Milky beach,bergman,antychryst, pracoholizm i PJ Harvey
Milky beach przywitala mnie tym razem sztormowa wichura i piachem prosto w oczy. Jasne, ze sie nie poddalam.Zbyt dlugo sie na nia nastawialam, obmyslajac polaczenie genialnej ortopedyczno-androidzkiej kolekcji Katarzyny Konieczki i powloczystych, pieknie smutnych sukien Michala Marczewskiego.
Szpitalna biel gorsetow Konieczki nastroila mnie w kierunku raczej klasycznym. Duzo swietlistosci, pustynna plaza, trzy androidki podazajace ku czemus…albo moze ku niczemu. Niestotna ideologia, wazny uchwycony moment Androgeniczne piekno moich modelek, struktura gorsetow, minimalistyczny krajobraz, zanik koloru…. Historia bez poczatku i konca. Na jednym z portali foto, ktos ladnie napisal, ze moje androidzkie modelki wygladaja jakby przebyly meczaca podroz pomiedzy galaktykami…Takie komentarze lubie czytac najbardziej.





Suknie Michala nastroily mnie na inna nute. Zapomnialam o galaktycznym Mad Maxie na rzecz skandynawskich bohaterek, takich jak z filmow Bergmana..co to bywaja zawieszone miedzy jawa a snem, wedruja sobie po polnocnych krajobrazach, zaplatane same w sobie, schowane gleboko we wlasne swiaty a mimo to wspolgrajace mocno z groznym i zimnym swiatem jaki je otacza…






Szczerze mowiac to bylam przekonana, ze na tych swietlistosciach i bezbarwnosciach pojade do konca cala sesje…Az tu nagle zobaczylam lasek na wydmach. I przepadlam…Moje druidzkie serce zalomotalo…drzewa…zielony gaszcz galezi i konarow, mech z tym swoim specyficznym odcieniem i zamszowa faktura…ehhh…. No i zapomnialam o ukochanej minimalistycznej pustce plazowej i utopilam modelki w drzewach. Nie widzialam jeszcze najnowszego filmu Larsa von Triera ale czytalam o nim piekna recenzje Malgorzaty Szumowskiej ( ostatni numer miesiecznika Film), ogladalam tez zajawke na youtube i wystarczylo bym miala dreszcze… Kobieta, szamanka, druidka, czarownica, outsiderka, od zawsze kleszczowo zwiazana z silami przyrody, ulegajaca potedze natury i jednoczenie bedaca jej czescia. Zupelnie inaczej niz mezczyzna…Bardziej podatna na magie i wplyw tego co niepojete, nielogiczne, niewytlumaczalne.. Poplynelam sobie w te lesne historie a moje modelki poplynely wraz ze mna…












Oczywiscie, ze nieco demonizuje i jak zwykle wyolbrzymiam:) Ale co ja zrobie, ze drzewa mnie wyprowadzaja z rownowagi psychicznej a ja trace w sekunde poczucie czasu, wszelkiego ratio itp.
Teraz drzewa mam tylko za oknem. Od przeszlo tygodnia siedze przyklejona do komputera. Obrabiam foty z maratonu fotograficznego, zarzadzam agencja, prowadze tony mniej i bardziej sensownych rozmowek z Bangkokiem, Tokyo czy Sydney ( alez tam teraz jest cieplo…mysle sobie otulona w sweter mimo koncowki czerwca). Praca mnie pochlania rownie mocno jak drzewa w lesie czy parku, tyle, ze w przeciwienstwie do tych drugich nie dotlenia, heh… A do tego mocno nadwyreza moj kregoslup w czesci ledzwiowej.
Koncze wpisik i wracam do pracy:) A Szanownych Panstwa zostawiam z przecudnymi dzwiekami z White Chalk, plytki PJ Harvej, ktora towarzyszy mi nieprzerwanie od paru tygodni i wypelnia doszczetnie moje mieszkanie z nieocenionym widokiem na drzewa…..
czerwiec 22, 2009 @ 8:38 pm
Zachwycasz!!! i inspirujesz!!!!
Minęłyśmy się na Szerokiej jak byłaś w Toruniu ale nie miałam śmiałości zaczepi:-)
pozdrawiam ciepło
czerwiec 22, 2009 @ 9:21 pm
az tak strasznie wygladalam?:)
czerwiec 22, 2009 @ 9:28 pm
podziękowania dla całej dzielnej ekipy mlstudia oraz gościnnie Arka aka Leftona i “Kempskyego” za świetny plener i po prostu miły dzień…
my chińskie rączki wracamy też teraz do pracy…
i podziękowania za “smutne sukienki”- dawno nie słyszałem trafniejszego określenia
nie wychodze oczywiście spod wrażenia konieczki vel geniusza gorsetu
czerwiec 23, 2009 @ 7:57 am
Te czarne suknie….jakie nieskończenie piekne
czerwiec 23, 2009 @ 8:40 am
Magdo
wygladałaś pięknie
to raczej moja nieśmiałośc
czerwiec 23, 2009 @ 8:44 am
Demonizowanie i wyolbrzymianie, jest w Twoim wykonaniu przyprawianiem dania dla czytelnika. I chwała Ci za nie
Obie kolekcje powalają, wywołują w główce poruszenie myśli następujących: czego człowiek nie wymyśli, dobrze, że są jeszcze geniusze, świat nigdy chyba nie przestanie zaskakiwać.
Dobierając modelki, spisałaś się na złoty medal. A w sposób najlepszy świadczy o tym ich wyczucie, wdzięk i uroda.
Dziękuję za dotknięcie klimatów bergmanowskich, w których zakochana jestem do nieprzytomności.
czerwiec 23, 2009 @ 8:46 am
nie wiem z jakiej racji postawiłam przecinek po demonizowaniu i wyolbrzymianiu
czerwiec 23, 2009 @ 8:53 pm
kurcze tak czekałam na wpis i nie jestem pierwsza:)
to już zboczenie.
Nastrojowe klimaty, nie tylko bergmanowskie. Od pewnego czasu jestem zakochana w fotografii Yeleny Yemchuk, takie chłody na niepogody lubię.
czerwiec 23, 2009 @ 10:18 pm
zawsze mnie zachwyca ze innaczej temat ujmujesz i pokazujesz inna historie.I w tym calym zachwycie szczegolnie mnie chwycilo za serducho i w mozg sie wrylo zdjecia “złamanej”rudej na tle poteznego morza i chyba jeszce potezniejszej niepogody.I jej sila i moja wiara ze jednak to wszytsko przetrzyma:)Brakowalo mi Twoich sesji…:)
czerwiec 25, 2009 @ 2:12 pm
hmm
podziwiam tez modelki za umiejetnosc pracy w grupie, i projektantow za ciekawe stroje, chociaz pania projektant podziwiam nieco bardziej 
pierwsza sesja bardzo Panii, ze tak powiem
dwie pozostale odbiegaja duzo od tego co przywyklam widziec…
4 zdjecie z drugiej serii, piekne… a 1 z 3 – lesnej, niepokojacy dzieki temu spojrzeniu
podziwiam za umiejetnosc pracy z wieloma modelkami
i pragne wiecej notek Panii na blogu
czerwiec 27, 2009 @ 3:54 pm
Za każdym razem kiedy długo nie piszesz… robię się dziwnie niespokojna… nienasycona…
Teraz mogę wracać do codzienności. I znów czekać i czekać…;]
lipiec 4, 2009 @ 12:14 pm
dzieki za cieple slowa pomimo, ze obecnie ciepla aura nastala…nawet nieco zbyt ciepla:)
lipiec 5, 2009 @ 12:12 am
Po obejrzeniu Antychrysta(który wciąż we mnie dojrzewa) stwierdzam, że zdjęcia wyjątkowo Ci się udały. I nie chcę tu kadzić. Wiem, że ledwie czytałaś recenzję i ujrzałaś zajawkę… ale w Twoim obiektywie Jackie i las przypominają mi jedną z najbardziej trzymających[mnie] w napięciu scen. No… brawo po prostu.