LONDON – part two czyli o fashion weeku, krzysku strozynie, top modelkach i kosciele
Z Krzyskiem Strozyna znamy sie juz troche. Zaczelo sie od wypozyczania modelek do przymiarek przy szyciu jego pierwszej indywidualnej kolekcji ( prezentowaniej na poprzednim fashion weeku w Londynie).Skonczylo na nasiadowkach do rana w moim domu i pogaduchach o cyckach Lary Stone itp. A teraz wreszcie moglam oklaskiwac na zywo - jego najnowsza kolekcje i nasza wspolna muze Mone ( modelke-emelke, na ktorej to wlasnie szyl obie kolekcje). Pokaz Krzyska i kilku innych projektantow, odbywal sie w kosciele przy Merylebone Road. Pokaz mody, chudzinki na niebotycznych szpilach, parada fashion maniakow roznej masci i upodoban seksualnych – i wszystko to w dostojnym budynku koscielnym – niedopomyslenia w Polsce. A w Londynie to norma. Kosciol plajtuje wiec wystawia sie obiekt na sprzedaz a ten kto go kupi moze w nim robic co mu sie zywnie podoba. Pod jednym warunkiem – nie mozna dewastowac i przeksztalcac budynku zewnatrz. Cala reszta dozowolona.
Te krete , zabojcze schodki prowadzily do mejkapownio-fryzjerni. Modelki w cywilnych trampkach dawaly rade, gorzej ja w swoich najbardziej wyskokowych kozakach…
A w mejkapownio-fryzjerni uroczy burdelnik i tumult, jak to przed pokazami. Tlok, scisk, zamieszanie, z glosnikow David Bovie a ja starajac sie byc niewidzialna podgladam cudne twarzyczki modelek w rekach specjalistow od MACa..
Mona podobnie jak inne modelki zamienia sie w kamien i poslusznie znosi szarpanie za wlosy i dlubanie po oczach. Profesjonalna modelka na wzor manekina musi umiec sie wylaczyc w takich chwilach chociaz oczywiscie bywaja modelki “gwiazdy” ,jeczace i prychajace na mejkapistow i fryzjerow z byle powodu.. W kosciele przy Merylebon Road na szczescie takowych nie bylo.
Od twarzyczki Liny Navickaite dlugo nie moge sie oderwac…az mnie mejkapistka grzecznie odsuwa, proszac o nie zaslanianie okna… A nizej to juz Laura Kading w wersji backstegowej, pokazowej i sesyjnej.
A teraz czas na absolutna gwiazde znana mi bardzo dobrze z Vogue Italy – Agnete Hegelund. Trafilam ja podczas czesania i pozniej juz na wybiegu w kreacji Krzyska. Slodka, cichutka blondyneczka, ktora dopiero pozniej skojarzylam z sesjami Meisela…Jaki ten swiat ciasny.
Pokaz Krzyska otwierala Kinga Rajzak. Wpadla na ostatnia chwile wiec nie zdazylam jej pstryknac fotki za kulisami. Typowa chudzinka fashion z bardzo zniszczonymi wlosami…Pamietam zrozpaczona mine Krzyska, ktory caly rozgoraczkowany oczekiwal jej przybycia i potem juz po przywitaniu z Kinga – jego teatralny szept w moja strone – jezu…jakie fatalne wlosy…! Faktycznie byly fatalne. Do tego w kolorze spranego burgunda. Na szczescie fryzury na pokazie byly gladkie, mocno ulizane i nie bylo tego widac.
Z innych bardziej znaczacych modelek warto wspomniec o Iris Strubegger
Kori Richardson, ktora poza ogladaniem na pokazie Krzyska moglam tez podziwiac na fotach Paolo Roversiego dla wrzesniowego Vogue Italy,
no i na koniec modelkowych wymienianiek zaprezentuje moj number one, mlode i dopiero co poczatkujace dziewcze ale wedlug mnie zajsc daleko moze….Moj typ na londynskim tygodniu mody, ale i nie tylko. Przed panstwem Masha Kirsanova.
Nie ma co..ma Krzysiek oko do fajnych dziewuszek. Tumult na zapleczu okrutny ale udaje mi sie ublagac Krzyska o fotke z masterem – bede miec dla potomnych. Z moja emelka Mona tez sobie strzelam fote – w koncu london fashion week s/s 2009 jest tylko raz.
Godziny przygotowan modelek przed samym pokazem, przedtem pol roku ciezkiej pracy projektanta a cale show trwa moze z 7 minut…ale wiadomo, ze nie o proporcje czasu w tym wszystkim chodzi.
Trudno byc obiektywnym wobec kolekcji, ktora sie niejako zna od podszewki .Miesiac temu Krzysiek przywiozl wszystkie rzeczy do mojego studia i fotografowalismy look booka. Wiec zaskoczenia na samym pokazie nie bylo. Zaskoczenie przezylam juz wtedy w studio, kiedy modelka przebrala sie w jedwabna sukienke, wyszywana kawalkami drewna… Misterna ukladanka skojarzyla mi sie z koscmi ludzkimi…Slabosc do silnych akcentow z drewna widac w kazdej kolekcji Krzyska. W najnowszej tez nie moglo zabraknac jego ( jak sam to nazywa) “klockow” ale sztywne do tej pory tkaniny zastapil przezroczystosciami i romantyzmem organzy i jedwabiu. Delikatnosc, precyzja, klasa. Zobaczymy czy zachwyci wyrafinowany swiat mody…
A co mnie sama jeszcze zachwycilo na Lonynskim Fashion Weeku?
Kilka rzeczy:
duza czarna u Giles’a,
misterna sukienczka i bluzka z gorylem u Kane’a,
zwiewne, etniczne suknie i kombinezony by Jaegger London,
i plataniny sznurkowe na wzor Arakiego u Mariosa Schwaba.
Mode naprawde da sie lubic – i tym optymistycznym akcentem zakoncze przydlugi dzisiejszy wywod – zyczac dobrej nocy i do rychlego nowego wpisu. Rzecz jasna nadal londynskiego.
Ponizej link do wywiadu z Krzyskiem dla MetaCafe:
http://www.metacafe.com/watch/yt-im8dLmVJqac/krystof_stronzyna_at_london_fashion_week_08/






























































wrzesień 21, 2008 @ 5:32 pm
Cudowna notka, bo i o cudownych rzeczach i w cudowny sposób napisana. Fanką Stróżyny jestem dokładnie od tej kolekcji, którą nareszcie (a bardzo tego chciałam) mnie przekonał. To już jego 3 kolekcja, jak dla mnie 3 razy lepsza od pierwszej, co widać już nie tylko w samych ubraniach, ale też modelkach, na które mógł sobie ‘pozwolić’ projektant. Nawet przez sam casting widać, jak szybko się rozwija. Na wybiegu świetnie zaprezentowała się Mona, a Masha jest rzeczywiście jedną z tych dziewczyn, które już jutro, za chwilę będą Wielkie. Także dla mnie cały pokaz to highlight Londyńskiego Tygodnia Mody. Świetne zdjęcia zza kulis!
wrzesień 26, 2008 @ 1:49 pm
fajna reporterka, naprawde ciekawa, mozna sobie taka impreze zza kulis poogladac co dla zwyklego laika jest milym doznaniem. Jest na co popatrzec i oko nacieszyc. Poprosze o wiecej zdjec z tej czesci pobytu w Londynie
ps. myslalem, ze jestes mlodsza
wrzesień 26, 2008 @ 2:47 pm
adam_s – az tak staro wygladam?;)