Skip to content
Lipiec 30, 2010 / junemiller

summer time…

To sie pewnie moze wydac niemozliwe ale udalo mi sie odpoczac i ( prawie) nic nie robic przez 10 dni mojego nadmorskiego urlopu. Plaza i morze zawsze robia mi dobrze – bez wzgledu na pore roku. Do tego opalac tez sie lubie ( mimo, ze to niezdrowe ale co tak naprawde jest teraz zdrowe moi mili…)  i pozniej wracac po kilkugodzinnym nagrzaniu, cala zapiaszczona, taszczac lezak, gazety, ksiazki, recznik i parawan do malego pokoiku blisko glownego deptaka. Potem prysznic, tona balsamu po opalaniu ( moja skora to mega pijak) i wyprawa w poszukiwaniu smakowitej ryby. Na glownej ulicy malego miasteczka tlum urlopowiczow i straganow z miliardem rzeczy zbednych, najczesciej do bolu kiczowatych. A na glownym placyku od lat ten sam” indianin” sprzedajacy koraliki i  grajacy na fletni pana kawalki Abby i tym podobne przeboje:) Kolorowa wata cukrowa, krecone lody, gofry z bita smietana i owocami, nalesniki z musem jablkowym i czekolada….Morskie powietrze sprawia, ze mozna jesc i jesc i ciagle jest sie nieco glodnym. Do tego dlugie spacery w wolnym tempie, brak zegarka, brak zasiegu…Przed 23 organizm sam sie wylacza na mocny sen i budzi zrelaksowany skoro swit domagajac sie powtorki tego co bylo wczoraj – czyli plaza, morze, grajdol, opalanie, zapiaszczenie, powrot do pokoiku, prysznic, balsam, rybobranie, deptak….I tak w kolko  co dnia. Nuda panie, nuda ale jakie to kurcze fajne tak sie „ponudzic”. Od dawna nie czulam sie tak wylaczona z miejskiego zgielku, komputerowych historii, stresu , bieganiny, mojego dzikiego tempa ( ktore zreszta sama sobie narzucam i ktore wlasciwie lubie ). Te 10 dni w malym, nadmorskim miasteczku pozwolily mi poczuc sie taka szczesliwa emerytka, ktorej jedyne obowiazki to dokarmianie golebi, patrzenie przez okno i usmiechanie sie do wlasnych mysli…

Po powrocie do miasta nadal mi dobrze mimo natloku spraw w agencji i azjatyckich modelingowych przepychanek. Spaceruje po Szczecinie nieco wolniej niz zawsze, obnosze z duma sniada skore i wypoczeta twarz bez grama makijazu. Pojutrze juz sierpien, lato jeszcze nie odchodzi ale gdzies tam gleboko tli sie malenki zal za tym co minelo, za ta powolna prostota bycia, bez napinania, podniesionego glosu i tykajacych zegrakow.  No i przede wszystkm za piachem, wiatrem  i szaro niebieska przestrzenia morza. Tego mi w moim kochanym Szczecinie brakuje w ciagu roku najbardziej.

A skoro o Szczecinie i o sierpniu mowa to zapraszam po raz kolejny tych co maja ochote pobawic sie ze mna w modowe focenie  na 14tego sierpnia ( sobota) na kolejna edycje moich warsztatow fashion. Piszcie do mnie na adres:  mlstudio@mlstudio.com.pl

Bez plazy i morza zyc trudno ale bez fotografowania jeszcze trudniej:) Do zobaczenia!

Reklamy

2 Komentarze

Dodaj komentarz
  1. Mimi / Lip 31 2010 7:34 am

    Świetny tekst. Pamiętam jak razem leżałyśmy cały dzionek na plaży. Kocham morze. Masz do niego tak blisko…Ja teraz tak daleko…

  2. Lou / Sier 2 2010 11:00 am

    no wreszcie, wreszcie… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: