Skip to content
Grudzień 24, 2008 / junemiller

noc wigilijna

Moja zaplakana wigilia zaczela sie po zachodzie slonca, w samochodzie..w moim zdezelowanym, ukochanym fordzie. Kompletnie nie czulam i nadal nie czuje, ze to „ten” dzien, tak istotny dla chrzescijan, czy moze bardziej dla swiata konsumpcyjnego ostatnio. Jak na outsidera przystalo wszelkie schematy szybko mnie mecza, wkurzaja, nuza…Robienie czegos bo „tak trzeba” zawsze przyprawialo mnie o mdlosci. No ale czasem trzeba sie poddac pewnemu rytmowi, zwlaszcza jak sie ma umierajaca babcie, dla ktorej to byc moze ostatnia wigilia w zyciu…Trzeba wiec kopnac sie w  tylek, otrzec zalzawione oczy i ruszac zdezelowanym fordem, patrzac przez szyby na zalzawiony swiat, ulice, park, drzewa bez lisci…

blog-wilia071

blog-wilia08

blog-wilia01

Co moge dodac o mojej rudej babci…ze nie jest latwym czlowiekiem ale dla mnie byla wspaniala, zajmowala sie mna przez prawie 10lat mojego zycia. Dzieki niej mam fiola na punkcie drzew ( babcia klasyczna katoliczka niby ale druidzkie zapedy mi wpoila i teraz nie przejde przez park gdy nie przytule sie chociaz do jednego drzewa, o calowaniu kory nie wspominajac..), szpinaku i kur ( te ostatnie mialy potezny wplyw na mnie w dziecinstwie, zreszta osobny wpis o kurach mozna znalezc wczesniej w moim blogu), lubie sypiac przy otwartym oknie i siedziec w kuchni obserwujac zapadajacy zmrok…ta cudna i niezwykle trudna do zarejestrowania pore przejscia dnia w czern. Poniewaz uwielbialam sluchac, babcia wymyslala mi na poczekaniu niestworzone bajki na dobranoc o robaczkach albo iscie homercka epopeje ( w odcinkach) o dziadu latajacym na chmurce, mieszkajacym w lesnej chatce w towarzystwie niezbyt udanej zony ( czarownicy), ktorej popisowym daniem byla zupa na mrowkach. Dziad przylatywal do naszej kuchni codziennie rano, w okolicach pory na kasze manna. Byl calkiem dobroduszny i niegrozny ale mimo to podczas jego wizyt wolalam dla bezpieczenstwa trzymac obie stopy na babcinych kolanach. Dziad opowiadal o swoim lesie, o dalekich podrozach, czasem o zonie czarownicy, o krasnoludkach zamieszkujacych inna chatke nieopodal…Dzieki jego wizytom znienawidzona przeze mnie kasza znikala bez wiekszych problemow z talerza.

Poprzez  babcie moglam przyjaznic sie z jej sasiadami, pogodnymi, pomarszczonymi ludzmi…Z niesamowitym malzenstwem F, slynnym z przepysznych racuchow,  robionych czesto przez pania F i ogladania telewizji w czapkach (obawa przed szkodliwym promieniowaniem) i moim ulubionym panem Stachem, hodujacym golebie i kroliki. Pan Stach mial wlasciwie sporo cech bajkowego dziada latajacego na chmurce. Tez mial niezbyt udana zone, pania Janke – moze niekoniecznie czarownice ale na pewno niemila i wrednawa, holubiaca pod niebiosy swego oblubienca, paskudnego kundelka o imieniu Murzyn. Pan Stach wiekszosc czasu spedzal w malenkim ogrodku, wpatrzony w swoje golebie, puszczajac dymek z ekstramocnego bez filtra…Opowiadal mi cierpliwie o golebich obyczajach a raz nawet zademonstrowal jak sie fachowo obdziera ze skory krolika…Eh…cudne to byly czasy…Wiem, ze wiekszosc ludzi ma sklonnosc do idealizowania swojego dziecinstwa, czynienia z niego raju utraconego, utopii jakowejs…ale nie ma chyba w tym nic zlego. W kazdym razie dobrze moc przymknac oczy i wrocic sobie czasem na mala gorke, z poniemiecka oficyna babci i ciagiem nieduzych ogrodkow dzialkowych, juz niestety dawno nieistniejacych. Do tych pieknie pooranych zmarszczkami twarzy…

Starosc moze byc fajna. Mi sie marzy byc taka outsiderska ciagle babcia, noszaca jeansy, twarz bez grama makijazu ( no moze czasem szminka) i dlugie siwe wlosy. Bede wtedy miec czas na wszystko, wlasny wolniejszy niz dawniej tor i pogodny dystans do wszystkiego,  olbrzymi jak kula ziemska. I moze wlasnie wtedy w jakims malym, pustawym miasteczku nad morzem uda mi sie wreszcie napisac ksiazke. Ksiazke, ktora od dawna nosze w sobie, rozwijajaca sie razem ze mna sama. Oby mi tylko zdrowie jako tako dopisalo. Mojej rudej babci dopisywalo dlugo…prawie do 90tych urodzin. No ale nic nie trwa wiecznie, kazdy obrazek ma jakies ramy, kazda ksiazka ostatnia literke…Ruda babcia powolutku zbiera sie do powrotu do swoich lasow, ukochanych swierkow i sosen…byc moze zabierze sie tam chmurka Dziada podroznika, spotykajac po drodze pana Stacha i malzenstwo F…

blog-wilia06

blog-wilia05

blog-wilia04

blog-wilia03

Reklamy

10 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. aife / Gru 25 2008 10:25 am

    Niesamowite, że ma piękne włosy w tym wieku. Poza tym miło mi było na chwilę zakopać się w Twoich wspomnieniach, szczególnie że wiele z nich było mi znajomych. U mnie jednak był bardziej króliki niż kury, chociaż to w sumie zależy czy do dziadka czy do ciotki na wieś się pojechało 🙂

    Niestety coraz mniej osób docenia dzieciństwo, coraz mniej osób je ma, także idealizowanie swojego jest znacznie lepsze niż narzekanie na jego brak.

    • Marek / Sier 1 2009 12:22 pm

      możliwe ze ma takie piękne włosy bo je dużo kwasów tluszczowych zawartych w rybach. podobno mają dość znaczny wpływ na delikatność i blask włosów

  2. Kaśka / Gru 25 2008 5:38 pm

    Ty i twoja babcia jesteście do siebie niesamowicie podobne.
    Przepiękne, rozczulające zdjęcia.
    Zawsze podziwiam Cię za twoją wrażliwość, masz w sobie coś nie do opisania.
    Pozdrawiam.

  3. Gingergin / Gru 25 2008 6:19 pm

    Twoja babcia ma takie same dłonie, jak moja, gdy ostatni raz je całowałam. Zapach jej skóry, szarość niewidzących oczu będę pamiętała zawsze. Bo to też dzięki niej nie boję się burzy. Ona panicznie się jej bała, a ja wtedy czułam się w obowiązku ją przed piorunami chronić. I tak ona do końca zapalała w burzę gromnicę, a ja mówiłam, że jestem, przy niej.

  4. aqneru / Gru 26 2008 4:11 am

    babcia o miedzianych włosach, wyobraźni Marqueza, spracowanych dłoniach, patrząca z miłością „w” ciebie …spokojna, spełnieniona, bez lęku. Piękna babcia, dobry człowiek… ale jakie wy jesteście do siebie podobne. Ona jest w Tobie, zawsze będzie. Życzę jej jeszcze wielu chwil z Tobą i spokoju serca ( choć to już ma, mogłabym sama u niej nauki pobierać, to widać z oczu…). Pozdrawiam was obie.

  5. LiL. / Gru 26 2008 2:53 pm

    piękne i rozczulające zdjęcia ora zsłowa. babcia to wielki dar.

  6. mgielka / Gru 26 2008 4:08 pm

    śliczny wpis. powodzenia w realizowaniu planów książkowych. z wrażliwością którą właśnie zobaczyłam u Ciebie to warto tego się podjąć 🙂
    a i zdjęcia też niebanalne. aż chyba sama odkurzę swój aparat 🙂 no ale talentu do tego nie mam 🙂

  7. Lu / Gru 30 2008 11:55 am

    obudziłaś we mnie swoimi słowami przyjemne ciepło. dziękuję. czekam na książkę.

  8. kolek / Gru 30 2008 12:13 pm

    przezywalem ostatnio cos podobnego. pieknie to wszystko opisujesz

  9. mm / Sty 5 2009 9:56 am

    …..ja widze w Jej oczach spokoj i pogode ducha. Dobry Czlowiek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: