16tego pazdziernika poczulam wilczy glod sesyjny. Wielka potrzebe by zrobic sesje fashion, oderwana od fot testowych modelek, polaczona z poszukiwaniami nowych rozwiazan technicznych, wlaczeniem w to aktualnych trendow modowych i czegos niepokornego…Czegos co sprawi, ze foty te nie beda oczywiste i jednoznaczne. Chyba wlasnie tego szukam ogladajac wytwory innych. Fotografia, malarstwo, rysunek, pokaz mody, architektura, uwor muzyczny, film – musi mnie zaintrygowac, moze nawet zaniepokoic. Niekoniecznie od razu zlapac za morde i sparalizowac na kilka godzin ( chociaz przyzynam, ze ten stan ubezwlasnowolnienia przez sztuke barrrdzo lubie) ale chociaz zatrzymac na kilka sekund, wywolac jakas emocje, cos przypomniec , spowodowac bieg skojarzen albo odwrotnie – nie kojarzyc sie absolutnie z niczym znanym i przez to zaciekawic jeszcze bardziej.
Poniewaz kazda porzadna sesja fashion nie istnieje bez stylizacji to na poczatek pojechalam do salonu Max Mary, szukac czegos intrygujacego. Nie jest latwo w Szczecinie z niekonwencjonalna moda, do tego markowa. Zgodnie z zasada klient nasz pan – wlasciciele butikow z “wyzszej polki” wybieraja towar, ktory sie sprzeda a wiadomo, ze w Polsce latwiej sprzadac bezpieczny zakiet czy prosty plaszcz niz lekko awangardowy wybryk z wybiegow. Na szczescie cuda sie czasem zdarzaja ( nawet w Szczecinie) i po wejsciu do sklepu od razu wpada mi w oko sztuczne futro we wzor pepitkowy, zywcem wyjety z jesienno/zimowego pokazu McQuenna. Biore bez zastanowienia. Podobnie jak piekna brosze z kamieni w ksztalcie skarabeusza. Lowiac ubrania i dodatki caly czas glowkuje co sie z tego ostatecznie urodzi bo domknietej wizji na sesje nadal brak. Do projektu zapraszam dwie moje modelki z new face: brunetke Marti i blondynke Magde. Obie maja dlugie wlosy, postanawiam zrobic jedna z moich ulubionych sesyjnych fryzur – gladka gora a obszar od poziomu ucha skrecony na drobna lokowke a nastepnie rozczesany i stapirowany. Nowoczesne ale jednoczenie bardzo malarskie. Makijaze rowniez robie sama, bez konkretnego wzoru. Skora prawie bez podkladu, wzmocnione oko, blade usta. I jeszcze niezwykle wazny element – dlugie pazury. Naklejam je z pietyzmem modelkom, smiejac sie w siebie w duchu, ze oto pogromczyni tipsow sama je funduje swoim dziewczynom .
Za oknem wichura wiec wiadomo, ze sesja odbedzie sie w studio. Poniewaz po dopasowaniu stylizacji do modelek robi sie animalistyczny glam – wybieram neutralne biale tlo i rownie neutralnego spota. Dopiero w trakcie zdjec dostawiamy z boku jeszcze jedna lampe z czerwonym filtrem a jeszcze chwile pozniej zaczynam ekwibrilistyczne zmagania z ulubionymi “przeszkadzajkami” – tiulem i szklanymi kulami. Przez tiul fotografowalam juz nie raz, zarowno testy jak i komercje i zawsze udawalo sie uchwycic cos niespodziewanego. Podobnie z kula. Obie materie zalamuja przestrzen. Tiul zmiekcza, wprowadza jakby poruszenie obrazu, rozedrganie. Kula przeksztalca krzywizny a do tego potrafi przechwycic niewidoczne “golym” obiektywem bliki swietlne. Obie materie bywaja bardzo oporne we wspolpracy ( przydaloby sie zwykle miec wiecej niz dwie rece) a do tego sa nieprzywidywalne w efekcie koncowym i nie lubia sie z autofocusem. Ale jak juz zaskocza z cala reszta to naprawde potrafia zadziwic. No i wprowadzic owo ‘zanieczyszczenie” odbioru, do jakiego jest przyzwyczajone oko i rozum:) Nic wiec dziwnego, ze potem mi pisza na digarcie, ze:
jak można aż tak zaniżyć swój wypracowany wysoki poziom? nie rozumiem, słabo mi
hmm co zjeść żeby to zrozumieć ?
Rewelacje za coś takiego mogli wystawić tylko tobie (za sygnaturę)
itp.itd. czyli dobrze jest:) Jak to mi juz kiedys ktos madry powiedzial – ciesz sie, ze pisza. gorzej jakby nie pisali wogole. Wiec sie ciesze. A przede wszystkim z tego, ze zrobilam ta sesje, ze po raz kolejny w tym samym czasie udalo sie polaczyc sily modelek ze zmaganiami fotograficzno-stylizacyjnymi i cala ta studyjna materia. Ze powstalo cos nowego. Moze to dziecinne i naiwne ale za kazdym razem jak zaczynam sie zmagac z jakims pomyslem, potrzeba zrobienia kolejnej sesji to mam obawe, ze tym razem niewypali, ze skonczy mi sie zapal, zabraknie inspiracji, potrzeby walki i ciaglych zmagan. Ze efekt w zadnym procencie mnie nie zadowoli, ze tylko wymecze modelki, strace kolejny dzien weekendowy, w ktory przeciez mozna by bylo isc na spacer albo do kina, zajac sie dzieckiem albo soba… Za kazdym razem mam taki chor grecki w glowie ( zaczatki schizofrenii?) a potem …wpadam w wir pracy i nie liczy sie juz nic wiecej poza sesja. Po sesji wybor zdjec i obrobka, ktora zwykle zajmuje mi jedna noc ( ciekawe, ze tak wiele osob mi zarzuca nadmiar fotoszopa i bog wie jakiej ingerencji w foty a ja poza retuszem skory robie naprawde niewiele) a zaraz potem jest 19ty pazdziernika czyli tydzien gruntownych badan lekarskich, po ktorych dowiaduje sie, ze mam anemie, niedokrwistosc, rozchwiana gospodarke hormonalna, czestoskurczowe serce i oczywiscie jestem przemeczona.
No coz…Glupia nie jestem i mimo, ze mit artysty, tworzacego w morzu bolesci fizycznych i psychicznych obcy mi nie jest ( i nawet bywa kuszacy) to mimo wszystko za bardzo lubie zycie aby sobie robic zbyt duze kuku. Postanowilam jako tako sluchac sie lekarzy, lykam witaminki i tableteczki, duzo spaceruje a nawet zaczelam jadac tresciwe sniadania ( od dluzszego czasu moje sniadanie skladalo sie wylacznie z kawy). Wszak wiek chrystusowy dobiega mi pomalu do konca, magiczne 33 zmieni sie juz za niecale dwa miesiace w 34 – czy rownie magiczne tego nie wiem ale postaram sie zyc i tworzyc nadal, czego serdecznie szanownemu panstwu rowniez zycze:)







































































































































































ex







… w ogóle kto dokonał tego wyboru? kim są ‘redaktorzy’ tego dzieła, tak szumnie ochrzczonego “Niu Polisz” ??
“