Z cyklu fenomeny – Lara Stone
O Larze mialam juz wiecej dawno temu napisac, skonczylo sie na dodaniu edytorialu z nia w roli glownej by Weber. Teraz w Londku bedac, zakupilam sobie paryskie Vogue lutowe, w calosci poswiecone pannie Stone, wiec chcac niechcac znowu zaczelam myslec o rozbuchanej blondynie..

Na czym polega fenomen tej 26 letniej ,urodzonej niedaleko Berlina – Holenderki? Gabarytowo nie przypomina lansowanego na pokazach i w edytorialach fashion – smuklego i drobnokoscistego dziewczecia. Lara jest masywna, ma szerokie biodra, mocne uda i duze piersi. Do tego charakterystyczna twarz i zeby ze slynna szpara miedzy gornymi jedynkami.
Zaczynala majac kilkanascie lat w Paryzu w agencji Elite, ale byla zbyt mloda, zbyt charakterystyczna a i charakterologicznie niezbyt ugladzona. W kazdym razie Elite nie dalo rady jej wylansowac, udalo sie to dopiero agencji IMG, ktore do tej pory zajmuje sie kariera Lary. Lara jest nazywana anty modelka z racji swojej urody, gabarytow i wielu kontrowersyjnych sesji zdjeciowych. Jest porownywana do takich anty- modelek jak Kristen McMenamy, ,Milla Jovovich czy Guinevere Van Seenus. Wyroznia ja od nich owa wybujala cielesnosc przy jednoczesnie dziecinno-wulgarnej twarzy, kojarzacej sie momentami z mloda Brigitte Bardot.





Mozna Lare wielbic i mozna jej nie cierpiec, ja osobiscie miewam do niej dosyc skrajne uczucia – na jednych sesjach mnie powala na kolana, na innych drazni…Jednego nie mozna jej odmowic – jest niesamowicie charyzmatyczna, rozpoznawalna a to wlasnie dzieki takim cechom modelka ma szanse wybic sie z tlumu innych, stac sie top. Nie dzieki klasycznym rysom, idealnym wymiarom – bo takowych modelek cale zatrzesienie w branzy a wlasnie dzieki czemus niepowtarzalnemu, niekoniecznie plasujacemu sie na liscie typowych wymagan modelingowych. Lara to “cos” w sobie ma. Moze sie niepodobac ale nie pozostaje obojetna, nie znika wsrod setki innych modelek. Na pewno poza oryginalna uroda, dopomogl jej udzial w czesto kontrowersyjnych sesjach zdjeciowych. Lara nie stroni od aktow, wyrafinowanej estetyki, czesto ocierajacej sie o swobodny erotyzm czy wrecz pornografie. Widac w tym wszystkim jej wyluzowany stosunek do modelingu jako takiego, dystans do swiata mody, blichtru, wlasnego ciala i urody. Moze to tylko poza ale na tyle skuteczna, ze Lara pojawia sie w najwazniejszych kampaniach, edytorialach i okladkach. Jest rowniez ulubienica wielu fotografow a przede wszytkim samej naczelnej paryskiego Vogue’a – Carine Roitfeld.
W poswieconym Larze – lutowym Vogue, mozna sie podelektowac 8 sesjami z jej udzialem. Mi najbardziej przypadla do gustu sesja mojego ukochanego mastera Stevena Kleina ( jakze by inaczej). Ten facet zwyczajnie sprawia, ze raz za razem ogladajac jego prace – zbieram szczeke z podlogi.



Bardzo tez (o dziwo) spodobala mi sie Lara by Terry Richardson. O dziwo bo ostatnio cos Terry mnie bardzo denerwuje, a po obejrzeniu albumu Terryworld uznalam go ostatecznie za masturbatora wlasnego stylu, dodatkowo dotknietego ciezkim przypadkiem narcyzmu.


Fajna jest tez Lara w obiektywie Hedi Slimane. Taka klasyczna, monumentalna…



Groteskowo i broadwayowsko zaszaleli z Lara – Inez van Lamsweerde i Vinoodh Matadin ( lubie ich foty ale zawsze lamie sobie jezyk na ich nazwiskach) . Lara na potrzeby sesji przeobrazila sie w rubaszna Mae West, sporo w niej tez z King Konga..



W stylu glamour, ladnie ale nudnawo ( jak to on potrafi) sfotogrfaowal Lare – dziadek Demarchelier


Proste i mocne beauty shooty popelnila Larze – Katja Rahlwes.



Nan Goldin jak zazwyczaj bez idealizacji, naciagania na fashion, w klimacie swoistych dokumentow i reportazy do jakich przyzwyczaila, fotografujac swoich przyjaciol z polswiatka.


No i na zakonczenie omawiania etytoriali z Larowego Vogue’a, moje zaskoczenie i zniesmaczenie – Lara by Peter Lindbergh. Jasne, ze dobre foty Peter zrobil. Samym fotom nie mam nic do zarzucenia…Ale….kurcze..Piotrusiu moj kochany, wiesz jak bardzo Cie lubie, szanuje Twoja tworczosc i styl , czy naprawde nie mozna bylo choc na milimetr odsunac sie w tej sesji od tego co juz niejednokrotnie popelniles? Identyczny plener, identyczne stylizacje, nawet pozy identyczne… Takie same foty ogladalismy juz wszyscy z ta roznica, ze zamiast Lary pozowala Naomi, Tatiana, Linda czy Eva. Naprawde nie bylo czasu by zrobic chociaz minimalnie inna sesje? Nie miales weny?Chory byles? Faktycznie czasu zabraklo?Carine za malo zaplacila? Czy zwyczajnie Ci sie nie chcialo angazowac…Plaza, czarne tlo,meski garnitur, papierosek i wyjdzie jak zawsze dobrze. W koncu Lindberg focil. Jasne. Foty wyszly dobrze, jak zawsze…Dobrze i nic wiecej.



Poza fotami w lutowym Vogue, chce jeszcze przytoczyc inne moje ulubione foty i wizerunki fenomenalnej Lary.
Na przyklad nocna sesje by Mert&Marcus, gdzie Lara przywodzi mi na mysl jakiegos pieknego weza albo krwiopijce:


Lubie tez portrecik z lodem by Horst Diekerdes

kampanie Jil Sander, gdzie Lara bardzo malo przypomina rozpasana blondyne z cycem i pod wplywem stylizacji i minimalizmu, z ktorego slyna kampanie Jil, przeobraza sie w subtelnego, nordyckiego aniola.

Rownie subtelnie i klasycznie wyglada na kampanii Calvina Kleina

ale juz na kampanii Marca Jacobsa niezbyt…subtelnie..

Zreszta kazdy wie, ze udzial w wizjach Juergena Tellera niekoniecznie oznacza fotki, ktorymi bedzie sie mozna pochwalic rodzinie, chlopakowi i kolezankom modelkom:) Mimo to i tak uwielbiam Jurgena i ta jego slabosc do brudnych, nylonowych rajtuz:)


Lubie tez Lare romantyczna, buduarowo-pensjonarska

ale i tak najbardziej w demonicznej wersji u mojego prywatnego foto boga ( czyli Stevena Kleina)

W kaciku muzycznym kawalek, ktory idealnie mi muzycznie pasuje do Lary, zreszta wizualnie rowniez. Rola wampirzycy, ex kelnerki z przydroznego baru na jakims amerykanskim zadupiu bylaby stworzona dla Lary Stone. Kto wie, moze niedlugo kino upomni sie o wybujala blondyne o twarzy wulgarnego dziecka..
marzec 5, 2009 @ 9:30 pm
Też lubię sobie pooglądać Larę w roli głównej, moja współokatorka Ena, którą możesz zobaczyć u mnie na blogu, ma wiele cech Lary… Jest kobieca, ma mocno zarysowane kości policzkowe, a także szczękę i na dodatek, przed erą aparatu korygującego, miała również szparę
marzec 6, 2009 @ 5:58 am
Dobrze napisane. Lara to Lara. Została wylansowana, ale przed tym kogokolwiek przekonała, że jest warta lansowania. Mimo całej swojej bujnej kobiecości. A może raczej – właśnie ze względu na nią.
Sama jej przyklaskuję. Potrafi przyprawić o dreszcze, zachwyt, smutek itd. Jest swobodna i właściwie zawsze prawdziwa.
“jest wszystkimi kobietami na raz, pozostając jednocześnie tylko niegrzeczną dziewczynką”(cytat z pewnej noty wydawniczej)
marzec 6, 2009 @ 9:52 am
kamila: bardzo fajna masz ta wspollokatorke..:)
marzec 9, 2009 @ 9:49 am
O tak masz wiele racji porównując ją do wulgarnego dzieciaka. Brakuje tylko by wystawiła język, środkowy palec i pomachała nim na pożegnanie. Sex, drugs and rock’n'roll. Ale jest też niezwykle zmysłowa i kobieca. Szczególnie dwa zdjęcia, które pokazałaś z sesji z Richardsonem pokazują dwie świetne sprzeczności. Lara dziewczynka i Lara kobieta. I masz świętą rację mówiąc, że na niektórych sesjach nie można jej znieść. Ja nie mogę patrząc na sesje z Inez i Vinoodh.
Pozdrawiam
listopad 22, 2009 @ 1:37 pm
myślę gdy patrzę i zastanawiam się ile naszych zmienności wizerunku obserwują nasi mężczyźni Ci z którymi zasypiamy budzimy się bez mejkapu mamy fryzury na piasta kołodzieja bo pani fryzjerce nożyczki odmówiły posłuszeństwa i kurcze tak trochę mdło to wypada a chciałoby się czasem na ostro i w podartych rajtkach i z lodem cieknącym po brodzie no na rudo na blond i łyso można chociaż popatrzyć że skoro ja nie mogę niech inni mogą BO MOGĄ …:):) Hhurrraaa