LONDON part four – Tim Walker w Design Museum
Podczas mojego krotkiego pobytu w Londynie przytrafia mi sie niespodzianka fashionowo-fotograficzna. Zwiedzajac Design Museum napotykam wystawe Tima Walkera i mam przyjemnosc stanac twarza w twarz z boska Sasha P.
Jak tu nie kochac Sashy..? Wiec samo to, ze moglam z bliska pogapic sie na wielkie foty z rosyjska boginia w roli glownej, wynagrodzilo mi w pelni wydanie 10 funciakow… Poza Sasha spotykam Lily Cole na ciastkowym drzewie, Lily Cole z giga ryba, Lily Cole z giga cmami i motylami…
Tim uwielbia budowac swoj specyficzny, bajkowy swiat, natchniony klimatami rodem z Alicji w Krainie Czarow z wielka precyzja i dbaloscia o detale. Duch Levisa Carrolla przewija sie na wiekszosci fotografii Walkera a modelki czesto wcielaja sie w role dziewczatek, zagubionych w nierealnych krainach, pelnych nadnaturalnej wielkosci przedmiotow…
Na fotografiach Walkera rzadza brytyjskie modelki: Lily Cole, Stella Tennat, rudowlosa Karen i pastelowe kolory. Nawet koty wygladaja jak pudrowe pastylki.
A propos pasteli to do razu przypomina mi sie jedna z nowszych sesji Walkera dla Vogue Italy. Pierrotowe baletnice w tiulowych ubrankach i bandazach w kolorach my little pony..ah…
Fajnym pomyslem wystawy bylo udostepnienie widzom zapiskow i notatek Tima z poszczegolnych sesji zdjeciowych – polaroidy, wyklejanki, szkice, zarysy pomyslow i wizji.
W jednej z sal wystawowych znalazlo sie tez miejsce na sesje z Lasu Deszczowego z kosmiczna Ikeline Stange i tubylcami. Wyjatkowo jak na Tima malo tu pasteli – dominuje soczysta przyroda, natura bez przerobek. Specjalnie dla tego wlasnie edytorialu, zakupilam sobie kiedys brytyjskiego Vogue’a, ktorego to zazwyczaj nieczesto kupuje bo nudnawy najczesciej i nijaki..
Gdybym miala wybrac najulubiensze moje foty Timiego bez watpienia wybralabym portret starszej lady na koniu:
Kwitesencja brytyjskosci, elegancji i klasyki przy jednoczesnym zachowaniu ulotnosci i magii.
Ale na rowni z tym portretem – stawiam portret cudnego tubylca, z edytorialu dla brytyjskiego Vogue’a.
Patrzac na jego urocza postac i szczery usmiech, nabieram na nowo ochoty i sil do zycia, fotografowania, pisania, tworzenia….
I to by bylo na tyle moich recenzji londynskich. Dziekuje za uwage.

































wrzesień 29, 2008 @ 5:22 pm
Witam serdecznie,
Napisala Pani, ze mogla stanac twarza w twarz z boska Sasha P. Nie uwaza Pani, ze jedna z modelek MLStudio, Sylwia, jest do niej bardzo podobna . Jak sie Pani czuje majac w zasiegu wlasnego dotyku kogos tak pieknego jak ona czy ktorakolwiek inna modelka z Pani agencji ( osobiscie mam kilka faworytek ) ? Moglaby Pani napisac cos wiecej o Sylwii, Tamarze, nowych twarzach- Aleksandrze i Martynie. Bo przeciez poza pieknymi “zewnetrzami” maja cos w srodku. Jak sie z nimi pracuje? Domyslam sie, ze wiele zajec ma Pani poza pisaniem do fotoblogu. Ale jednak usilnie prosze.
Z szacunkiem
Pawel Kawecki