. Soundtracka z Pulp Fiction słucham na okrągło! Ta muzyka po prostu się nie nudzi…

  2. hehe… Down in Mexico mam w telefonie jako budzik ustawione ;D

Dodaj komentarz