Skip to content
Luty 19, 2009 / junemiller

Lolita – moje dotkniecia absolutu…

lolita02

Najpierw bedzie o ksiazce. Arcydziele absolutnym Vladimira Nabokova, z ktorym nie rozstawalam sie przez kilka styczniowych nocy tego roku…Czytam bardzo szybko ale w tym wypadku celowo zwalnialam, by rozkoszowac sie, kontemplowac kazde zdanie, majstersztyk slow… Nie chce tu wyjsc na egzaltowana pensjonarke ale zawsze, ilekroc jest mi dane obcowac z geniuszem, w jakiejkolwiek postaci ( ksiazka, film, utwor muzyczny, obraz, budynek, fotografia..) to umieram..wpadam w dziwne odtretwienie, taka larwa w kokonie. A potem przychodza narodziny, nowa energia, nowe odczucia, emocje…a wszytko to dzieki wytworowi jakiegos czlowieka. Przechodze to od lat i za kazdym razem jest rownie mocno, rownie zaskakujaco… Niby jestem coraz starsza, coraz bardziej zamocowana w zyciu (niby), zdystansowana do tylu rzeczy i spraw a mimo to gdy spotykam arcydzielo na powrot staje sie mala, zdziwiona, naiwna.. Tyle jeszcze we mnie tych zdziwien zostalo, czystych dzieciecych zachwytow, nie zmaconych schematami i 33letnim zyciem…Mam nadzieje nigdy ich nie wyczerpac.

Ksiazka Nabokova poruszyla mnie dotkliwie…wrecz bolesnie…ale dotkniecia absolutu musza bolec…i nie ma to nic wspolnego z masochizmem. W kazdym razie ja inaczej nie potrafie odbierac arcydziel. Tuz obok ekstazy, euforii, zachwytu, calej tej pieknej energii – pojawia sie dotkliwy, wrecz fizyczny bol. U mnie jest on umiejscowiony gdzies w okolicach mostka, splotu slonecznego jak to niektorzy mawiaja..( lubie ta nazwe). Przy pracy nad moja magisterka, przerzucilam tony literatury o outsiderach, podawanej przez moich promotorow, przytaczanej w najrozmaitszych zrodlach…Nigdzie nikt nie przytoczyl Lolity a to przeciez wrecz sztandarowe dzielo outsiderskie, do tego ksiazka wykleta, skazana na nieslawe z racji „drazliwego” tematu.  Ot – pamietniczek pedofila, ladnym  (nieco staroswieckim jak na dzisiejsze czasy) jezykiem opisany.  Co poniektorzy dopatrza sie jeszcze satyry spoleczenstwa amerykanskiego. I tyle. A Lolita to przeciez rozpaczliwy song outsidera, wnikliwy opis emocji i sprzecznosci czlowieka a przede wszystkim ksiazka o wolnosci. Wolnosci prawdziwej, obdartej ze wszystkiego co powierzchowne, z wszystkiego tego w co obrastamy wszyscy ( chcac,  nie chcac)  egzystujac w spoleczenstwie. Dazenie do takiej wolnosci to heroizm, pisanie o niej rowniez. Do tego pisanie w tak wyrafinowany literacko sposob.

Zygmunt Kaluzynski, jeden z moich ulubionych krytykow ( nie tylko filmowych) pisze o Lolicie,  iz Nabokov, podjal sytuacje uchodzaca za anomalie poniewaz pozwalala mu ona opisac nowa prawde, prawde o dazacej do wolnosci uczuciowosci wspolczesnej. Mimo, ze powiesc tyczyla impulsu seksulanego to przede wszystkim byla( jest) obrona serca czlowieka naszego wieku.  Zygmunt pisze ” Tak zwani normalni pogardzaja innymi namietnosciami, a przeciez szanuja swoja wlasna: wiecej, sa sklonni jej nie widziec, bo ona jakoby jest w porzadku, ale nie u innych. Stad potepienie homoseksualistow, fetyszystow czy osob uprawiajacych autoerotyzm.” I  dalej ” Nabokov okazal sie prekursorem ruchu wyzwolenia od rygorow, ktore przymusowo buntuja czlowieka przeciwko samemu sobie. W tym czasie prof.Kinsey, opierajac sie na swojej glosnej ankiecie, formuluje teze, ktora podaje jako naukowa: seksualizm nie ma na celu wylacznie rozmnazania, lecz jest czescia zycia duchowego; oraz: nie istnieje zaden obowiazujacy, jednolity, stale taki sam wzor zycia erotyczego.

Arcydziela wlasciwie zawsze mialy problem z odbiorem przez wspolczesnych, zawsze jakos godzily w przyjete normy i schematy, wyrywaly z letargu, zmuszaly do niekoniecznie milych refleksji…Bolaly  – ale takiego rodzaju bolu zycze sobie do konca swiata.

Filmowa Lolite poznalam dosyc dawno temu, w szczecinskiej sali kinowej, w 97 albo 98 roku. Bardzo lubie rezysera Adriana Lyne ( przede wszystkim za „Dziewiec i pol tygodnia” ), do tego w roli nieszczesnego  Humberta wystapil Jeremy Irons ( tuz obok Malkovicha i Cassela moj naj ) a 17letnia Dominique Swain zagrala pusta, demoniczna Lo w wyjatkowo dojrzaly jak na nastoletnia amatorke  sposob….Wysmakowane obrazki, kadry, sceny….ale jakby czegos zabraklo… Tego glownego tonu powiesci, owego outsideryzmu, wolnosci… Do tego film mial trudnosci w rozpowszechnianiu w USA ( znalazl sie tylko w obiegu kablowym, ah ta Ameryka)  i nawet w Anglii zostal przetrzymany przez cenzure z racji naglosnionych w tamtym czasie zbrodni pedofilow.  Calkiem niedawo siegnelam rowniez po starsza ekranizacje z 1962 roku i mowiac krotko wersja Kubricka rozczarowala mnie jeszcze bardziej. Nic nie ujmujac mistrzowi Stanleyowi – ale zrobil z Lolity przyciezkawy moraliet, pelen znakomitych scen, dialogow i kreacji aktorskich ale  przy tym niezmiernie jednak powazny, mozna by rzec monolityczny ( niczym nomen omen monolit z jego Odyseii..) . Wersja Lynne’a mimo, ze rowniez niezbyt mnie przekonywujaca, okazala sie blizsza duchem oryginalowi, przez lekkosc, klimat, zmyslowosc…

lolita03

lolita061

lolita05

lolita07

lolita041

Temat Lolity nie dawal mi spokoju, drazyl mozg jak maly acz niezmordowany robaczek… Do tego jeszcze doszla autobiografia Balthusa ( scislej rzecz biorac „Korespondencja milosna z Antoinette de Watteville” )  i jego fascynujace obrazy, idealnie wspolgrajace z dzielem Nabokova.

lolita08

lolita09

Ostatecznie by nie peknac z „nadmiaru Lolity we mnie”,  zorganizowalam poldniowe testy fotograficzne z moimi dwiema modelkami – Carol i Oliwia. Foty przede wszytkim testowe, sprawdzajace umiejetnosci moich dziewczat ale obok tego przemycajace moja mala Nabokova obsesje…

Czy jestem z efektu sesji zadowolona? I tak i nie. Lolita kojarzy mi sie z rozbujala wiosna, plenerami, ogrodkami przydomowymi, amerykanskimi autostradami, przydroznymi motelami, barami szybkiej obslugi w duchu lat 40tych i 50tych… A tutaj mialam zimowy Szczecin i doslownie kilka godzin na wszystko ( stylizacje, znalezienie miejscowek itp). Wiec zabraklo zbyt wielu rzeczy bym ta sesja zaspokoila swoje lolitowe zadze. Mimo to gdzies tam jednak malutkie zadowolenie tez zakielkowalo… Bo poprzez probe zmierzenia z tematem, dotknelam po raz kolejny owego absolutu z powiesci…w na pewno niedoskonaly i z roznych wzgledow ledwo naszkicowany sposob – ale jednak dotknelam, walczylam z tematem… a to zawsze kazdemu tworcy przynosi jakas tam satysfakcje. Moglam sobie narzekac na brak srodkow, brak czasu, brak wszystkiego i dalej snuc sesje lolitowe w glowie. A tak cos tam jednak zaryzykowalam… Powstalo pare fajnych portretow moich dziewczynek, szczegolnie Carol. To byla nasza druga wspolna sesja a ja nie moglam sie nadziwic jak szybko niektore mlode modelki sie ucza…mimika, opanowanie emocji, trudne warunki sesji ( na uwiecznienie modelek na karuzeli mialam  doslownie 3 minuty – odmierzal je z wyczuciem kata , stojacy nieopodal pan straznik) . Wiec chociazby dla tych kilku portrecikow – bylo warto zaszalec. Niedosyt pozostal ale wszak jeszcze nie umieram..Zima niedlugo sie skonczy, zazielenia sie ogrodki i jak bogowie pozwola ( obojetnie ktorzy) wroce do Lolity na pewno.

blog-lolita05

blog-lolita06

blog-lolita03

blog-lolita04

blog-lolita01

blog-lolita02

blog-lolita07

„Plącze mi sie kalendarium.Musiało byc gdzies kolo piętnastego sierpnia 1947roku. Dłuzej juz nie dam rady.Serce, głowa – wszystko.Lolita, Lolita, Lolita, Lolita, Lolita, Lolita, Lolita, Lolita, Lolita.Powtarzac, az zapełni się cala strona ( uwaga do zecera).”
Vladimir Nabokov,Lolita
a na deser piekne sceny z filmowej wersji by Adrian Lyne.
Advertisements

12 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. lizard / Lu 19 2009 1:14 pm

    witam
    Pierwsze wrażenie – modelka na pierwszych dwóch zdjęciach wypisz-wymaluj Anna Paquin – pamiętana z „Piano”, teraz też obecna czasem w kinie, aczkolwiek rzadko. Potencjał lolity jest zdecydowanie. Pierwsze zdjęcie naj… Gratuluję „niespokoju” ducha 🙂

  2. caminho / Lu 19 2009 7:24 pm

    Inspirujesz i zachwycasz!

  3. Vintage Girl / Lu 19 2009 8:05 pm

    Myślałam, że pierwsze zdjęcie ( które było już Twoje) to nadal fotosy z filmu, a tu niespodzianka 🙂 Nominowałam Twojego bloga do nagrody Kreativ Blogger 🙂

  4. LiL. / Lu 19 2009 9:56 pm

    piękne zdjęcia:) właśnie nominowałam Ciebie i Twojego bloga jako Kreativ blogger, jeśli chcesz zajrzyj do mnie dowiedzieć się co mnie urzekło w Twoim świecie 🙂

  5. Lou / Lu 21 2009 12:23 pm

    Twoją próbą opowiedzenia o Lo oceniam pozytywnie. Jest kilka ujęć, kilka spojrzeń, kilka skrawków historii, które coś we mnie ukłuły, coś obudziły i przypomniały. Ale czuję ogromny niedosyt i mam nadzieję, że niebawem powrócisz do tematu.

    „Lolita” Adriana Lyne mnie urzekła. Zwłaszcza obrazami. Większość scen w filmie jest tak wysmakowana jak słowa Nabokova. Tak nastrojowa, poruszająca, wciągająca. Irons, król wyszywania w widzu pięknych haftów emocji, znowu spisał się śpiewająco. Znowu był do bólu przekonujący – prawdziwy. Ech. Panna Swain miała kilka drobnych potknięć, ale nie przyćmiły one najjaśniejszych stron jej występu.

    Nie powiem, że nie masz racji, mówiąc, że czegoś w filmie zabrakło. Humbert został przedstawiony trochę(podkreślam – trochę) jak zwykły zboczeniec. Nie do końca, odcinał się wszak wyraźnie od Clare’a Quilty. Pokazano w niezwykły sposób jego walkę z namiętnościami i przyjemność jaką odkrywał w ich zaspokajaniu. Niemniej jednak nieme „ale” pozostaje na języku po kończącej film scenie.

    pozdrawiam.

  6. Marzena / Lu 21 2009 1:59 pm

    Przeglądając przypadkiem twojego bloga,uświadomiłam sobie,że kiedyś widziałam Twoje fotografie na Digarcie.Oczywiście miałam rację :)Te zdjęcia są fantastyczne,blog oczywiście również interesujący.
    Wzbudziłaś we mnie także ciekawość,jeśli chodzi o książkę Nabokova.Kocham czytać lecz ta pozycja nigdy nie wpadła w moje ręce.Mam nadzieję,że szybko to naprawię;)Myślę,że nie będziesz mieć nic przeciwko temu jeśli będę tu często gościć.Pozdrawiam

  7. enchocolatte / Lu 21 2009 9:12 pm

    dla pełnego obrazu Lolity V. Nabokova polecam przeczytać Czarodzieja (Volshebnik) tegoż autora. to jakby szkic, zarys, praidea Lolity!
    pozdrawiam,
    wielbicielka i kolekcjonerka dzieł Nabokova

  8. Agata Natalia / Lu 23 2009 11:33 am

    „Lolita” jest książką,do której często wracam,ten język wyszukany,zestawiony z tematem przecież mało popularnym,jest bardzo smaczny,”łapię”więc Twoją obsesyjkę.Film podobał mi się już mniej,ale Twoje zdjęcia inspirowane-bardzo.

  9. asmo / Lu 24 2009 4:04 pm

    i kolejna nominacja do Kreativ Blogger od podziwiaczki potajemnej

  10. speechlessphoto / Maj 31 2009 9:07 am

    niesamowite! jutro idę szukać książki, filmu też a utwór massive attack live with me użyty w tym klipie rozbroił mnie, wbił w serce rurę którą pompuje dziwną energię, rozchodzącą się po całym ciele, napawającą tym niesmaowitym i niemożliwym do opisania uczuciem…

    dziękuję dziękuję dziękuję!

  11. lottelita / Lip 1 2009 9:12 am

    jak ja rozumie autorke tekstu;)”By nie pęknąć z nadmiaru Lolity we mnie” mogłabym się podpisać pod tym tekstem obiema rękami;) Interesujący temat i świetne zdjęcia.Pozdrawiam

  12. OneDolarBill / List 22 2009 2:09 pm


    to co niezmiennie zachwyca posłuchajcie sami (w sensie no tak niezupełnie sami:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: