bezsennosc
taka ze mnie maszynka…
obecnie bezsenna.
w dzien praca, dziecko, szpitale…
udawanie , ze wiem czym jest ablacja ( mama miala dzis rano).
i ze zdaze na czas ze wszystkim.
zeby bylo dziwniej zdazam. serce w okolicach kolan ale daje rade.
jak mialabym nie dac, co nie Bob?
dokonczylam czytac “Lektora” i chyba mi sie podobal.
nie pojade jutro na Radiohead i nie bede z tego powodu rozpaczac.
nadal zalegam z obrobka zdjec z pleneru a kolejne sesje wala sie na glowe.
zaczelam kupowac niemieckie Vogue bo zrobilo sie pelne nagosci na modle paryskich edycji.
kazdy mail od moich emelek z dalekich podrozy jest dla mnie nagroda.
zapach mojego parku wieczorowa pora takze.
moja kamienice obleczono w rusztowania i siatke zabezpieczajaca – mieszkam wiec teraz w paczce.
od kilku miesiecy poranki w lazience wiencze balsamem Clarinsa, nieprzyzwoicie drogim i cholernie nieekonomicznym. ale kto powiedzial, ze przyjemnosci maja byc ekonomiczne?
dzieki rusztowaniom pozbylam sie anteny tv i wcale za tym nie tesknie.
nadal nie obejrzalam Antychrysta i tesknie.
coraz wiecej drzew we mnie.
na skorze tez ( balsam).
Szarlota robi sie coraz bardziej brytyjska i misiowata.
I zaczela sypiac na zaglowku mojego fotela, niczym kot czarownicy..
a ja odwiedze Londyn juz niedlugo ale jeszcze o tym nie mysle.
mysle o zdjeciach, ludziach, roznicach…
i chce juz jesieni by topic sie w welnianych swetrach.
dochodza mnie plotki, ze sie czesto ciagam po sadach z kazdym i wogole jestem zla pani.
pewnie jestem troche zla.
fajnie jest byc zlym bo to nie nudne.
tak jak krolowe z bajek braci Grimm – zawsze je wolalam od zlotowlosych dziewic.
ale po sadach sie jeszcze nie ciagalam i na razie mi sie nie chce.
nauczylam sie pic sypana kawe z imbirem.
i japonska herbate ryzowa, ktorej inni sie brzydza.
do tego zalozylam farme w necie i spedzam godziny pielac grzadki i sadzac nasionka.
moze i glupie ale mnie koi.
podobnie jak zmywanie naczyn ( nie lubie zmywarki).
jutro ( dzisiaj) bedzie wtorek i zamierzam duzo zrobic.
ale jak zrobie mniej to swiat sie nie zawali.
fajnie jest miec tego swiadomosc – ze i tak sie bedzie krecic.
ze mna czy beze mnie ale bedzie.
dobranoc( dzien dobry)
sierpień 25, 2009 @ 4:40 am
Mówi się “proza życia”. Tu jest poezja na jej temat…
Długo czekam na każdy kolejny wpis, ale za każdym razem cieszę się, że czekałem.
Dziękuję!
sierpień 25, 2009 @ 8:05 am
może i będzie się kręcić ten świat bez Ciebie, ale już nie będzie tak pełen inspiracji i zachwytów.
“No cóż, moja mała Amelio, ty.. ty nie masz szklanych kości. Możesz boksować się z życiem. Jeśli utracisz tę szansę, wówczas z biegiem czasu twoje serce stanie się równie suche i łamliwe jak mój szkielet.. A więc ruszaj, do licha!”
pozdrawiam serdecznie
sierpień 25, 2009 @ 10:16 pm
wlaśńie oglądam Xsięgę Diny, myślę że dużo bardziej godna polecenia od Antychrysta, no i ta sama tematyka – czyli nieodgadniona moc chromosomu X.
sierpień 25, 2009 @ 10:27 pm
Ksiege Diny widzialam:) fajne ale nie ma tam takiego lasu jak w Antychryscie..:)
sierpień 26, 2009 @ 5:10 am
Świetny kawałki.
Mnie też niestety nie będzie na koncercie, ale tez nie płaczę.
Również chcę, by jesień pośpieszyła się z tym swoim nastaniem, bo dusi mnie juz lato.
Stagnacja, której teraz doświadczam jest okropna, u Pani przynajmniej coś się dzieje. Inni mają zbyt dużo pracy, a ja cierpię na jej brak, przynajmniej jeśli chodzi o pracę twórczą. Pozdrawiam
sierpień 26, 2009 @ 6:36 am
pan orłoś w teleekspresie się chwalił, że słucha radiohead i mówił czemu nie latają samolotami. a potem wtarł sobie czipsy we włosy. może mniej relaksujące niż balsam, ale co kto lubi.
czytałam twój post równolegle z ’siekierezadą’ stachury, aż się prosi o cytat
‘z płynięciem czasu, z biegiem lat coraz bardziej nie wierzę we własną śmierć, zupełnie nie widzę siebie jako umarłego. Trochę inaczej mówiąc: zupełnie nie widzę tego świata beze mnie. Wiec tak się sprawy mają i pomimo że wygląda to wszystko dosyć bardzo skomplikowanie, dosyć bardzo nawet paradoksalnie, to ja tu nie widzę żadnej sprzeczności, żadnego zamętu ni przepychanki. Na mój rozum wszystko tu jest w porządku: szafa gra, komoda tańczy, a ja siedzę na parapecie okna, bujam nogami, piję piwo, czekam na helikopter i serce mi wali.’
sierpień 26, 2009 @ 9:16 am
June zmęczona. Kiedy ty zrobisz film jakiś z ML-ką? Nie mówię oczywiście o lizaniu jogurtu na potrzeby niemieckiego odbiorcy…
sierpień 26, 2009 @ 9:36 am
Aha- sukienka Lanvin (czerwona a może raczej malinowa z srebrzystymi pajetami) zjawiskowo wygląda na Amber… Siatkowo sznurkowa Jil Sander zresztą też…
sierpień 27, 2009 @ 8:59 am
widzę, że wiedzie się nam podobnie.
nie mam czasu na więcej słów – dziś i przez najbliższy tydzień.
ale dobrze było przeczytać Twoje.
zużywaj się nie rdzewiej.
sierpień 31, 2009 @ 6:27 am
nie dość że rzadko piszesz, to jeszcze do tego jakoś tak.. hm. smutno.
sierpień 31, 2009 @ 9:04 pm
zdrowia dla Twojej mamy!
październik 5, 2009 @ 9:16 am
Uwielbiam Panią. (Cię)
Wracam nieustannie, wyczekuję kolejnych wpisów. Nieprzyzwoicie drogie balsamy, Reckoner, dużo, dużo Antychrysta. Te drzewa mnie zniewalają i z trudem łapię oddech. Pani to doceni. Ciepłe mieszkanko z widokiem na park.
Lubię to.
A Londyn. Londyn zrzuca liście i momentami pachnie jesienią, momentami jest pięknie. Wiatr i deszcz.
Październik. Listopad. Grudzień.
Równia pochyła.
Pozdrawiam panią.
październik 8, 2009 @ 6:56 pm
jest coś wciągającego w Twoich wpisach
październik 14, 2009 @ 3:51 pm
Aż tak długa była ta bezsenność, że teraz odsypiasz?
październik 16, 2009 @ 6:14 am
A ten język polski taki cudny. Brak ogonka przy a i…Twoje zło objawia się ciąganiem ludzi po sadach. A co jabłko im na głowę spadnie?:-DDD
Tak dla równowagi te sady mi sie marzą kwitnące, bo ołów przelewa się przez niebo…
październik 16, 2009 @ 8:53 am
heh – ano jak widac sady to samo zlo:) a co do olowiu na niebie to ja tam lubie taki….:)
październik 17, 2009 @ 6:51 pm
Ja lubie, ale niestety nieustajaco przysypiam. Sen jest cudowny, ale nie wtedy gdy trzeba coś robic a organizm chce na standbay