Skip to content
Styczeń 21, 2009 / junemiller

Londynskie migawki – part one – katy grannan, revenge i inne foty

London po raz drugi zaliczony – caly tydzien gonitwy, wdychania, ogladania, ekstaz najrozmaitszych…Swoje migawkowanie zaczne od klimatow zdjeciowo-wystwowych.

Najwieksze zaskoczenie fotograficzne – wystawa Katy Grannan „The Westerns” w The Photographers Gallery. Nieduza, skromna sala wystawowa  na drugim pietrze budynku galerii – to tutaj poznaje Gail i Dale, pare transsexualistow w srednim wieku – bardzo intymnie i cieplo pokazanych przez Katy. Poznaje i zakochuje sie w tych fotach od pierwszego wejrzenia.

blog16

blog18

blog17

blog22

blog20

blog21

blog25

blog24

blog23

blog261

blog27

blog98

Katy nie sili sie na ideologie, tani szok, wyrafinowana pseudoartystowska wizualizacje. Jej foty to proste, momentami wrecz klasyczne portrety we wnetrzach lub malarskich plenerach. Ogladajac zdjecia ,lubie czuc taka nieklamana bliskosc, nic zazylosci miedzy fotografem a modelami z jego obrazow…Milczace porozumienie, brak bariery i zimnego szkla obiektywu. Z wystawy Katy zabieram sobie pamiatke i teraz , juz sobie wisi przypieta szpilka na tablicy korkowej, obok mojego komputera. Zdjecie przedstwia syrene lezaca na brzegu plazy, w tle ocean. Syrena moze miec z 60 lat, mleczne resztki wlosow, jedwabna, prosta suknie w blyszczace pajetki, skromne eleganckie pantofle…Pozuje w zastyglej pozie, spokojna i blada jak ocean za nia..

blog191

W tym samym budynku w ktorym rozkoszuje sie fotami Grannan – miesci sie malutka ksiegarenka napchana po brzegi albumami fotograficznymi. Spedzam tam spora godzinke na mozolnym grzebaniu w scisnietych na polkach pozycjach. Cierpliwe grzebanie oplacilo sie niewielkim, czarnym znaleziskiem za 30funtow z  „Revenge” w tytule. Kwintesencja stylu Ellen von Unverth. Jak dla mnie, to Ellen po tej sesyjce moglaby przestac focic ( sorry Ellen). Czarny albumik zawiera mistrzowsko opowiedziana, sfotografowana i wystylizowana historyjke, w duchu sadystycznego retro. Foty z Revenge ogladalam juz nie raz w internecie, teraz pierwszy raz wpadly mi realnie w rece wiec niekupienie byloby grzechem. Tym bardziej pojedynczego egzemplarza.A zeby jednemu malemu, czarnemu albumikowi nie bylo smutno to zakupilam szybko drugi maly, czarny albumik – „Portfolio” Petera Lindbergha ( zeby bylo milej pani ekspedientka przecenila mi album do 9 funtow z racji milimetrowego zagiecia na grzbiecie…)

blog99

blog97

blog70

blog951

blog90

blog92

blog100

blog102

blog104

blog1061

blog108

Nasycona po wystawie Katy i z trofeami albumowymi w torbie docieram do National Portrait Gallery na wystawe Annie Leibovitz. Zaliczam ja tak bardziej pod katem, ze nie wypada byc w galerii portretu i nie obejrzec wystawy pani Lesbowic – jak to ja pieszczotliwie czasem nazywam. Same foty doceniam ale ekstazy brak.

blog94

Galeria Tudorow o wiele bardziej mnie zafascynowala, a w niej liczne wersje oblicza Henia VIII. Ogolna refleksja po obejrzeniu krolewskich protoplastow obecnie panujacej Elzbiety? Blekitna krew nie zawsze idzie w parze z powabnym obliczem.

blog58

blog48

blog38

blog34

blog35

blog56

blog29

Kate w roli Marleny, i sama Marlene odnajduje w piwnicach muzeum na mikro wystawie portretow Vanity Fair.

blog32

zeby dociazyc torbe nabywam jeszcze w jednej z genialnie zaopatrzonych ksiegarnio-gazeciarni dwa magazyny

blog101

i ruszam odetchnac nocnym Soho…

blog192

blog251

w roli przewodnika Sebastian ( Lara sie schowala), dzieki ktoremu trafilam do tylu fajowych ksiegarni i na wystawe Katy.

blog291

blog28

blog241

tak, tak – jestem monotematyczna we wzgledzie zywieniowym…

blog262

blog271

blog221

blog231

blog30

blog31

buty tym razem tylko sobie poogladalam – ale przysiegam na wszystko co mi bliskie, ze wroce niebawem do Londka i nabede pare albo dwie.

zwlaszcza w znalezionym an Soho butiku firmowym Irregular Choice.amen.

blog201

blog211

I fotkami bucikow z Irregular zakoncze pierwszy londynski wpis. W nastepnych odcinkach jak czas i sily pozwola – opowiem o jeleniach, prastarych drzewach Henryka VIII, magicznym domu Lula, najpiekniejszym hotelu na swiecie i moim spotkaniu z Babilonem.

Dobranoc.

Advertisements

12 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. TK / Sty 21 2009 10:03 pm

    Dobra historia, no bez butów, nie jarają mnie… 😛
    Widziałem też jakieś zdjęcia z londynu u Konrada na digarcie już.

  2. konrad / Sty 21 2009 11:01 pm

    TK, pokazalem tylko jedna, zreszta june i tak jej nie lubi 🙂

  3. KJJ aka Bies / Sty 21 2009 11:41 pm

    aa to to portfolio, myslalem ze to ze sterna co i klein ma tam, to czarne portfolio to jak pierwszy raz kupilem to nawet do domu nie donioslem bo zgubilem w starbucksie chyba zostawilem ale sie wscieklem i kupilem drugie 😀

  4. caminho / Sty 22 2009 10:01 am

    Inspirujesz!
    Pozdrawiam ciepło

  5. terriblielie / Sty 22 2009 11:36 am

    Carnaby : ) moja niesmiertelna bluza i torba sa z tej ulicy. uwielbiam to miejsce

  6. mgielka / Sty 22 2009 12:08 pm

    przeleciałam przez cały wpis jakbym sama biegała po całym Londynie 😉 i teraz tchu muszę nazbierać.

    co do zdjęć tranwestytów.. to jednak trzeba być w specyficznym środowisku (np. artystycznym?..) żeby je docenić.
    bywa że uważam się za osobę bardzo otwartą na eksperymenty, ale tamte zdjęcia to zupełnie nie moja estetyka.
    może to tylko rzecz gustu.

    czekam na kolejne wpisy 🙂

  7. junemiller / Sty 22 2009 12:20 pm

    mgielko transseksualista to cos innego niz transwestyta:) a jakbym nie napisala, ze na fotach sa transi to inaczej bys odebrala foty?:)

  8. mgielka / Sty 22 2009 12:27 pm

    sorry za pomyłkę. musiałabym sprawdzić w słowniku 😉
    gdyby to były kobiety…
    nie wiem, bardzo możliwe choć są bardzo męskie.
    trochę trudno mi się w nich odnaleźć i wczuć. no ale to takie moje małe ograniczenie.

  9. Ada / Sty 22 2009 2:21 pm

    O proszę, też fanka sushi. 🙂
    Miło się czyta i ogląda.

  10. jedenascie / Sty 22 2009 4:35 pm

    niby nic, ale czytajac czuje się, jakbym sama biegala po londynie:)
    ostatnio jak bylam, zalapałam sie tylko na tima walkera w design museum…
    katy grannan chociaz moze nie do konca dla mnie zrozumiala, to klimat… ta nostalgia, ten spokoj, akceptacja… cos pieknego:) leibovitz- na mnie zawsze robi wrazenie, więc myslę, ze wystawę z chęcia bym obejrzala.

    dzieki za wpis, juz czekam na kolejny:)

    pozdrowienia od wiernej digartowej fanki,
    smiled

    btw, knajpkę sushi chyba kojarze z wlasnych eskapad po londynie… satsuma czy cosl;p

  11. Lu / Sty 22 2009 5:33 pm

    sesja made by Katy jest faktycznie ujmująca. widać, że autorka podeszła do tematu naturalnie, prostolinijnie i chwała jej za to. powstałe prace są swobodne i niewymuszone – normalne.

    udanych zakupów pozazdrościć:)

  12. aqneru / Lu 3 2009 5:14 am

    londyn potrafi zachwycić… aż mi się troszkę zatęskniło. Co do sushi, skoro tak uwielbiasz to koniecznie polecam http://www.nobumatsuhisa.com/ jakbyś kiedyś była w stanach…mają kilka lokalizacji. Niebiańskie odczucia smakowe. I koniecznie spróbuj imbirowe saketini bądź wino śliwkowe!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: