Skip to content
Kwiecień 12, 2012 / junemiller

dluga podroz

W moim warszawskim apartamencie z widokiem na niezbyt urokliwe dachy ursynowskie nie jest mi nudno. Mimo wszechobecnej bieli urozmaiconej gierkowska boazeria, mimo powtarzalnych czynnosci, rytualu codziennego mierzenia temperatur, podawania tabletek, monotonnego bzyczenia pompy kroplowkowej, odglosu wozka dowozacego posilki o dziwacznych porach, mimo raczej milczacych lokatorek trzymajacych telewizor tylko dla wiadomosci dziennika i prognozy pogody i chodzacych spac tuz po.

Dzisiaj na przyklad jednej pani,ktorej doskwieraja bola krzyza  dostarczono specjalny gorset z elastycznego materialu, o retro kroju i cielistym kolorze. Od razu mi sie spodobal. Ba – nawet zazdrosc mnie uklula,ze mi takowego  nie sprezentuja raczej. Gorset idealny do moich sesji fashion, swietnie wyprofilowany, bedacy polaczeniem idealnej frau z lat 60tych i bielizny Jean Paula Gaultiera.

A potem pojawil sie salowy gej, mocno gestykulujac jedna reka wyciagnieta przed siebie w tanecznym gescie. Sepleniacym falsetem zapytal pania sasiadke o pampersika, ligninke,miseczke, kazal uniesc pupke,nozki itp. Prawie nucac sprawnie wykonal co nalezy.

Bardzo ladny obrazek mam takze  teraz. Do ciezko chorej, na oko 60 kilku letniej pani przyszla w odwiedziny jej mama,wygladajaca na o wiele mlodsza od niej. Zabrala sie z mozolem za mycie glowy swojej uziemionej w lozku corki. Duzo przy tym plotkujac o ciociach Zeniach, imieninach Halinki, niesamowitej przygodzie wujka Wiesia. Fryzjersko-lozkowa akcja trwa juz dobra godzine a ja nie moge sie napatrzec i nasluchac. I wcale mnie to nie meczy. Wrecz przeciwnie. Takie proste ziemskie historie bywaja naprawde krzepiace.

Ale magie tez mam. I to mocno. Pojawia sie w momentach kryzysowych, kiedy zmeczenie siega zenitu, bol staje sie nie do zniesienia a ja trace poczucie lacznosci  z realnym zyciem chociaz nadal wiem jak sie nazywam, mam pelne poczucie miejsca i czasu. Przychodza do mnie zwierzeta, zmarli, slysze cale utwory symfoniczne, zalewaja mnie fale ulubionych zapachow. Niedawno latalam nad ulicami Szczecina a dokladnie nad ulica Pocztowa. I bez zadnych skrzydel tylko  w czyms przypominajacym mala lodke albo wodny motorower. Mialam kierownice,sprzeglo odpowiedzialne za wznoszenie sie. Oderwanie pojazdu od ziemi nie bylo najlatwiejsze ( potem okazalo sie,ze z mojej winy bo pojazd byl za krotko zasilany na ladowarce do mojego  Canona) i bylo troche strachu na ruchliwej ulicy gdzie moj wehikul doslownie ocieral sie brzuchem o dachy samochodow. Ale jak juz udalo sie go poderwac wyzej i sunac miedzy starymi kamienicami…mmmm…raj prawdziwy. Zeby tego bylo malo to lecialam w kierunku kosciola Andrzeja Boboli,ktory rozrosl sie w olbrzymia katedre, troche gotycka a troche podobna do Sagrada Familii Gaudiego. Nad katedra zachodzila wielka kula pomaranczowego slonca a cala przestrzen wypelnily nagle dzwieki Blekitnej Rapsodii. Moze po moim opisie wydac sie to kiczowate ale mna dawno nic tak nie wstrzasnelo i nie poruszylo tylu zmyslow na raz. Nawet jak teraz o tym mysle to zalewa mnie ciepla fala, lekko bolesna bo jak wiadomo dotykanie prawdziwego piekna boli.

Przychodzi tez do mnie czesto tato, nie widze go zbyt dokladnie ale czuje az za mocno. Podczas niefajnego zabiegu na bloku operacyjnym, kiedy sie okazalo,ze moje wezly podobojczykowe utrudniaja umieszczenie portu naczyniowego i zaczeto mi sie delikatnie rzecz ujmujac rozpychac pod tkankami- zawolalam tate cichutko mimo,ze jak zazwyczaj podczas zabiegow zamieniam sie w  Eastwooda do szescianu i nie wychodzi ze mnie namniejszy jek. Poczulam tate i chwile potem glaskanie po lewej skroni. Przez jakis czas bylam pewna,ze to anastezjolog albo pielegniarka ( mialam twarz przykryta gaza wiec nic nie widzialam) ale potem sie okazalo,ze caly zespol walczyl po mojej prawicy i nikt nie myslal o moich skroniach. A kilka godzin pozniej ciocia z kuzynem zawozili mnie ledwo zywa do domu, Czarek wlaczyl radio, ja nadal pod wrazeniem obecnosci taty, wdzieczna za jego pomoc i pytam Go w myslach „naprawde tam byles tato,czy sobie to wmowilam” a na to z radia jak na zamowienie huknal slynny motyw przewodni z „Mostu na rzece Kwai”, ktory tato potrafil kiedys gwizdac do znudzenia…Oczywiscie kazdy realista mi powie,ze to czysty przypadek,zbieg okolicznosci. Ale ja chyba nie jestem realista.

Z okna mojego ursynowskiego apartamentu ( mam farta i zawsze dostaje lozko przy oknie) ogladam zachody slonca i wznoszace sie samoloty. Czytam swietna ksiazke Joanny Bator o jej tokijskiej podrozy zycia, ogladam seriale na notebooku. Przemeczylam 3 sezony Ally McBeal bo mi sie zachcialo jej neurotyczno-idealistycznych wywodow,glupkowatych utrat rownowagi,nerwowych chichotow, anorektycznego cialka opakowanego w garsonki od Calvina Kleina i oczywiscie zachcialo mi sie ulubionego Richarda Fisha z jego uroczym szowinizmem i nietzcheanskim „bylo-minelo”. Przesycona slodkimi prawnikami z Bostonu przerzucilam sie na 7 i 8 sezon House’a ale troche dziwnie ogladac perypetie szpitalne, rezonanse,sale operacyjne w moich obecnych okolicznosciach przyrody wiec zmienilam klimat na basniowo-sredniowieczny i od wczorajszej nocy zagluszam bezsennosc wciagajac  „Games of Thrones”. Poza ogladaniem amerykanskich seriali udalo mi sie odrobic moj brak regularnej kinowosci w ostatnim roku. Obejrzalam slynny „Wstyd” i jakos tak…nie znajduje w nim tego nowatorskiego spojrzenia na wyalienowanego czlowieka w wielkim miescie. To wszystko juz bylo, czesto ciekawiej sportretowane np.w genialnym „Taksowkarzu” czy mniej genialnym ale przewrotnie ciekawym „American Psycho”. Michael Fassbender oczywiscie dziala na widza swym przejmujacym chlodem,bezradnoscia mimo powierzchownego szyku i urody ale postac z jednej strony niesamowicie wymuskanego i robiacego pompki a z drugiej ganiajacego nago z pila mechaniczna po klatce schodowej  za prostytutka Christiana Bale’a z „American Psycho” bardziej mna wstrzasnela i utkwila na stale w mozgu. Bardzo spodobal mi sie Sean Penn we „Wszystkich odlotach Cheyenna”, mistrzowsko wcielajac sie w nieco denerwujaca acz wzruszajaca postac drepczacego po swoim miasteczku i supermarketach brata blizniaka Roberta Smitha, w wieku juz blizszym emeryturze niz  rockandrollowym szalenstwom a pomimo tego w nienagannie stapirowanych kruczych wlosach,makijazu smoky eyes i czerwonych ustach. Fajnie pokazane malomiasteczkowa Ameryka, ironicznie, bez lukru ale jednak cieplo. Dobrze ogladalo mi sie tez „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” i „Oscara i pania Roze”. „Sale samobojcow” mimo pewnych smaczkow na poczatku filmu juz mniej, „Listy do M” okazaly sie niesmieszna i marna  krajowa  polpluczyna po wszystkich komediowych anglosaskich hitach o dniu wigilijnym a „Dziewczyna z tatuazem” amerykanska kopia szwedzkiej pierwszej ekranizacji Larssona. I na razie tyle o filmach. Lepsze czy gorsze ale dzielnie mi pomagaja swa obecnoscia w tej mojej dlugiej podrozy.

A ta podroz wydaje sie nie miec konca chociaz moja z natury ( i mimo upodoban do mrokow) optymistyczna dusza podszeptuje,ze juz coraz blizej do kresu i pozegnania sie z apartamentem na Ursynowie, pozycja najczesciej horyzontalna i eastwoodowskim zaciskaniem zebow podczas najrozmaitszych tortur fizycznych na blokach operacyjnych i salach zabiegowych. Wiem,ze bedzie dobrze. Mam takie bunczuczne przeczucie wlasne a moze i z podszeptem taty. Wiem tez,ze paradoksalnie moze mi brakowac kiedys tej morderczej walki i zmagan, braku przyczepnosci do realnego,normalnego zycia, nieustajacych ciarek powodowanych zwyklym lekiem o wlasne zycie   ale takze zadziwiajaca ciekawoscia nowych doswiadczen zabiegowych( nie,nie jestem masochista), reakcji organizmu na poszczegolne leki( lekomanem takze nie jestem), obserowowania z niemalym szokiem jak mimo wszystko silnym zwierzakiem jestem i ile moge zniesc, po najgorszym przezyciu dalej gadac, zartowac, malowac oczy ulubionym cieniem Mac’a i smiac sie z nowej  krotkiej, afrykansko wrecz kreconej fryzury. I z pociesznej nazwy mojej podrozy,ktora fachowo i z angielska nazywa sie Hodgkin’s lymphoma a ktora w skrocie tytuluje „Haczkinem” co nieodmiennie i zamierzenie przywoluje mi na mysl  pocieszny narod Manczkinow spotkany przez Dorotke na poczatku jej podrozy w Krainie Oz. Manczkinowie byli wzrostu 8letniego dziecka, nosili sie na  niebiesko a w ekranizacji Victora Fleminga mowia piskliwymi glosikami zwierzatek z kreskowek, ktory to zabieg od zawsze mnie okrutnie smieszy. I tak moj grozny Hodgkin ewaluowal w manczkinowego Haczkina, przez to tracac swa powage a zyskujac rodzaj bajkowosci,tajemnicy i magii.

Jasne,ze mam tej podrozy juz cholernie dosyc, psychika mimo,ze waleczna ulega rozlegulowaniu, nadchodza doly, zalamania, stagnacje, pustka ale cos jednak mi nie pozwala na kompletne zatracenie w nicosci i jakas jakby  niezalezna ode mnie moc wyciaga mnie za leb na powierzchnie. Daje kopa w tylek i twardo zmusza do dalszego biegu. No i biegne, gnam co tchu mimo pozycji horyzontalnej najczesciej:)

Teraz panie sasiadki juz grzecznie spia, a moja pompa kroplowkowa totalnie mnie rozsmiesza swoim dzwiekiem, ktory ulozyl sie w cos na ksztalt „ktorrllakotum – ktorrllakotum”. Czas na krotka toalete, wejscie pod koldre i kolejny odcinek o mrokach bajkowego sredniowiecza. Sluchawki odetna mnie  od piosenki pompy, sennych posapywan pan, odglosow z dyzurki pielegniarek, samochodow za oknem. Chwile po godzinie duchow pompa zakonczy swa powinnosc, mala ruda pielegniarka odlaczy moje kabelki a ja pozegnam sredniowieczne historyjki i przeniose sie do wlasnych sennych opowiesci, ktorymi HBO by nie pogardzilo.

Dobranoc.

Reklamy

24 Komentarze

Dodaj komentarz
  1. Piotrek / Kwi 12 2012 9:07 pm

    Trzymaj się ciepło 🙂 Pozdrawiam Cię, Piotrek

  2. Marta / Kwi 12 2012 9:18 pm

    Pani Magdo jestesmy z Pania! przesylam pozytywna energie i moc usciskow z Londynu! Marta x ps.Pani powinna sie wziac za pisanie ksiazki…uwielbiam czytac te Pani blogowe posty….

    • junemiller / Kwi 13 2012 1:03 pm

      Dziekuje.Za Londkiem bardzo tesknie i z rozkosza zaczne inne podroze,juz bez Haczkina:)Pisanie ksiazek swoja droga – moze kiedys,moze wkrotce…

  3. chic4loc4 / Kwi 13 2012 8:34 am

    tez zasylam przemoc energetyczna przewielka i z kawalkiem slonca nawet dzisiajeszego co mnie pogrzalo w plecy chwile … i sciskam delikatnie za reke x

    • junemiller / Kwi 13 2012 1:07 pm

      dziekuje:) a gdzie to slonce? bo na Ursynowie chmury od rana

  4. Balianna / Kwi 13 2012 10:03 am

    Haczkin nie wygra a Pani wróci do popełniania kolejnych przecudnych zdjęć. Wierzę w dobre anioły- Pani tata czuwa!

    • junemiller / Kwi 13 2012 1:06 pm

      Dzieki. Sesje czekaja cierpliwie a w glowie masa pomyslow sie tlucze

  5. Marcin (Zgierz) / Kwi 13 2012 10:31 am

    „Jeśli chęć połączenia się z duchami przodków jest zbyt silna, ciało się podda. Lecz jeśli w człowieku tli się choć odrobina woli życia, duchy okażą mu łaskę.” To cytat ze starego Indianina z plemienia Navajo, The X-Files S03E01 The Blessing Way Tak, ostatnio zabijam czas oglądając odcinki jednego ze swoich ulubionych seriali z lat 90 czyli The X-Files stąd ten cytat. Mam nadzieję że Twoje duchy również okażą Tobie łaskę…

    A jeżeli chodzi o podróżowanie… Z racji posiadania konsoli do gier PS3 niedawno odbyłem taką podróż tyle że wirtualną. Gra ta jest jedną z najbardziej niezwykłych pozycji w świecie wirtualnej rozrywki jaką kiedykolwiek stworzono, głównie za sprawą specyficznej grafiki i animacji połączonej z GENIALNĄ muzyką. W swojej podróży zaczynasz sama, po drodze dołącza do ciebie ktoś kompletnie tobie nieznany i dalej możecie kontynuować podróż razem aż do końca… „This game is a piece of work and synonymous with life itself: It’s not about the destination but rather, the journey itself.” http://www.youtube.com/watch?v=IqBgLAY4SeQ Obejrzyj to sobie kiedyś.

    Twoja podróż jeszcze nie dobiegła końca. Prawda?

    • junemiller / Kwi 13 2012 12:58 pm

      Jak dobre wiatry,anioly i wrozki pozwola to do konca lata 2012 moze uda mi sie zakonczyc moj skomplikowany zwiazek z Haczkinem:)

  6. Piotr Buczkowski / Kwi 13 2012 10:36 pm

    Wiesz, przenioslas mnie w inny swiat jakis czas temu. Cudowny swiat bo zjawiskowy. Licze na Ciebie zebys zrobila to znowu.

  7. Marcin Kubera / Kwi 17 2012 7:23 pm

    Trzymam kciuki.

  8. Sylwia / Kwi 20 2012 6:54 am

    Haczkin odejdzie i nie wroci bo juz wie na kogo trafil – twarda dziewczyna jestes. Pomysly zapisuj a jak tylko odzyskasz sily to nadal spelniaj swoje marzenia. Bede tu zagladac, jak zawsze i spradzac Twoje postepy w walce z Haczkinem i w dziedzinie fotografii.pozdrawiam, Sylwia

  9. lou / Kwi 26 2012 8:05 pm

    jeszcze się razem nie napiłyśmy wina i nie porozmawiałyśmy o życiu, więc Haczkina proszę posłać precz.

  10. lou / Kwi 26 2012 8:07 pm

    obejrzyj Ucztę Babette, jeśli nie widziałaś. a jeśli widziałaś to też obejrzyj.

  11. abs / Kwi 27 2012 8:27 am

    dużo zdrowia Pani Magdo! czekamy na Wielki Powrót

  12. Goś / Kwi 28 2012 8:32 am

    Droga June,
    Jesteś moją inspiracją od samego początku kiedy to zapoznałam się z Twoimi niebywałymi pracami.Oglądam i czytam Cię z szeroko otwartymi oczyma i wciąż niezamykającymi się ustami. Bardzo pobudzasz wyobraźnię i upominam się (pewnie nie jako jedyna) o napisanie wciągającego czytadła.
    Jako osoba z licznymi miejscówkami na szpitalnych salonach – wiem , że nie trudno o magiczny odlot , dlatego myślę , że inspiracje na pewno nie dają Ci spokoju.
    Trzymam mocno kciuki za Twoje zdrowie i jednocześnie zazdroszczę uczestnikom Twoich warsztatów za pracę z Tobą.Niestety mam za daleko i dobija mnie to niezmiernie.
    Czekam na kolejne fotografie oraz wpisy
    Powodzenia!!!

  13. Poka / Maj 2 2012 8:03 pm

    Magdo, nareszcie jesteś.
    Dobrze Cię czytać.

  14. Patrycja / Maj 13 2012 9:35 pm

    Od wielu lat przenosisz moja wyobraznie w basniowy swiat, jeszcze dlugo przed tym nim powstal Twoj blog…Dziekuje !
    Zbieraj energie, przesylam Ci jej ”garsc” i czekam na kolejne przepiekne Twoje przygody te pisane i te fotografowane.

  15. Magda / Maj 15 2012 2:35 pm

    Trzymaj się 🙂 Z niecierpliwością czekam na Twój powrót do zdrowia i na nową porcję zdjęć!

  16. sawika56 / Maj 15 2012 7:53 pm

    Bloga odkryłam wczoraj i spędziłam bardzo miły wieczór/poranek na przeglądaniu pani fantastycznych prac i czytaniu wciągających wpisów więc jak najbardziej trzymam kciuki za pani powrót do formy i dalszego tworzenia, bo mi ciągle mało, mało, mało!
    Pomyślnych wiatrów!

  17. sawika56 / Maj 15 2012 8:26 pm

    Bloga odkryłam wczoraj i spędziłam przemiły wieczór/poranek na podziwianiu pani prac i czytaniu uroczych wpisów. Ale ciągle mi mało, mało, mało więc trzymam kciuki za pani szybki powrót do pracy. Oby pomyślne wiatry nie opuszczały pani w tej podróży!

  18. Ola / Czer 9 2012 11:52 pm

    Jestem dość nieregularnym gościem na Pani blogu, ale choć rzadko tu bywam, to od kilku lat nieodmiennie wracam.
    Z ziarnicą jestem niestety zaznajomiona, nie bezpośrednio, ale mój kuzyn zmagał się z nią zeszły rok. Już zakończył leczenie. Teraz trzymam mocno za Panią kciuki, jak i równie mocno trzymam się informacji, że mimo paskudnego przebiegu ta choroba ma wyleczalność sięgającą 90%.
    Mam nadzieję, że od kwietnia czuje się Pani już dużo lepiej i nie musi już rezydować w ursynowskim apartamencie.
    Czekam na kolejne piękne i inspirujące sesje oraz na kolejne wpisy.

  19. v. / Sier 10 2012 9:42 pm

    Mialam pewnie jakies 15 lat, kiedy odkrylam swiat digartu, a wiec i Pania. Pamietam przegladanie Pani galerii z wypiekami i podziwianie niesamowitego kunsztu. Teraz lat mam 19, jestem niewiele madrzejsza i dojrzalsza, ale ciagle dyskretnie obserwuje z daleka, a Pani zdjecia sa nadal niedoscignionym wzorem i czyms absolutnie kosmicznym. Bardzo mocno trzymam kciuki za walke! Wlasciwie mam nadzieje, ze Pani juz powrocila do zdrowia, post jest przeciez z kwietnia.
    Pozdrawiam i zycze duzo, duzo sily.
    V.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: