Skip to content
Lipiec 12, 2008 / junemiller

wonder woman

wlasciwie to nie mam przyjaciolek. wszyscy moi przyjaciele sa plci odmiennej. coz..tak mi sie zlozylo, ze kobiety sie mnie nie imaja. i bylo tak juz w piaskownicy. natomiast w mojej fotografii kobieta zawsze gra pierwsze skrzypce, jest muza, boginia, demonem..albo wonder woman – tak jak Misha na mojej ostatniej sesji.

Misha zatrzymala sie u mnie na kilka dni, w drodze miedzy Mediolanem, fashion weekiem w Berlinie a Tokyo. Fajnie sie mieszka z topowa modelka, ktora na co dzien jest sobie taka slodka, mala myszka. Czyta w kaciku ksiazki, pichci zdrowa zywnosc, chodzi na spacery do parku z moja corka a w nocy razem ze mna wciaga serial o seksualnych perypetiach singielek w NYC. tydzien zlecial jak z bata strzelil. w piatek w nocy Misha juz wylatywala w dalekie swiaty wiec musialam sie jakos zebrac do kupy i machnac jej kilka fotek. uprosilam znajoma projektantke o cos czarnego. przywiozla doslownie kilka rzeczy, bo akurat cala kolekcje wysprzedala. zmajstrowalam na poczekaniu jakies dodatki, rajstopy, buty, czapke pilotke i okulary spawacza. z mojego mieszkania jest bardzo blisko do Walow Chrobrego. monumentalne schody, rzezba walczacego z centaurem Heraklesa, duzo kamiennych plaszczyzn i jedna fontanna. miejscowka fajna choc najczesciej mocno oblegana przez turystow i spcerowiczow. mialam nadzieje, ze w piatkowe poludnie nie bedzie tlumow. w makijazu skupilam sie na brwiach i graficznie wycieniowanych oczach. wlosy w konski ogon i Misha gotowa. upal taki, ze nie ma czym oddychac. pakujemy ciuchy i sprzet do samochodu. i wlasnie wtedy dowiaduje sie, ze moja mama miala atak serca i wyladowala w szpitalu…. wiec zamiast na Waly Chrobrego, pedzimy z calym majdanem do szpitala. zycie lubi mnie zaskakiwac. czasem czuje sie jakbym uczestniczyla w jakiejs lekko chorej grze… mama lezala pod kroplowkami a jej stan na szczescie sie jako tako ustabilizowal. posiedzialm chwile a potem pojechalam zrobic ta nieszczesna sesje. prawde mowiac stracilam w jednej sekundzie caly zapal. no ale jak na typowego kozioroga przystalo – jak juz zabrne nad przepascie to nie umiem sie wycofac. zaciskam zeby i skacze dalej. no wiec sesja. nagrzane kamienie, zar z nieba a modelka w grubych ponczochach i skorzanych rekawicach. nie ma zmiluj. modelki naprawde nie maja lekko. ale te profesjonalne zniosa wszystko. nawet jak nie dostana za to grosza. predzej udar sloneczny. Misha jakos przezyla sesje – staralam sie za bardzo jej nie meczyc i pracowalysmy szybko. wybor miejsca, kilka ujec i biegniemy zmienic ubranie do samochodu. i tak cztery razy. po pol godziny na jedna stylizacje wiec calosc trwala nie wiecej niz dwie godziny. po sesji znowu popedzilam do szpitala. a o pierwszej w nocy Misha poleciala do Mediolanu. spotkamy sie dopiero na paryskich fashion weekach, po jej powrocie z Japonii.

bezposrednio po skonczeniu sesji nie czulam sie zadowolona. moze przez to myslenie o chorej mamie, przez upal, pospiech..czulam, ze skopalam foty i nic z tego nie bedzie. najwyzej pare pocztowkowych gniotow. dopiero po weekendzie zabralam sie do ogladania , wybierania i obrabiania. okazalo sie, ze az tak tragicznie nie jest. do tego postanowilam troche inaczej niz zwykle pobawic sie obrobka. juz dosyc dawno natchnely mnie do pewnych zabaw postprodukcyjnych niektore sesje Meisela. teraz sprobowalam metoda prob i bledow pocwiczyc cos nowego na fotach z Misha. samego retuszu nie ma wiele. caly edytorial oparlam tak naprawde na jednej focie – zrobionej Mishy przez szybe samochodu, w czasie gdy sie przebierala. szyba byla brudna i poplamiona, a do tego odbijala mi uporczywie czerwonego Matiza, zaparkowanego nieopodal. podczas pstrykania trasznie mnie wkurzaly te czerwone refleksy – przy obrobce okazaly sie magiczne i niezastapione. foto szybowo-samochodowe ponakladalam na wiekszosc fot, mniej czy bardziej je podkreslajac. do tego uzylam jeszcze jeden nowo poznany filtr, dobralam zestawy i kadry, poukladalam w pary i po robocie. szczerze mowiac efekt koncowy mnie sama zaskoczyl. edytorial wyglada na przemyslany, przeanalizowany i bog wie jak wypracowany. a tak naprawde narodzil sie w tempie blyskawicy jako efekt mini sesji w niezbyt sprzyjajacych jej okolicznosciach. na pewno pomoglo pozowanie, uroda i profesjonalizm swietnej modelki ale cala reszta…zbior przypadkow. moze ja po prostu inaczej nie umiem? i jak mi sie nie wali swiat na glowe to nie zrobie dobrych fot. musi byc zamet, chaos, lamanie nog na schodach i totalna zadyszka. ulewa na plazy albo maksymalny upal. i wlasnie wtedy, kiedy normalny czlowiek dawno by walnal taka robote w pioruny, to ja sie zatracam w obledzie tworzenia..coz…nigdy nie mowilam , ze jestem normalna. i musze z tym jakos zyc dalej:)

Advertisements

10 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. Konrad / Lip 12 2008 8:49 am

    Mistrz Oogway: „nic nie dzieje sie przypadkiem” :*

  2. macmil / Lip 15 2008 10:44 am

    wonder woman, to jeden z tych twoich lepszych edytoriali. gdybyś nie napisała, że zdjęcia powstawały przypadkowo, to chyba nigdy bym w to nie uwierzył. (w sumie jak ktos sie rodzi z aparatem w reku, to reszta moze być przypadkiem 😀 )

  3. hoRacy / Lip 15 2008 12:42 pm

    Nie jestem w stanie uwierzyć, że to co widzę wyżej to sesja z Walow Chrobrego wspomagana przez Matiza w wersji deep-red. Efekt magiczny, pomimo (a może dzięki) wszelkim przeciwnościom. I na koniec zdrowia Mamie życzę.

  4. 2MM / Lip 15 2008 10:36 pm

    o zdjeciach wiesz co mysle i mishy
    zycze twojej mamie duzo zdrowia

  5. jezzii / Lip 15 2008 11:23 pm

    ale powiedz mi jak ktos taki jak Misha na kontraktach pozwala sobie na przypadkowe foty???

  6. jdrq / Lip 16 2008 12:10 am

    ~oficjalnieandrzej rewelacja 16.07.2008 @02:10:41

    swietny post.
    czyta sie 1 tchem, w sam raz na przedspanne dumanie nad marnoscia wlasnego losu.
    dobra GO, dobrze skadrowane wypowiedzi. mam tylko nadzieje, ze ta przypadkowosc nie jest przekolorowana, bo patrzac na efekty naprawde ciezko uwierzyc. ale z 2giej strony nie byłby to pierwszy taki przypadek w historii, ktora przeciez lubi przypadki.
    pozostaje tylko raz jeszcze pogratulowac swietnej sesji + zyczyć duzo zdrowia dla Mamy!

  7. junemiller / Lip 16 2008 9:10 am

    jezzii – Misha jest modelka w mojej agencji, znamy sie od poczatku jej kariery wiec dlaczego ma sobie nie pozwolic? pozatym gwiazdorstwo i muchy w nosie jej nie groza bo jest na to za fajnym czlowiekiem:)

  8. Lu / Lip 24 2008 9:05 am

    mmm. robienie zdjęć to bez wątpienia Twoje powołanie.
    posiadasz jakiś nienazwany zmysł 🙂 i godne podziwu zacięcie.

    ta sesja, którą zresztą rewelacyjnie opisałaś, jest jedną z moich ulubionych.
    pozdrawiam.

  9. smiled / Lip 28 2008 6:42 pm

    tutaj jestem poraz pierwszy, ale podglądam twoją digartową galerię już od jakiegoś czasu…

    zupełnie inny świat i naprawdę dziwnie- w ten pozytywny sposób:)- popatrzeć na niego. i to zza kulis!

    z tym refleksem… NIGDY bym na to nie wpadła…:)

    pozdrawiam fotografkę z powołania!

  10. zdrajca / Sier 13 2008 4:49 pm

    zdjęcie z refleksem na twarzy i jedno powyżej są niesamowite. wonder woman i ‚burzliwą’ serię cenię za mroczność.
    podoba mi się że wydobywasz pazura z kobiet.

    serdecznie pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: