Przeskocz do treści
Styczeń 28, 2012 / junemiller

Cos fajnego dla milosnikow malarstwa klasycznego i modelek

czyli nowojorskie karty pokazowe agencji modelek IMG na najblizszy sezon – ukazujace, ze moda mozna sie tworczo bawic. Bez nadecia, sztampy i rutyny czyli tak jak lubie najbardziej.
Ponizej przytaczam moje ulubione:

 

A poniewaz to pierwszy moj wpis w 2012 roku to przy okazji Wszystkiego co Najbardziej Magiczne i Tworcze  Panstwu zycze!

 

do niedalekiego napisania

June

Wrzesień 27, 2011 / junemiller

Retro chinski dragonfly albo slow pare o mojej najnowszej jesiennej sesji plenerowej

Z racji przecudownie slonecznego wrzesnia udalo mi sie popelnic w ostatni weekend sesje plenerowa, wykorzystujac do tego celu swoja agencyjna new face Julie, suknie z jesienno/zimowej kolekcji Atelier Marczewski a takze moje okoliczne, znane a jednak nadal zaskakujaco urokliwe miejscowki.

Fotografowie czesto dziela sie na tych co albo sa przyspawani do swoich zacisznych studyjek, kontrolowanych ustawien swiatel,statywow i kilometrow jednostajnych teł albo na tych zgola odmiennie usposobionych i przekladajacych nad najgenialniej wyposazone studio, zywa przestrzen pod golym niebem, nieujarzmione, co sekunde zmienne swiatlo i tone „efektow specjalnych” w postaci kurzu, pylkow, owadow, nierownego podloza z niespodziankami typu  smieci i psie kupy ( o zaintrygowanych sesja gapiach nie ma co wspominac bo jak wiadomo w najbardziej wydawaloby sie dzikim miejscu znajdzie sie nagle jakis niekoniecznie pasujacy do kadru przechodzien). Masochizm? Niekoniecznie bo owe trudne warunki mimo wszystko daja sie ujarzmic co bardziej wytrwalym i doswiadczonym a efekty potrafia oczarowac najbardziej znudzone plenerami oko. Mysle, ze wszytko to za sprawa owych zmiennych warunkow swietlnych wlasnie,ktore oprocz dawania w kosc fotografujacemu, modelkom i reszcie ekipy, potrafia tak pieknie wplywac na ekspozycje.
Oczywiscie wcale nie uwazam, ze sesje studyjne sa latwiejsze bo chociazby ustawienie odpowiednio dopasowanych do fotografowanej historii swiatel wymaga wiedzy i wyczucia. Ale fakt faktem w studio latwiej wszystko przewidziec i ogarnac cala sytuacje podczas gdy w plenerze nigdy tak do konca nic nie wiadomo. Biorac wiec pod uwage moja ostatnio niezbyt rewelacyjna kondycje,  bylo w niedziele plenerowo- hardcorowo, tym bardziej, ze na kazda zmiane stylizacji wracalismy do studia wiec ostatnia runde robilam juz na bardzo ugietych nogach.

Sesje rozpoczelam wlasciwie pod dachem, we wlasnym salonie bo potrzebowalam kilku ujec w stroju niekoniecznie idealnym na jesienny plener ale cala reszte lookow wymeczylismy juz pod golym niebem. Swiatlo jesiennego ‘krajowego” slonca jest bardzo specyficzne, o wiele cieplejsze ( w sensie tonacji) od letniego, bardziej lagodne ale niestety rownie zmienne. Chcac fotografowac w polcieniach bez pomocy blendy ani rusz. Po raz kolejny tez odkrylam uroki wilgotnej ziemii, w ktora co chwile zatapialy sie wysokie obcasy modelki, powodujac zachwiania rownowagi i zakrzywienia wypracowanych poz. Zawsze mnie w takich sytuacjach zastanawia jak sobie w podobnych okolicznosciach przyrody radza ekipy pracujace przy sesjach dla np.takiego Vogue’a, gdzie przeciez nikt specjalnie ziemii nie utwardza a niebotyczne obcasy mimo, ze za kilka tysiecy euro tez moga sie zatapiac i lamac. Komary jesienia na szczescie juz nie atakuja wiec pod tym wzgledem mielismy swiety spokoj. Niedzielni spacerowicze rowniez nie byli zbyt uciazliwi w przeciwienstwie do zaparkowanych wszedzie samochodow, ktore natarczywie i z uporem wtarabanialy sie w moje kadry. Zeby to chociaz byly jakies ladne, retro samochody…Albo chinskie czerwono-zlote ryksze…Tak, ryksza bylaby w mojej retro-chinskiej sesji bardzo na miejscu ale badz madry i znajdz w Szczecinie chinska ryksze, majac w zanadrzu dzien na przygotowanie sie do pracy. Pobliska restauracja chinska tez nie zdala egzaminu jako miejscowka wiec zadowolilam sie klimatami parkowymi, urozmaiconymi schodami i poniemieckimi brukowanymi wzniesienieniami. Udalo sie tez ustrzelic zgrabne foto na wykafelkowanym parterze mojej klatki schodowej, gdzie na ogol zbyt ciemne warunki nie pozwalaja na fotografowanie przy zastanym swietle. Wielka w tym zasluga mojej wysluzonej najwiekszej blendy, ktora dzielnie wspomaga mnie od lat w najciemniejszych warunkach. Blende dzierzyl podczas calej sesji projektant i musial to byc zabawny widok, kiedy tak chlopina samotnie wystawial sie na chodniku na widok publiczny z poltorametrowa srebrna materia trzymana nad glowa ( doswiecal mi plan klatki schodowej przez otwarte drzwi kamienicy wiec mnie z modelka nie bylo na widoku:)

Musze przyznac, ze modelka zaliczyla swoj chrzest bojowy czyli pierwsza powazna sesje foto na piatke. Nie dala sie parkowej ziemii, oslepiajacym refleksom z blendy, biegajacym pieskom i niedzielnym turystom. Fryzury i mejkapy mojego autorstwa tez przetrwaly a obcasy po domyciu z ziemii i lisci okazaly sie calkiem niezniszczone. Przy postprodukcji fot bardzo sie przydaly wygrzebane z moich odmetow dyskowych migawki z Londynu – rubaszny budda, wypchany labedz,rajskie ptaszory i chinskie lampiony – dopelnily calosci i ladnie zagraly z modelka i sukniami z jesienno zimowej kolekcji. Niemalym zaskoczeniem dla mnie samej okazal sie krzykliwy koloryt z przewaga zolci i czerwieni, ktore dosyc rzadko pojawia sie na moich fotach. Na ogol lubuje sie w desaturacji a tym razem przy obrobce podbijalam kolor zamiast go jak zazwyczaj sciagac. Pewnie jest to wynkiem niestajacego glodu sesyjnego, potrzeby wiekszej dawki energii, slonca i natury.

Wyjatkowo laskawa polska jesien umozliwila mi fotograficzne hasanie pod golym niebem i mam cicha nadzieje, ze rownie laskawa bedzie dla mnie i moich fotograficznych potrzeb przez jakis najblizszy czas..

Sierpień 16, 2011 / junemiller

Ida sierpniowa

14letnie Ide wynalazlam w szczecinskim Empiku. Stala w kolejce do kasy razem z kolezankami rowiesniczkami a wybijala sie przy nich jak nie przymierzajac Kilimandzaro przy Tatrach. Nie tylko z powodu wzrostu ( 180cm) i urody ale przede wszystkim tego trudnego do opisania „czegos”. Poczatkowo sesje zdjeciowe z Ida szly dosyc opornie. Nie kazda 14latka postawiona w studio przed obiektywem od razu lyka w lot co zrobic z rekoma, nogami, mimika, ktore to elementy bywaja trudne do opanowania przez o wiele starsze poczatkujace modelki. Rozkrecila sie dopiero przy naszym trzecim spotkaniu, ktorego efekty przedstawiam ponizej. Zaczelysmy od stylizacji na elegancka i dziewczeca paryzanke by z czasem ewoluowac w kierunku klimatow blizszych obrazom Toulouse Lautreca. Nie obylo sie bez mojej pleco- manii ale w koncu kazdy ma jakies swoje „odchylki”, zwlaszcza jak sie jest na fotograficznym glodzie.

 

Powyzszy cykl powstal podczas moich foto warsztatow fashion, prowadzonych w trybie indywidualnym ( uczestniczy jedna osoba) na ktore serdecznie zapraszam wszystkich zainteresowanych. Zdjecia warsztatowiczki  Oli przytocze wkrotce.

 

Sierpień 15, 2011 / junemiller

Rens Kaerlek

Basn w stylu mrocznych historii braci Grimm wymyslila sie sama, gdzies miedzy jedna sesja a druga, w zmeczonej ale szczesliwej glowie, ktora po dluuugiej przerwie mogla wreszcie zaczac kombinowac nad kadrowaniem, oswietleniem, tonacja, stylizacja i cala ta moja ukochana i wyteskniona reszta. W basni jest wszystko jak nalezy czyli mala osierocona dziewczynka wymykajaca sie z domu na samotne spacery po glebokim lesie, jest zly gruby ojczym dziewczynki, zajmujacy sie polowaniem na jelenie, jest wreszcie wspomniany gleboki las, pelen mchow, paproci, tajemniczych polanek i sa zyjace w owym lesie piekne jelenie. Jest duzo brutalnych morderstw i to nie tylko na jeleniach bo zly gruby mysliwy zabil tez niegdys ojca dziewczynki, wiec ciemna zielen glebokiego lasu czesto bywa urozmaicana odcieniami szkarlatu. Drzewa groznie szumia, szeleszcza trawy a zlo ostatecznie ponosi kleske i zly gruby mysliwy konczy zywot w meczarniach okrutnych, nadziany na poroze dorodnego krola lasu.  Mala dziewczynka po raz pierwszy sie usmiecha i przytula do miekkiej brazowej sierci swojego wybawiciela. Wlasciwie to juz wcale nie jest taka mala, bo czas w basniach plynie szbko i nie wiadomo kiedy male dziewczynki zmieniaja sie w kobiety…..

Takie to bajki kielkuja w mojej glowie pomiedzy jedna sesja a druga. Lasu nie bylo mi dane dotknac bo pracowalam w studio – pierwszego dnia  lookbook dla projektanta, kolejnego caly dzien warsztatow fashion z Ola Teresinska a trzeciego dnia testowanie najnowszej modelki. Nie myslalam wtedy o bajkach pelnych jeleni ale dwa male poroza wisialy na wyciagniecie reki i w koncu moja reka po nie siegnela a glowa blyskawicznie wymyslila stylizacje ( jedna dla 14 letniej Idy, modelki z warsztatow a druga dla Kin, testowanej dzien pozniej). I tak basniowosc wpelzla sobie zupelnie nieoczekiwanie do jednej sesji i drugiej, i bardzo mi dobrze z tego powodu:)

 

PS.

Pierwsze zdjecie jest autorstwa mojej warsztatowiczki Oli Tersinskiej, moja jest obrobka zdjecia.

 

Sierpień 11, 2011 / junemiller

Parkowa laweczka wieczorowa pora by Mert Alas & Marcus Piggott

Z mojego biurowego okna widac parkowa laweczke. W zaleznosci od pory roku dzieja sie na niej rozmaite rzeczy, czasem na tyle intrygujace, ze az chce sie uwieczniac aparatem. Moze kiedys sie zawezme i zamienie w regularnego podgladacza paparazzo a na razie przedstawiam laweczke w wydaniu paryskim by moja ulubiona fotograficzna parka Mert&Marcus. Scena rodzajowa w wydaniu klasycznym, stylizacje rodem z nostalgicznych filmow erotycznych w typie „Emanuelle” albo „Histoire d’O”, w roli femme fatale zmyslowa Saskia de Brauw, pan model intrygujaco anonimowy i dojrzaly, Karl Templer wystylizowal modeli od stop do glow w kolekcje Gucci a oszalamiajaca kolorystyka zdjec przyprawia o drzenie wszystkie kubki smakowe. Czego chciec wiecej?

A tak przy okazji to wszystkim zainteresowanym Warszatatami Fotografii Fashion chcialam przekazac, ze mozna sie juz ze mna umawiac mailowo na warsztaty indywidualne. Grupowe warsztaty na razie zawieszone do odwolania ( byc moze na jesieni powroca).

z sierpniowymi pozdrowieniami
June

Lipiec 1, 2011 / junemiller

O malarstwie, najnowszej kampanii Louboutina i mojej malej kosmitce

Na malarstwo klasyczne wgapiam sie bezwstydnie godzinami od kiedy nauczylam sie siegac do polek z albumami i reprodukcjami w domu rodzinnym wiec nie bede udawac obojetnosci wobec najnowszej kampanii Louboutina, w ktorej to komercja i fashion przeniknely do wielkiej sztuki( albo odwrotnie). Uwielbiam takie postmodernistyczne zabawy zwlaszcza jak sa trafne i swietnie wykonane. Fotograf Peter Lippmann z butami Louboutina zabawia sie nie od dzis, tworzac serie nawiazujace do znanych malarskich martwych natur czy kompozycji powiazanych z roznymi symbolami religijnymi. Kampania najnowsza ( jesien /zima 2011) jest mi najblizsza sercu z kilku powodow – po pierwsze poprzez nawiazanie do malarstwa portretowego z XVI I XVIIwieku ( wyjatek stanowi najbardziej „wspolczesny” obraz Whistlera) a po drugie z racji udzialu w projekcie mojej agencyjnej modelki Karo, ktora pieknie i z wyczuciem wcielila sie w postac z obrazu Jean Baptiste-Camille Corot.


Jean-Marc Nattier „Markiza D’Antin”

Marie-Guilleme Benoit „Portret Murzynki”

Francisco De Zurbaran „Swieta Dorota”

James McNeil Whistler „Matka Whistlera”

Francois Clouet „Elzbieta Austriacka”

Georges de la Tour „Magdalena i plomien”

Moja Karo jako dziewczynka z „Portretu Dziewczynki” Jean Baptiste-Camille Corot

Matczyna duma mnie rozpiera, ze Karo, ktora od dawna tytuluje „mala kosmitka” wziela udzial w tak zacnym wydarzeniu. Komercja rzadzi sie swoimi prawami i czesto nie nadaje sie do pokazywania z racji sztampy, schematu, typowej roboty pod typowego klienta. Tym bardziej ciesza takie wyjatki jak projekt Lippmann/Louboutin i fakt, ze moja modelka stala sie jego czescia.

Maj 5, 2011 / junemiller

tato

Dlugo zastanawialam sie czy popelniac niniejszy wpis, czy nie bedzie zbyt intymny na blogu gdzie rozprawiam przede wszystkim o fotografii, modzie i podobnych. Potem dotarlo do mnie, ze tak naprawde bloga zaczelam prowadzic 19tego stycznia 2008 roku a trzeci wpis z rzedu nazywa sie „tato” i znajduja sie w nim zdjecia ze szpitala, przedstawiajace mojego Tate czekajacego na amputacje nogi. Prowadzenie bloga rozpoczelam od bardzo osobistych wynurzen wiec i teraz postanowilam w jakims sensie dokonczyc dziela.

W styczniu 2008 zdarzyl sie cud i do amputacji ostatecznie nie doszlo a Tato wrocil do domu. W listopadzie 2010 dowiedzial sie o raku pluc a 3 maja 2011 o godzinie 9.40 niedoczekalismy sie kolejnego cudu i Tato juz sie nie obudzil…
Jestem wdzieczna losowi, ze bylo mi dane byc do konca przy Tacie, slyszec jego ostatni oddech…
Najwazniejsze, ze juz nie cierpi a ja czuje, ze teraz jest ze mna mocniej niz kiedykolwiek.

Jezeli ktos bedzie chcial towarzyszyc mi w pozegnaniu Taty to zapraszam we wtorek 10tego maja na godzine 12.30 do Kaplicy Glownej mojego ulubionego Cmentarza Centralnego w Szczecinie.

Tato sledzil mojego bloga, czesto komentowal i krytykowal moje wpisy i zdjecia wiec mysle, ze nie mialby nic przeciwko temu, ze wystosowalam tutaj takie zaproszenie.
Pozatym gdyby nie on, jego Pentacon Six, jego powiekszalnik i kuwety rozstawiane nocami w kuchni, jego albumy i ksiazki o fotografii to kto wie czy zaistnialaby fotografujaca June Miller…( pomijajac juz fakt, ze nie zaistnialabym wogole;)

Dzieki Tato, ze byles. I dzieki, ze jestes i bedziesz.

powyzsze foto Taty wykonala moja Mama.

PS.
Trudny ten 2011 prosze Panstwa i trudna ta wiosna ale zapewniam, ze sie nie poddaje.
I nadal zamierzam walczyc i byc twardzielem jak Clint Eastwood – wszak to ulubiony aktor mojego Taty.

Kwiecień 4, 2011 / junemiller

Backyard Love by Ville Varumo

Dawno nie urzekl mnie zaden edytorial. I oto przed momentem trafilam na sesje Ville Varumo. Jest filmowosc, duszny klimat rodem z francuskiego okresu Bunuela, jest kobieta w czarnej peruce i mezczyzna z podkrazonymi oczami, w tle czai sie grozne burzuazyjne domostwo a tajemniczy ogrod w ktorym rozgrywa sie sesja spowija mrok wczesnego poranka…Ta magiczna pora kiedy noc spotyka sie z dniem, czesto zbyt krotka by ja wogole zauwazyc, ma w sobie tyle osobliwosci i niedopowiedzen, tyle wysublimowanych odcieni i wstydliwego jeszcze swiatla…

Zapraszam.

Zdjecia: Ville Varumo
Stylizacja: Sakke Hytönen
Modele: Julia Johansen & Joseph Turnbull

Kwiecień 3, 2011 / junemiller

Z cyklu moje paranoje czyli O wyzszosci buta nad cala reszta

Ten wpis bedzie o butach. Butach niebylejakich i niekoniecznie nadajacych sie do chodzenia. O butach, ktore zawrocily mi w glowie, natchnely i zainspirowaly niczym malarstwo z National Gallery albo ornamenty z kolumn romanskich. Buty jako dziela sztuki? A dlaczego by nie? Do tego maja jeszcze jedna zalete – mozna w nie ubrac modelki i fashionowe sesje robia sie praktycznie same. Wszak but to podstawa stylizacji, doslownie i w przenosni.

Szkoda, ze tak wiele osob nie pamieta o tej prostej zasadzie i mam tutaj na mysli nie tylko wyrafinowanych stylistow ale przecietnych Kowalskich, ktorzy potrafia wydac tysiace na sukienke czy garnitur a potem nalozyc tak fatalne buty, ze cala dopracowana gorna stylizacje w sekunde diabli wezma.

Ale wracajac do moich butowych arcydziel to naszlo mnie na wzmozone myslenie o nich z racji zblizajacej sie pracy foto podczas, ktorej bede musiala zmierzyc sie z materia buta wlasnie. Nie beda to niestety majstersztyki form i ksztaltow jakie przytocze na zdjeciach  ponizej   ale poniewaz lubie wyzwania a do tego jestem na fotosesyjnym glodzie to z radoscia sie pomecze i mam nadzieje wyjdzie z tego cos w miare do strawienia.

A teraz czapki z glow – przed Panstwem butowe cuda wybrane wedlug moich bardzo subiektywnych gustow i upodoban.

Na poczatek arcydzielo duetu braci blizniakow z Dsquared, za ktore dalabym sie posiekac:

Pomysl wlasciwie prosty a jaki genialny! Do takich butow zalozylabym modelce jakas delikatna jak mgielka sukienke w kolorze bieli albo ecru i oczywiscie zadnych ozdob czy bizuteri by cala moc skupila sie na kregach obcasa..

A nizej juz buty Camilli Skovgaard, ktore podobnie jak cala wybrana przeze mnie reszta,  nawiazuja do basniowo-zwierzecych form i motywow. Te pierwsze sa bardzo smocze – widzi mi sie taki czarny elegancki smok japonski, odpoczywawajacy po dlugim locie, z koncowka jezyka na wierzchu…

A tutaj jest smok ecru, bardziej zabudowany i ukryty, zdradza go luska i 3 zeby podeszwy:

Jak juz jestem przy projektach Camilli to nie sposob nie przytoczyc pieknego zamszowo-skorzanego botka na koturnie, ktory kazdej najprostszej malej czarnej doda sznytu i rockowego pazura:

a takze jego azurowego brata w kolorze cielistym:

A teraz wracamy do krainy zwierzat – przed panstwem pancernik kopytny, pokryty kasztanowa sierscia i  wywodzacy sie z domu mody Balenciaga . Uprzaz  jak widac juz ma:

Jego pluszowa siostra jeszcze nie ujarzmiona ale z racji gabarytow i ciezkosci formy mysle, ze nie jest zbyt trudno ja upolowac:

A jako trzecie dziecko Balenciagi musze przedstawic pare wypisz wymaluj z „Odysei Kosmicznej 2010″ Stanleya Kubricka:

Polaczenie statku kosmicznego z futurystycznej wizji Kubricka i szpitala psychiatrycznego – mniam! Cos co moja glowa lubi najbardziej!

Na koniec zostawilam bulwersujace wielu estetow i fashionistow  animalistyczne buty mutanty z kolekcji wiosennej na 2010 mojego ukochanego Alexandra:

Gdybym byla szczesliwa posiadaczka tych cudow to bardzo ostroznie i nieczesto wykorzystywalabym je na moich sesjach zdjeciowych. Wolabym je umiescic w dogodnym i bezpiecznym  miejscu i podziwiac kazdego dnia.

A ponizej wersja z metalowym obcasem  – polaczenie Blaszanego Drwala z Krainy Oz ze zwierzakiem z basniowych lasow:

a dla niewinnych dziewczat opcja baletowo-rycerska:

Eh…dlugo bym tak jeszcze mogla o takich butach pisac ale czas wracac na nizinne realia, opracowac do konca wersje dla mojego klienta, przygotowac dziecko na jutrzejszy szkolny poniedzialek, zadbac o kota i o siebie tez troche… spokojnie i powoli zakonczyc kwietniowa niedziele.

Dobrego wiosennego wieczoru i samych pieknych butow w Waszym zyciu:)

zyczy June

PS.

Ilustracja otwierajaca moj wpis jest autorstwa pani Malgorzaty Bieniek. Znalazlam owa pania i jej rysunki przypadkiem w necie i mysle, ze rowniez mocno kocha piekne buty..

Marzec 31, 2011 / junemiller

Wystawa foto podczas X edycji Week&Mody w Szczecinie

Jezeli macie Panstwo ochote na blizszy kontakt z moimi fotami to zapraszam 1go i 2go kwietnia do hali Miedzynarodowych Targow Szczecinskich gdzie podczas X edycji Week&Mody zawisna moje prace z serii „Sacrum&Profanum”. Propozycje udzialu i wystawy moich zdjec dostalam od organizatorow imprezy dobre 4 miesiace temu ale przez moje wylaczenie na rzecz spraw szpitalnych, kompletnie ulecialo mi to z glowy..
Wiec tak naprawde na ostatnia chwile( dokladniej rzecz ujmujac to dzisiaj) dowiozlam prace na miejsce a teraz dopiero zaskoczylam, ze moze warto rozsiac na ten temat jakies wici na moim blogu co niniejszym poslusznie czynie:)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 46 other followers