make me a monster i inne opowiesci

Dzien dobry. Bedzie wpis o fotach i modelkach, czyli o tym co stanowi jakies 80% mojej egzystencji od przeszlo 5 lat. Wlasciwie czasy przed wymysleniem agencji MLStudio tez powinnam doliczyc ale niech zostanie te 5.
Na poczatek fenomenalna Guinevere w edytorialu “Make me a monster” by Daniel Jackson w przywiezionym z Londynu magazynie Dazed & Confused. Magazyn kupowalam doslownie w biegu ( bieglam po dworcu Waterloo w kierunku mojego pociagu), bez zagladania do wewnatrz. Wystarczyla okladka z Guinevere.

Cala sesja moglam sie dopiero porozkoszowac w pociagu. Niesamowite pomysly z maskami stworzonymi przez Castelbajaca, Wanga, McQueena, Margiele, Pilotto, Chalayana, Pugha czy Mazhara – tych wszystkich niepokornych i trudnych do zaszufladkowania designerow, do ktorych notorycznie wracam, celowo albo przypadkiem… Guinevere sfotografowal Daniel Jackson ( ktorego mormonska sesja z nomen omen Guinevere powalila mnie kilka miesiecy temu na kolana w magazynie Acne Paper 7th issue ). Proste studyjne foty na bialym tle a jaki efekt…






Zostane jeszcze na chwile przy bogini Guinevere i z pazdziernikowego Dazed& Confused przeskocze do wrzesniowego Numero i sesji “Fantasme” autorstwa Jeffa Burtona.


Kolejna przypadkowa niespodzianka fotograficzna spotkala mnie w najnowszym Another Magazine, kartkowanym w londynskiej ksiegarni. Zatrzymalam kartkowanie na stronie 161 i odpadlam. Uczucie podobne do tych jakie ogarniaja mnie w National Gallery przy obrazach Memlinga czy van Eycka.

Powyzsza fota pochodzi z edytorialu Katy Grannan, fotografki o ktorej juz pisalam na blogu ( wystawa The Westerns, ktora bylo mi dane zobaczyc w The Photographers Gallery) . Szczerze mowiac nie mialam pojecia , ze Katy “bawi sie” w fashion… i to bawi sie tak, ze dech zapiera. Modowosc jako taka traci tutaj znaczenie a sama fotografia staje sie blizsza sztuce portretowej, na przyklad tej z sal National Gallery…



Kilka dni przed moja ostatnia podroza do Londynu, zrobilam sesje inspirowana portretami z kilku epok historycznych. Najbardziej sie zawzielam na XV wiek. Wizerunek mlodej kobiety autorstwa Petrusa Cristusa, towarzyszyl mi od kiedy nauczylam sie chodzic i siegac do ksiazkowych polek mojego taty. Obok albumow z malarstwem stala sobie “Jesien Sredniowiecza” Johana Huizingi, ktora zaintrygowala mnie kilkuletnia z powodu okladki projektu Ryszarda Swietochowskiego i wykorzystanym na niej kobiecym wizerunku.

Petrus Cristus, uczen van Eycka – namalowal klasyczny dla tamtej epoki portet kobiety. Co jest w nim takiego, ze az tak porazilo mala dziewczynke, wroslo na zawsze w jej mozg, w jakis sposob naznaczylo postrzeganie piekna i estetyki ? Nie mam pojecia. W kazdym razie do samej ksiazki i do owego portretu wracalam przez lata, majac nadzieje, ze kiedys uda mi sie z nim zmierzyc fotograficznie. No i w koncu, tuz przed wylotem na londynski fashion week – sie zmierzylam. Efekt ponizej. W poznosredniowieczna dame wcielila sie Mary z mojej agencji, calosci dopelnila bluzka z Max Mary, zagadkowy metalowy wisior i czepiec spontanicznie zmontowany z tiulu i czarnego brystolu.

Do jesieni sredniowiecza bede wracac jeszcze z uporem maniaka, do jej mistycyzmow, skrajnosci, rozedrganej natury, do czlowieka przed matematyka i renesanem.
Podobnie jak do drzew i sesji lesnych, ktore tez sa mi bliskie ( a propos Antychryst von Triera czeka na mnie caly czas jeszcze..) tak jak ta fota z L’Officiel, ktora zatrzymala mnie na dluzej przy sobie…

Spodobala sie mi rowniez kolorystyka i klimat z sesji Taki Bibelasa ze sliczna Luca Gadjus.



Uwiebiam ten typ urody u kobiet - mocne kosci policzkowe, nieregularnosc nosa i to mocne spojrzenie… Na Iekeliene Stange i jej kosci tez sie lubie gapic:)


Pomimo umilowania do raczej koscistej, przenikliwej urody kobiecej to nie wzbraniam sie tez przed nieco innymi obrazkami.. Miranda Kerr by Willy Vanderperre w konwencji pin up jest bardzo OK.


Nie moge sie tez opedzic od lozkowo-hotelowych klimatow, takich jak na przyklad ponizszy z Eniko Michalik:


Na zakonczenie opowiesci foto modelkowych polski akcent czyli modelka, ktora mojemu przyjacielowi Konradowi Jakubowskiemu robi jak to ostatnio okreslil ” umyslowe fellatio”
Magda Frackowiak – bo o niej mowa – ciekawila mnie od dawna ale zafascynowala dopiero po edytorialu “Nunhead” Sebastiana Faeny, gdzie obnazyla nie tylko cialo…Ktos gdzies porownal jej twarz do oblicza mlodego tygrysa i cos w tym faktycznie jest. Charakterystyczna linia szczeki, szerokie kosci policzkowe, rozstaw oczu…Dzikie zwierze pod porcelanowa skora. Nic dziwnego, ze Alexander McQueen wybral wlasnie Magde do otwarcia swojego najnowszego, animalistyczno-kosmicznego pokazu.



Tygrysia lilia, kosmiczna, owadzia, diabelska – takich modelek daj mi Boziu w zyciu wiele, do podziwiania i fotografowania. Amen.


październik 29, 2009 @ 10:01 pm
Frąckowiak mmm mmm mmm … genialna pani… mmm mmm mmm
ale ja bym ją nazwał całkiem rozwiniętym tygrysem
październik 29, 2009 @ 11:06 pm
AMEN.
październik 30, 2009 @ 11:27 am
oszszsz June, az tetno me podskoczylo, 300:0 dla Cie ; )
październik 31, 2009 @ 5:44 pm
Dzień przed terminem listopadowym postanowiłem tu zajrzeć i niesamowicie miła niespodzianka