Londynskie migawki – part one – katy grannan, revenge i inne foty
London po raz drugi zaliczony – caly tydzien gonitwy, wdychania, ogladania, ekstaz najrozmaitszych…Swoje migawkowanie zaczne od klimatow zdjeciowo-wystwowych.
Najwieksze zaskoczenie fotograficzne – wystawa Katy Grannan “The Westerns” w The Photographers Gallery. Nieduza, skromna sala wystawowa na drugim pietrze budynku galerii – to tutaj poznaje Gail i Dale, pare transsexualistow w srednim wieku – bardzo intymnie i cieplo pokazanych przez Katy. Poznaje i zakochuje sie w tych fotach od pierwszego wejrzenia.












Katy nie sili sie na ideologie, tani szok, wyrafinowana pseudoartystowska wizualizacje. Jej foty to proste, momentami wrecz klasyczne portrety we wnetrzach lub malarskich plenerach. Ogladajac zdjecia ,lubie czuc taka nieklamana bliskosc, nic zazylosci miedzy fotografem a modelami z jego obrazow…Milczace porozumienie, brak bariery i zimnego szkla obiektywu. Z wystawy Katy zabieram sobie pamiatke i teraz , juz sobie wisi przypieta szpilka na tablicy korkowej, obok mojego komputera. Zdjecie przedstwia syrene lezaca na brzegu plazy, w tle ocean. Syrena moze miec z 60 lat, mleczne resztki wlosow, jedwabna, prosta suknie w blyszczace pajetki, skromne eleganckie pantofle…Pozuje w zastyglej pozie, spokojna i blada jak ocean za nia..

W tym samym budynku w ktorym rozkoszuje sie fotami Grannan – miesci sie malutka ksiegarenka napchana po brzegi albumami fotograficznymi. Spedzam tam spora godzinke na mozolnym grzebaniu w scisnietych na polkach pozycjach. Cierpliwe grzebanie oplacilo sie niewielkim, czarnym znaleziskiem za 30funtow z “Revenge” w tytule. Kwintesencja stylu Ellen von Unverth. Jak dla mnie, to Ellen po tej sesyjce moglaby przestac focic ( sorry Ellen). Czarny albumik zawiera mistrzowsko opowiedziana, sfotografowana i wystylizowana historyjke, w duchu sadystycznego retro. Foty z Revenge ogladalam juz nie raz w internecie, teraz pierwszy raz wpadly mi realnie w rece wiec niekupienie byloby grzechem. Tym bardziej pojedynczego egzemplarza.A zeby jednemu malemu, czarnemu albumikowi nie bylo smutno to zakupilam szybko drugi maly, czarny albumik – “Portfolio” Petera Lindbergha ( zeby bylo milej pani ekspedientka przecenila mi album do 9 funtow z racji milimetrowego zagiecia na grzbiecie…)











Nasycona po wystawie Katy i z trofeami albumowymi w torbie docieram do National Portrait Gallery na wystawe Annie Leibovitz. Zaliczam ja tak bardziej pod katem, ze nie wypada byc w galerii portretu i nie obejrzec wystawy pani Lesbowic – jak to ja pieszczotliwie czasem nazywam. Same foty doceniam ale ekstazy brak.

Galeria Tudorow o wiele bardziej mnie zafascynowala, a w niej liczne wersje oblicza Henia VIII. Ogolna refleksja po obejrzeniu krolewskich protoplastow obecnie panujacej Elzbiety? Blekitna krew nie zawsze idzie w parze z powabnym obliczem.







Kate w roli Marleny, i sama Marlene odnajduje w piwnicach muzeum na mikro wystawie portretow Vanity Fair.

zeby dociazyc torbe nabywam jeszcze w jednej z genialnie zaopatrzonych ksiegarnio-gazeciarni dwa magazyny

i ruszam odetchnac nocnym Soho…


w roli przewodnika Sebastian ( Lara sie schowala), dzieki ktoremu trafilam do tylu fajowych ksiegarni i na wystawe Katy.



tak, tak – jestem monotematyczna we wzgledzie zywieniowym…






buty tym razem tylko sobie poogladalam – ale przysiegam na wszystko co mi bliskie, ze wroce niebawem do Londka i nabede pare albo dwie.
zwlaszcza w znalezionym an Soho butiku firmowym Irregular Choice.amen.


I fotkami bucikow z Irregular zakoncze pierwszy londynski wpis. W nastepnych odcinkach jak czas i sily pozwola – opowiem o jeleniach, prastarych drzewach Henryka VIII, magicznym domu Lula, najpiekniejszym hotelu na swiecie i moim spotkaniu z Babilonem.
Dobranoc.
styczeń 21, 2009 @ 10:03 pm
Dobra historia, no bez butów, nie jarają mnie…
Widziałem też jakieś zdjęcia z londynu u Konrada na digarcie już.
styczeń 21, 2009 @ 11:01 pm
TK, pokazalem tylko jedna, zreszta june i tak jej nie lubi
styczeń 21, 2009 @ 11:41 pm
aa to to portfolio, myslalem ze to ze sterna co i klein ma tam, to czarne portfolio to jak pierwszy raz kupilem to nawet do domu nie donioslem bo zgubilem w starbucksie chyba zostawilem ale sie wscieklem i kupilem drugie
styczeń 22, 2009 @ 10:01 am
Inspirujesz!
Pozdrawiam ciepło
styczeń 22, 2009 @ 11:36 am
Carnaby : ) moja niesmiertelna bluza i torba sa z tej ulicy. uwielbiam to miejsce
styczeń 22, 2009 @ 12:08 pm
przeleciałam przez cały wpis jakbym sama biegała po całym Londynie
i teraz tchu muszę nazbierać.
co do zdjęć tranwestytów.. to jednak trzeba być w specyficznym środowisku (np. artystycznym?..) żeby je docenić.
bywa że uważam się za osobę bardzo otwartą na eksperymenty, ale tamte zdjęcia to zupełnie nie moja estetyka.
może to tylko rzecz gustu.
czekam na kolejne wpisy
styczeń 22, 2009 @ 12:20 pm
mgielko transseksualista to cos innego niz transwestyta:) a jakbym nie napisala, ze na fotach sa transi to inaczej bys odebrala foty?:)
styczeń 22, 2009 @ 12:27 pm
sorry za pomyłkę. musiałabym sprawdzić w słowniku
gdyby to były kobiety…
nie wiem, bardzo możliwe choć są bardzo męskie.
trochę trudno mi się w nich odnaleźć i wczuć. no ale to takie moje małe ograniczenie.
styczeń 22, 2009 @ 2:21 pm
O proszę, też fanka sushi.
Miło się czyta i ogląda.
styczeń 22, 2009 @ 4:35 pm
niby nic, ale czytajac czuje się, jakbym sama biegala po londynie:)
ostatnio jak bylam, zalapałam sie tylko na tima walkera w design museum…
katy grannan chociaz moze nie do konca dla mnie zrozumiala, to klimat… ta nostalgia, ten spokoj, akceptacja… cos pieknego:) leibovitz- na mnie zawsze robi wrazenie, więc myslę, ze wystawę z chęcia bym obejrzala.
dzieki za wpis, juz czekam na kolejny:)
pozdrowienia od wiernej digartowej fanki,
smiled
btw, knajpkę sushi chyba kojarze z wlasnych eskapad po londynie… satsuma czy cosl;p
styczeń 22, 2009 @ 5:33 pm
sesja made by Katy jest faktycznie ujmująca. widać, że autorka podeszła do tematu naturalnie, prostolinijnie i chwała jej za to. powstałe prace są swobodne i niewymuszone – normalne.
udanych zakupów pozazdrościć:)
luty 3, 2009 @ 5:14 am
londyn potrafi zachwycić… aż mi się troszkę zatęskniło. Co do sushi, skoro tak uwielbiasz to koniecznie polecam http://www.nobumatsuhisa.com/ jakbyś kiedyś była w stanach…mają kilka lokalizacji. Niebiańskie odczucia smakowe. I koniecznie spróbuj imbirowe saketini bądź wino śliwkowe!