Skip to content
Październik 17, 2012 / junemiller

wyciszenie w czerwieni

Bardzo duzo mam do napisania i bardzo chce przelac to co sie kotluje pod moja czaszka ale…. nie, nie brakuje mi czasu. To zreszta najglupsze wytlumaczenie na wszystkie zaniedbania. Blog poszedl w odstawke na korzysc wielu rzeczy, mniej i bardziej waznych. Na tym to polega, ze zawsze wybiera sie cos kosztem czegos. Nie ma zmiluj. Wracajac do sedna – jak widac nadal jestem, mam sie jak na moj skomplikowany przypadek osobowy, calkiem niezle. Nadal walcze na ile moj „eastwoodowski” styl pozwala. Przyjelam juz na dobre styl zycia wielblada podroznika z walizka postawiona na bacznosc, zawsze czujna i gotowa do drogi. Jak na nomada duzo pracuje, robie sesje, zatrudniam nowe modelki a nawet udaje mi sie owe modelki umieszczac w najlepszych na swiecie agencjach – ale dzis bedzie nie o tym, chociaz jak widac glowe mi to zajmuje dosc mocno.

Dzis bedzie o spokoju i harmonii, ktore sa dla mnie ( zwlaszcza teraz) niezwykle wazne. Odnalazlam je w sobie wraz z ogromem pokladow jakiejs zupelnie kosmicznej sily, podczas badania bronchoskopowego, zaliczonego przeze mnie pare tygodni temu. Badanie bardzo pozyteczne acz niefajne, polegajace na ogledzinach przez torakochirurga oskrzeli i pluc za pomoca rurki, ktora to sie laduje pacjentowi przez usta albo nos. U mnie wybrano nos. A zeby bylo bardziej hardcorowo zrezygnowano ze znieczulenia ogolnego bo ponoc dla badania lepiej jak pacjent jest swiadomy i wspolpracuje. No i coz…Jak to mowil  glowny bohater „Misia”: „trudno, co robic” – mialam juz tyle badan i zabiegow, zalicze jeszcze i ten. Choc przyznam, ze nerwy byly co niemiara bo badania specjalistyczne pluc zbyt mocno kojarza mi sie z badaniami jakie przechodzil moj chorujacy Tato. A bylo to kurcze calkiem niedawno….i zakonczylo sie niestety koncem pieknej epoki, jednej z najpiekniejszych w moim zyciu.

Do momentu ulozenia sie na lezance zabiegowej bylam wiec klebkiem rozdygotanych nerwow i za nic nie potrafilam sobie przetlumaczyc, ze to „tylko” badanie, mnostwo osob je przechodzilo i przechodzi, zgonow w trakcie raczej nie stwierdzono, calosc trwa kilkanascie minut i na bank dam rade. Czlowiek to zwyczajne zwierze i w pewnych skrajnych momentach cala piekna logike mozna o  przyslowiowy kant dupy potluc. Zostaje instynkt i pierwotne reakcje. Wiec jak na zwyczajne zwierze przystalo, zaczelam kombinowac jak tu uciec. Stety albo niestety „zdrowy rozsadek” ostatecznie zwyciezyl, podpisalam roztrzesiana lapa zgode na badanie, lyknelam pastylke na uspokojenie, ktora to w efekcie zaczela dzialac tyle, ze godzine po zabiegu i pojechalam na wozku na moj szafot. Od dzieciecych lat karmiona malarstwem Boscha oraz basniami braci Grimm, uwielbialam wnikac w klimaty, ktore dla przecietnego czlowieka byly nie do strawienia. Zaliczajac wiec jako dziecko endoskopie zoladka, bylam wrecz oczarowana mozliwoscia obejrzenia na monitorze swojego przelyku i reszty wnetrznosci w full kolorze. Teraz moglam w o wiele bardziej dokladny sposob przyjrzec sie swoim oskrzelom i plucom – nowoczesny monitor wisial tuz nad lezanka, dokladnie nad moja glowa. Ale ochota na zabawe i malarskie odniesienia jakos mi przeszla. Postanowilam zablokowac doznania wzrokowe i po prostu zamknelam oczy. A zanim rurka bronchoskopowa wjechala mi przez prawe nozdrze do srodka, wzielam kilka bardzo wolnych i glebokich oddechow i splotlam dlonie na brzuchu. Badanie sie zaczelo a dla mnie nagle niezmiernie istotne stalo sie to,ze moglam dotykac kciukiem o drugi kciuk, jak gdyby nigdy nic. I lezec w calkiem wygodnej pozycji, ubrana we wlasne wygodne ubranie, w ulubionych „scierkowych” kolorach. Pielegniarka podala mi lignine, gdyby w trakcie badania nastapily odruchy wymiotne, wykrztusne i inne ale ja bylam pewna, ze do niczego takiego nie dojdzie. Poczulam sie nagle bardzo stabilnie, niczym wytrenowany wojownik na polu bitwy, znajacy kazde zdzblo trawy i kazdy kamien na owym polu. Spokojny i niezmiernie stanowczy glos wewnetrzny nakazywal kontrolowac oddech, nie poddawac sie panice, histerycznym skurczom tkanek pod wplywem drazniacych je medycznych cial obcych. Torakochirurg informowal co jakis czas o swoich postepowaniach, dialogowal z asystentem i moja doktor prowadzaca, ktora rowniez uczestniczyla w badaniu, a ja wypelnialam sie coraz wieksza kosmiczna sila i spokojem, coraz bardziej zafascynowana moja diametralna zmiana. Jak pozniej mnie poinformowala  doktor, moje wyciszenie i bezruch wpedzily lekarzy w lekka konsternacje. Przez moment mysleli nawet czy czasem im nie zemdlalam. A ja tymczasem weszlam na jakies nie odkryte do tej pory wewnetrzne poziomy, zlapalam w cugle wszystkie emocje, warunkowe i bezwarunkowe odruchy, ujelam w jedna calosc wszystkie czasteczki i dzieki temu osiagnelam absolutny spokoj, poczucie jednosci ciala i duszy. Brzmi gornolotnie, frazesowo ale trudno inaczej opisac ten stan jaki bylo mi dane osiagnac podczas rutynowego badania bronchoskopowego. No,moze nie tak do konca rutynowego bo z racji pobierania wycinkow, trwalo nieco dluzej niz typowe badanie ogladowe. Tak czy inaczej stalo sie dla mnie czyms wiecej niz badaniem medycznym. I z perspektywy czasu, ciesze sie , ze moglam je przejsc w pelni swiadoma, z calym balastem zwierzecego strachu i bolu. Warto poznawac swoje ukryte, nieziemskie mozliwosci, wyzwalane dopiero wlasnie w tak skrajnych, ekstremalnych sytuacjach. To niespelna 20 minutowe przezycie, uswiadomilo mi jaka jestem tak naprawde albo jaka potrafie byc. I przyznam, ze wiedza ta jest mi niezmiernie potrzebna, zwlaszcza teraz.

A w chwili obecnej odpoczywam, lezac w pozycji podobnej do tej, ktora przyjelam podczas bronchoskopii i ogladam przepiekna sesje Kamilii Akrans, pelna zapozyczen z malarstwa Edwarda Hoopera, pelna harmonii i czerwieni, ktora jako barwa slynie z wlasciwosci pobudzajacych a mnie wyjatkowo wycisza. Moze dzieki posagowej obecnosci na zdjeciach mojej ukochanej modelki Guinevere Van Seenus, dopieszczonym kompozycjom, swoistemu bezruchowi,  zatrzymaniu w czasie i przestrzeni. Skojarzeniu z odkryciem wspanialego wojownika we mnie, mocnego jak stal, cichego jak bezczas…

Reklamy

4 Komentarze

Dodaj komentarz
  1. Paulina / Paźdź 17 2012 9:27 pm

    Jak na za Twoim nowym postem tesknilam!
    Jaki wynik badań? Wszystko ok Pani Niezniszczalna ?
    Pozdrawiam z Australii

    • junemiller / Paźdź 18 2012 9:34 am

      Badanie potwierdzilo,ze Haczkin trzyma sie mocno lewego pluca wiec walczymy z nim dalej:)
      Z dzika checia ucieklabym do tej Twojej Australii….:)

  2. Sylwia / Paźdź 19 2012 6:58 am

    Jestes wojownikiem szlachetnym, pieknym i godnym nasladowania. Haczkin wymieknie przy Tobie, nie ma innej opcji. Nie bedziesz musiala uciekac do Australii od niego, bo pojelecisz tam juz calkiem zdrowa. Wspaniale nowosci pokazalas jesli chodzi o agencje. Trzymam kciuki. Pozdrawiam.Sylwia

  3. Goś / Paźdź 22 2012 8:55 pm

    Droga June bardzo Ci gratuluję odwagi.Kto jak kto ale baby to jednak mocarni wojownicy.Ja też wiele badań przeżyłam jak na swój młody wiek i rozumiem Cię jak bardzo trzeba być odpornym i silnym mimo wewnętrznego ,rozdzierającego strachu.Jesteś silną osobą dającą wiele wiary w siebie innym.Może nie jesteś tego świadoma.Życzę Ci dużo zdrowia i spokoju.Trzymam kciuki za wspaniałego fotografa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: