Skip to content
Grudzień 10, 2010 / junemiller

Jeu de L’oie

Codziennie rano w drodze do matyldowej szkoly, przekraczajac  „prog” mojego parku czuje sie jakbym byla mala Lucy, dziewczynka z pieknego cyklu ksiazkowego C.S.Lewisa o Narni, ktora to przypadkiem podczas zabawy w chowanego znalazla w starej szafie przejscie do magicznego swiata…

Kiedy opowiedziala swojemu starszemu rodzenstwu o tym co znalazla „po drugiej stronie szafy” oczywiscie tylko ja wysmiano bo przeciez smiech, czesto nerwowy i nieco niepewny to typowa reakcja niedowiarkow realistow, dla ktorych pewne jest tylko to, co da sie policzyc, zmierzyc, zwazyc, poprzec dowodem i wzorem naukowym. I dlatego nigdy nie poczuja potrzeby schowania sie do trzeszczacej, przytulnej szafy, nie dotkna chocby przez sekunde tego co niewytlumaczalne, nie poczuja przenikajacego cale cialo dziwnego dreszczu i tych olbrzymich emocji jakie tak czesto potrafia przezywac rozpalone wyobraznia dzieciece  glowy.

Moja prawie 35letnia glowa przezywa takie momenty raz po raz i wszystko wskazuje na to, ze mimo metryki zbytnia dojrzalosc i realizm mi nie groza a moj poranny zimowy park nigdy nie przestanie byc magicznie narniowy, podobnie jak stara szafa z mojej sypialni, ktorej nie zamienie na zadna , nawet najgenialniejsza garderobe swiata. Szafa musi pozostac szafa, pachnaca drewnem i przeszloscia i przypominajaca mi od czasu do czasu swoja pekata obecnosc przyjaznym skrzypieniem.

A zanim spadl snieg i zamienil moj park w narniowa kraine bywalo nie mniej magicznie za moim oknem…

Widoki zza okien i moje ulubione bezuzyteczne przedmioty coraz bardziej zaczely zaprzatac moja uwage i domagac sie uwiecznienia, wlaczenia do jednej z moich modowych sesji. Stara francuska gra, ktora wyszperalam wieki temu na jakims targowisku staroci,  nawet desperacko spadla kilka razy na podloge by wreszcie zostac doceniona.

Jeu de L’oie  ( gra w gesi) to gra planszowa bardzo popularna w Europie w XVI wieku. Pierwsze wzmianki na jej temat pochodza od Wielkiego Ksiecia Florencji Francesco di Medici, ktory sprawowal rzady w latach 1574-1587. Wiekszosc gier w gesi pochodzaca z tamtego okresu jest oparta na motywie spirali z umiejscowionymi na niej 63 polami. W spirali dopatrywano sie odbicia ludzkiego zywota, ktore narazone jest na wiele niebezpieczenstw, wystawione na przypadki i szczesliwe lub nieszczesliwe zdarzenia. Gracz wedrujac po spirali jest notorycznie narazony na jakis wypadek poprzez losowe rzuty koscmi i stawanie na poszczegolnych polach takich jak most, studnia, labirynt albo smierc…

A oto Jeu de L’oie wkomponowana w zdjecia  ustrzelone podczas moich Indywidualnych Foto Warsztatow Fashion.

W roli modelki z sesji na sesje coraz lepsza Natalia, stylowy prochowiec pochodzi z najnowszej kolekcji Yulii Babich a bizuteria z galerii Soraya

Okienne odbicie zyrandola i wieczorowa ulica tez znalazly swoje miejsce

A na ponizszym ujeciu Natalia kojarzy mi sie nieco z zimowa krolowa, ta ktora wladala zasniezona Narnia i uprowadzila malego Edmunda do swojego palacu..

Pracujac nad powyzszymi obrazkami moje meskie alter ego troche sie buntowalo przeciwko zbytniej basniowosci, przestylizowaniu, przelukrowaniu. Dlatego powstalo dla rownowagi kilka bardziej minimalistycznych ujec. Jestem szczegolnie dumna ze stylizacji w ktorej polaczylam surowy czarny plaszcz od Yulii Babich z suta tiulowa spodnica i meskimi trzewikami. Calosc kojarzy mi sie z projektami w stylu Yohij Yomamoto albo Commes de Garsons.

Minimalizm minimalizmem ale po wielu przemysleniach dochodze do wniosku, ze nie bede sie wstydzic swojego zapotrzebowania basniowosci i magii. Zwlaszcza teraz, w grudniu 2010, w ktorym wedrujac niczym po spirali Jeu de L’oie natrafilam na bardzo niefajne pole… W grze ostatnie pole oznaczone cyfra 63 odnosi sie do starozytnej symboliki, w ktorej 63 rok zycia uwazano za najbardziej niebezpieczny dla czlowieka. Moj tato w tym roku skonczyl 63 lata a kilka tygodni temu dowiedzial sie, ze ma raka. Na polu mojej Jeu de L’oie jest namalowana beztroska dziewczynka, siedzaca na opak na rowerze. Jakby na przekor obowiazujacym normom i zasadom. Taka jazda na rowerze bywa niebezpieczna, nie trudno o wypadek ale dziewczynka jest radosna i wierzy, ze mozna bo przeciez cuda sie zdarzaja.

Ja tez w to wierze.

 

Advertisements

4 komentarze

Dodaj komentarz
  1. Nieleka / Gru 10 2010 11:36 am

    Ach, Natalia w idealnym dla niej porcelanowym, nieco mrocznym wydaniu… Dziękuję.

  2. lu / Gru 13 2010 3:58 pm
  3. Lilienne / Gru 13 2010 5:39 pm

    Bardzo inspirujący wpis i ta francuska gra – niesamowita! Trochę mroczna ale i magnetyzująca 🙂

  4. basiapio / Gru 21 2010 2:43 pm

    rosyjskie klimaty, niebieska krew – lubię bardzo !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: