Skip to content
Luty 10, 2013 / junemiller

O miłości do kości czyli Eastwood nadal w grze

Przenikanie i odczuwanie emocji skrajnych wielce.

Do tego od tygodnia giną mi w zmywarce widelce ( serio).

Napycham się pobytem domowym jak cukrową watą.

Zasypiam z kotem na brzuchu i nadal gadam z Tatą.

Eastwood ostro wojuje choć ma ostatnio pod górkę.

Czekam na lek z kosmosu i kocham swoją córkę.

Tym nieco infantylnym wierszykiem witam sie z Szanownym Państwem po długim niepisaniu. Się działo i dzieje tyle, że słow brak. Zresztą bloga niniejszego nigdy nie traktowałam jak zlewki moich gorzkich żali. Wole pokazywać coś wartego uwagi, dzielić się czymś co mnie akurat zajmuje. Tak lepiej i bardziej w stylu Eastwooda. A jak juz wygram walke z Haczkinem ( a wygrać kurcze zamierzam) to być może wtedy opiszę pewne szczegóły, żeby innym łatwiej było walczyć.

Dłuższy pobyt w domu sprzyja regeneracji i działaniom fotograficznym. Ciągle mi mało a z racji obiektywnych jak już coś robię to najczęściej testy foto moim modelkom bo tego potrzebują najbardziej do promocji. Ale wygłodniała dusza wyje o więcej i kilka dni temu wreszcie ją nasyciłam tworząc coś na kształt edytorialu. Sklepów  z powodu braku odporności odwiedzać nie mogę więc zagrzebałam się po uszy w moich prywatnych szafach, które już nie raz ratowały stylizacyjnie moje ( i nie moje) projekty. Udało się ukręcić 6 całkiem zgrabnych looków – wszystkie z dominacją brązu, który to kolor bardzo lubię ale na sobie noszę rzadko. Fryzurę wymyśliłam sprawdzoną i często przeze mnie modelkom czynioną. Malownicza i bardzo fajna w plastycznej formie ale mająca niepodważalną wadę – cholernie długo się ją przygotowywuje. Zaczęłam kręcenie loczków ok. 12tej i ze dwie godziny zeszło jak nic. Wiedział durny Eastwood w co się pakuje ale musiał się zmierzyć ze smokiem. Nic to,że bark zrętwiał a reszta ciała w równie opłakanym stanie. Modelka przeobrażona w boginię więc dusza skacze z radości pod sufit i nic więcej się nie liczy. Ze światłem studyjnym powalczyłam chwilę ale wyjątkowo łaskawe dla mnie i modelki było. Czasem tak bywa, że po prostu pojawia się wizja , ustawiam lampy i modelkę, robimy pierwszy pstryk i już „to” mam. Gotowy obraz, identyczny jak ten, który wcześniej zaświtał mi w głowie. Obrabianie sesji poszło szybciej niż się spodziewałam. Wielka w tym zasługa mojej świetnej new face Darii, która genialnie dopracowała sylwetkę a jej wypielęgnowana skóra zupełnie nie potrzebowała retuszu. Tak naprawde to jedynymi działaniami postprodukcyjnymi było ponakładanie tu i ówdzie  zdjęć szkieletu pewnego zwierzątka, które sfotografowałam przed laty w londyńskim Muzeum Historii Naturalnej;)  Pięknie dopełniły formę, kadry, dodały smaku i klimatu. Ciekawe co by patrząc na te moje wytwory psychoanalityk powiedział….:) Bo pewien znajomy bioenergoterapeuta niedawno skrytykował moje zamiłowania do zbierania czaszeczek i innych poroży, z racji ich przynależności do strefy śmierci, której to nie powinno sie tykać. Ale co ja mam biedna począć gdy nie wyobrażam sobie stylizacji bez minimum czegoś z owej zakazanej strefy. I nie ma to nic wspólnego z moją własną prywatną strefą bo życie kocham w jego najbardziej wybujałej, kolorowej i radosnej formie. Ot, estetyka mroku mi bliższa podobnie jak dźwięki w tonacji moll.

I tym spójnym akcentem zakończę i fotę z opisywanej wyżej sesji pokażę. Na razie tylko przedsmak zajawkowy bo całość czeka na publikację gdzie indziej wiec trza się uzbroić w cierpliwość mili Państwo.

 

daria_edited-1

Advertisements

2 komentarze

Dodaj komentarz
  1. Lorin Vogel / Lu 10 2013 5:43 pm

    O… jest sssmak… taki jak lubię 🙂 Będę czekać na resztę.
    Oprócz tak wysmakowanego zdjęcia urzeka mnie również Twój talent pisarski, więc gorąco zachęcam także ku tej formie sztuki.

  2. konewka / Mar 29 2013 11:37 pm

    Lorin Vogel: zupełnie się z Tobą zgadzam. Ja również należę do grona osób, które lubują się w talencie pisarskim Mrs. June i z chęcią oddaliby się lekturze czegoś spod jej pióra. No ale, nie będę narzekać przecież, bo i te zapiski blogowe od lat sycą różne zakątki… kulturalnie, muzycznie, duchowo, filmowo, estetycznie… 😉 Oj, słabość miałam i mam od dawna do Pani June. Od czasu do czasu, wiernie tu wracam głodna! Cały klimat Pani June i jej magia uzależniają widać. A zwłaszcza podane nocą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: