Tribute to Marlene – czyli slow pare o Mersacze, berlinskiej sesji,mojej goraczce i modelce, ktora poswiecila wlasne brwi

Posted in Uncategorized tagi , , , on Styczeń 9, 2010 by junemiller

Mam szczescie do zdolnych kolegow projektantow. Nie tylko do znajomosci z nimi ale do brania udzialu w powstawaniu ich tworczosci nieomalze od podstaw. Michala Marczewskiego zwanego pieszczotliwie Mersacze, znam juz okolo 5 lat. Losy jego pracy tworczej biegly pokrecona droga ale obecnie owa droga mocno sie wyprostowala a 22go stycznia pokaze swoja najnowsza kolekcje podczas Berlin Fashion Week. Niezmiernie mnie cieszy, ze mozna dojsc do tak spektakularnego efektu bez znajomkow, sponsorkow, cichociemnych kombinacji i nadmiaru gotowki. Wszystko dzieki ciezkiej pracy i pasji. Fashionweekowa kolekcje Michal zadedykowal jednej ze swych ulubionych ikon kina – Marlenie Dietrich, wiec nic dziwnego, ze omawiajac wspolnie pomysl do kampanii wizerunkowej kolekcji od razu postanowilismy przeobrazic modelke w Marlene. Wybralam Nike ze wzgledu na charakterystyczna urode, wysokie czlolo, platynowy kolor wlosow i charyzme a Michal rozpoczal walke o wynajecie pasujacej do klimatu kampanii miejscowki. Postawil na Berlin z racji wiekszego wyboru klimatycznych miejsc a takze dlatego, ze w Berlinie o wiele latwiej ( o ironio) zalatwic cos polakowi bez duzej gotowki niz w rodzinnym kraju. Poczatkowo sesja miala sie odbyc w apartamencie hotelowym ale ostatecznie stanelo na showroomie meblarskim.
Nika dojechala do Szczecina z rodzinnego Kola wieczorowa pora. Nie dane jej bylo jednak udac sie na spoczynek przed dniem sesyjnym gdyz okazalo sie, ze z braku fryzjera i pomocy perukarskiej musimy marlenowa fryzure stworzyc sami. Najpierw wiec farbowanie odrostow bo przy platynowym blondzie kazde ciemniejsze pasemko przy skorze wyglada niefajnie a potem zmudne nakrecanie mikro loczkow. Po polnocy skonczylismy a z samego rana zaczelam rozczesywanie i rzezbienie finalnej fryzury. Nika ma dlugie wlosy, proste jak druty wiec zadanie nie bylo proste ale efekt koncowy wyszedl mi mowiac nieskromnie swietny. W makijazu postawilam na nieskazitelna, porcelanowa cere (baza pod poklad YSL i takiz korektor czynia cuda), wycieniowane “na Marlene” kosci policzkowe i powieki, no i co najwazniejsze nieskazitelnie dramatyczne luki brwiowe. Naturalne brwi Niki trzeba bylo ukryc pod makijazem co okazala sie nielatwe mimo, ze jest naturalna blondynka. Po dluzszym czasie zmagan, modelka podjela decyzje – golimy. Reka mi zadrzala – zapytalam ja pare razy czy naprawde tego chce. Nika potwierdzila zdecydowanie i tak dla dobra sztuki emelka poswiecila wlasne brwi:) Po zgoleniu z dokonczeniem mejkapu poszlo juz szybko. Malowanie ust modelce zostawilam sobie na Berlin. Zapakowalismy sprzet foto i 12 sukien do auta i w droge nach Berlin. Zeby oczywiscie nie bylo zbyt prosto juz w aucie podczas podrozy nakleilam Nice sztuczne pazury bo przeciez Marlene slynela z dlugich paznokci. Klejac tipsy po raz kolejny wysmiewalam sie z samej siebie…Wyobrazilam sobie, ze stworze objazdowe naklajenie tipsow – ha, tego chyba jeszcze nie bylo.
Po dojechaniu na miejsce sesji poczulam, ze… nie dam rady wysiasc z auta. Zalal mnie katar totalny, polaczony z dreszczami i goraczka. Tak zupelnie nagle i znikad. Wszyscy znosili sprzet do showroomu a ja siedzialam na tylnym siedzeniu samochodu i nie wiedzialam co zrobic. Dawno nie czulam sie tak fatalnie a do tego to poczucie, ze czas ucieka, juz dawno minelo poludnie a my mamy na sesje jakies maksymalnie 4 godziny. Policzylam do dziesieciu i wytoczylam sie na mroz. Chwile poodychalam i marsz do pracy. Showroom miescil sie w adaptowanych wnetrzach fabryki. Swietne miejsce no i mnostwo przegenialnych mebli, na ktorych mozna swobodnie siadac albo klasc sie, bez strachu, ze zaraz podbiegnie wyfiokowana paniusia i kaze nam placic skoro juz dotknelismy:) No ale Berlin to cywilizowane miasto – tu sklepy z drogimi meblami sa dla ludzi a nie odwrotnie;) Mila pani z obslugi grzecznie sie przywitala i przez cala sesje absolutnie nikt nam nie przeszkadzal. Wysmarkalam po raz setny nos i zrobilam przemarsz przez obszerne pomieszczenia showroomu, kazde udekorowane w odmiennym klimacie i kolorystyce. Dopasowalam poszczegolne suknie z kolekcji do wnetrz, przebralismy Nike w pierwsza kiecke ( biedaczka z powodu tipsow byla kompletnie ubezwlasnowolniona), ustawilismy lampy ( zdecydowalam sie na teatralny efekt z mini spot lite) i start. Po pierwszych probnych pstrykach zapomnialam o goraczce i dreszczach, jedynie katar nie ustapil wiec w jednej rece dzierzylam dziarsko aparat a w drugiej paczke chusteczek. Mersacze uwijal sie z przebieraniem modelki, wygladzaniem faldek materialu, poprawianiem ramiaczek itp. Nika wyginala sie dzielnie w marlenowych pozach na stylizowanych sofach, szezlongach i lozkach. Klienci showroomu przechodzili obok na palcach by nie zaklocic naszej pracy. W 3 i pol godziny udalo nam sie sfotografowac 12 sukien w 9 miejscowkach. W miedzyczasie musialam jeszcze poprawiac modelce makijaz, zmienac kolor szminki itp. Czyli jak to zwykle na moich sesjach bywa pelen hardcore.
Wracajac samochodem do Szczecina przez pieknie udekorowany swiateczny Berlin (sesje robilismy dzien przed Wigilia) znowu sie zastanawialam ile jeszcze takich szalonych sesji przede mna i kiedy wreszcie nie dam rady i polegne… Wiekszosc podrozy przekimalam a na koniec dnia ( wlasciwie to byla juz noc ciemna) Mersacze przygotowal w mojej kuchni przepyszne krewetki z morelami i zytnim makaronem. Nika pozbyla sie tipsow, zmyla mejakap i juz jako bezbrewe emelowe dziecko mogla sie zajac degustacja. Szampana jak zwykle zabraklo ( zawsze sobie obiecujemy wzniesc nim toast po sesji na wzor sesji foto ogladanych na FTV) ale bylo grzane winko, idealne dla umeczonej i rozgoraczkowanej glowy:)

Ponizej zaproszenie na pokaz Michala i wernisaz moich marlenowych  fot w Art Center

i moja ulubiona fota z kampanii

O tym jak namowilam Monike Pyrek na sesje w rozebranym towarzystwie

Posted in Uncategorized tagi , , , , on Styczeń 6, 2010 by junemiller

Na informacje,ze najblizsza okladka Icony ma byc nie z modelka ( jak dotychczas) tylko sportsmenka – zareagowalam krzywo. Nie przepadam za sportem a sesje,w ktorych z biednych sportowcow robi sie na sile modowe malpki i wymuskane modelki przyprawiaja mnie o mdlosci. Poczatkowo chcialam podziekowac za uwage i fotografowac sobie dalej po swojemu swoje emelki. Ale chwile pozniej poczulam, ze moze jednak warto sie zmierzyc z problemem…Poglowkowac nad fajnym i niekoniecznie malpkowatym wizerunkiem gwiazdy sportu Moniki Pyrek. Przejrzalam sobie w internecie zdjecia Moniki i prawie natychmiast zaczal mi switac pomysl by wykreowac ja na mocna kobiete z charyzma w stylu…Seana Penna. Gdyby Monika byla mezczyzna na pewno wygladalaby jak boski Sean:) Oczywicie nie mialam zamiaru charakteryzowac jej na faceta. Sean byl punktem wyjscia do stworzenia wizerunku zdecydowanej, eleganckiej, lekko ironicznej kobiety, otoczonej rozneglizowanymi modelkami. Bardzo wazna role przy tworzeniu nowego wizerunku odegral klasyczny, wieczorowy damski garnitur – z cudem wyszukany w Caterinie. Do grania “sexownego tla” wybralam Nate i Ade B, obie bardzo kobiece i ksztaltne ale jednoczenie nie bedace typowymi panienkami z Playboya.
Po objechaniu i obejrzeniu kilku niefajnych wnetrz hotelowych, ostateczenie zdecydowalam sie na wnetrza restauracji Valentino, dosyc minimalistyczne i z klimatem.

Monika przyjechala na sesje punktualnie. Zaskoczylo mnie, ze jest az taka drobna i….ze kompletnie nikt jej nie poinformowal wczesniej o mojej wizji. Coz… Strescilam jej calosc w tempie blyskawicy. Bojac sie niezrozumienia nie wyolbrzymialam az tak roli Seana Penna…przerobilam go na Marlene Dietrich:) Balam sie, zeby Monika nie odebrala mojej wizji zbyt doslownie. Meskie przebieranki, nagie panny obok i robi sie jakies lesbian show. To co nie zaskoczy profesjonalnej modelki czy aktorki moze byc przeciez nie do przelkniecia dla dziewczyny sportowca. Na szczescie Monika okazala sie w pelni profesjonalna modelka i zgodzila sie na wszystko:) Fryzure i makijaz wykonalismy w moim studio a potem z cala ekipa pojechalismy do restauracji. Szybkie decyzje o wyborze pomieszczenia, rodzaju swiecenia, kilka prob i jedziemy. Monika wbija sie w piekny garnitur, modelki wybijaja sie z odziezy. Cala sesja bez przygotowan trwa okolo 2 godzin. Na sam koniec wpada na mnie pan z kamera i reszta ludzi z TVN 24 bo przyjechali zrobic wywiad z Monika. Sa mocno zaskoczeni jej nowym lookiem ale nie szczedza komplementow. Sama Monika juz po sesji przyznaje, ze pierwszy raz “tak ja zrobiono” i poczatkowo bylo jej nieco nieswojo ale teraz czuje sie fajnie. A mi tez fajnie bo nie poleglam w akcji, po raz pierwszy fotografowalam i kreowalam sportsmenke a do tego przemycilam na okladkowej focie sliczny biust Ady:) Alleluja!

moje poprawki fryzjrskie

poprawki mejkapowe Patrycji

Nata, Ada i mejkapistka

skoncentrowana Monika

sesja od tylu

okladka z przemyconym biustem

alergie grudniowe

Posted in Uncategorized on Grudzień 3, 2009 by junemiller

czy pylenie chwastow wystepuje kurde w grudniu?

raczej niemozliwe ale moj nos umiera i skreca go na wszystkie strony a mnie skreca razem z nim.

do tego mam alergie na wszystko co zwiazane z moda i modelkami.

tak zwany przesyt.

czekam na jakies mrozy konkretne bo taplanie sie w blotnistym parku calkiem mi obrzydlo.

no i na koniec remontu elewacji bo ile mozna sluchac glosu swidra polaczonego z okrzykami typu pojebanykurwachuju.

natomiast na Swieta wogole nie czekam.

ba…kompletnie o nich nie mysle nawet.

najchetniej bym je przespala albo kilka dni przed – zwyczajnie gdzies uciekla.

najlepiej do nadmorskiego miasteczka, wymarlego poza sezonem.

z walizka pelna ksiazek.

w dzien bym sobie robila emeryckie spacery a w nocy zatapiala sie w lozku z ksiazkami.

bo na nowo odkrylam uroki nocnego czytania.

wciaga jak najlepszy narkotyk.

ten moment kiedy wszystko wokol zamiera, maile przestaja zawalac moja skrzynke, panowie za oknami przestaja stukac, komorka wibrowac…

co jakis czas przejedzie tylko samochod.

lampka przy lozku zakresla moj minimalny, bezpieczny obszar…kawalek lozka z brazowa posciela, szafke nocna i lezacy na niej stosik ksiazek…

wlasnie skonczylam pierwszy tom trylogii Stiega Larssona.

“Mezczyzni, ktorzy nienawidza kobiet”

tytul w oryginale brzmi lepiej: “Man som hatar kvinnor”.

Spodziewalam sie czegos bardziej wnikliwego, bardziej szwedzkiego i obyczajowego.

Tymczasem to typowa w sumie powiesc kryminalna, ledwie osadzona w szwedzkim krajobrazie.

Ale i tak sto razy lepsza od filmu.

teraz dla rownowagi poprawiam sobie humor “Dziennikami” Gombrowicza.

jego fenomenalne i do bolu aktualne spostrzezenia o naturze polaczkow powinny byc masowo drukowane w formie ulotek i rozdawane w  kazdym hipermarkecie.

moze by to cos w koncu dalo..

Swiety Mikolaju, rusz dupsko ( wlasne albo renifera) i zamiast wrzucac do wora obowiazkowy zestaw toaletowy Dove cy inne Nivea, zatroszcz sie o mentalnosc mojego narodu… no kurcze pomoz mu jakos…

eh…zadumalam sie i znowu mam zimna kawe.

pora na poranne tableteczki i jakies sniadanie.

do milego.

zoo – czyli o mojej najnowszej sesji slow pare

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , on Listopad 15, 2009 by junemiller

16tego pazdziernika poczulam wilczy glod sesyjny. Wielka potrzebe by zrobic sesje fashion, oderwana od fot testowych modelek, polaczona z poszukiwaniami nowych rozwiazan technicznych, wlaczeniem w to aktualnych trendow modowych i czegos niepokornego…Czegos co sprawi, ze foty te nie beda oczywiste i jednoznaczne. Chyba wlasnie tego szukam ogladajac wytwory innych. Fotografia, malarstwo, rysunek, pokaz mody, architektura, uwor muzyczny, film – musi mnie zaintrygowac, moze nawet zaniepokoic. Niekoniecznie od razu zlapac za morde i sparalizowac na kilka godzin ( chociaz przyzynam, ze ten stan ubezwlasnowolnienia przez sztuke barrrdzo lubie) ale chociaz zatrzymac na kilka sekund, wywolac jakas emocje, cos przypomniec , spowodowac bieg skojarzen albo odwrotnie – nie kojarzyc sie absolutnie z niczym znanym i przez to zaciekawic jeszcze bardziej.

Poniewaz kazda porzadna sesja fashion nie istnieje bez stylizacji to na poczatek pojechalam do salonu Max Mary, szukac czegos intrygujacego. Nie jest latwo w Szczecinie z niekonwencjonalna moda, do tego markowa. Zgodnie z zasada klient nasz pan – wlasciciele butikow z “wyzszej polki” wybieraja towar, ktory sie sprzeda a wiadomo, ze w Polsce latwiej sprzadac bezpieczny zakiet czy prosty plaszcz niz lekko awangardowy wybryk z wybiegow. Na szczescie cuda sie czasem zdarzaja ( nawet w Szczecinie) i po wejsciu do sklepu od razu wpada mi w oko sztuczne futro we wzor pepitkowy,  zywcem wyjety z jesienno/zimowego pokazu McQuenna. Biore bez zastanowienia. Podobnie jak piekna brosze z kamieni w ksztalcie skarabeusza. Lowiac ubrania i dodatki caly czas glowkuje co sie z tego ostatecznie urodzi bo domknietej wizji na sesje nadal brak. Do projektu zapraszam dwie moje modelki z new face: brunetke Marti i blondynke Magde. Obie maja dlugie wlosy, postanawiam zrobic jedna z moich ulubionych sesyjnych fryzur  – gladka gora a obszar od poziomu ucha skrecony na drobna lokowke a nastepnie rozczesany i stapirowany. Nowoczesne ale jednoczenie bardzo malarskie. Makijaze rowniez robie sama, bez konkretnego wzoru. Skora prawie bez podkladu, wzmocnione oko, blade usta. I jeszcze niezwykle wazny element – dlugie pazury. Naklejam je z pietyzmem modelkom,  smiejac sie w siebie w duchu, ze oto pogromczyni tipsow sama je funduje swoim dziewczynom .

Za oknem wichura wiec wiadomo, ze sesja odbedzie sie w studio. Poniewaz po dopasowaniu stylizacji do modelek robi sie animalistyczny glam – wybieram neutralne biale tlo i rownie neutralnego spota. Dopiero w trakcie zdjec dostawiamy z boku jeszcze jedna lampe z czerwonym filtrem a jeszcze chwile pozniej zaczynam ekwibrilistyczne zmagania z ulubionymi “przeszkadzajkami” – tiulem i szklanymi kulami. Przez tiul fotografowalam juz nie raz, zarowno testy jak i komercje i zawsze udawalo sie uchwycic cos niespodziewanego. Podobnie z kula. Obie materie zalamuja przestrzen. Tiul zmiekcza, wprowadza jakby poruszenie obrazu, rozedrganie. Kula przeksztalca krzywizny a do tego potrafi przechwycic niewidoczne “golym” obiektywem bliki swietlne. Obie materie bywaja bardzo oporne we wspolpracy ( przydaloby sie zwykle miec wiecej niz dwie rece) a do tego sa nieprzywidywalne w efekcie koncowym i  nie lubia sie z autofocusem. Ale jak juz zaskocza z cala reszta to naprawde potrafia zadziwic. No i wprowadzic owo ‘zanieczyszczenie” odbioru, do jakiego jest przyzwyczajone oko i rozum:) Nic wiec dziwnego, ze potem mi pisza na digarcie, ze:

jak można aż tak zaniżyć swój wypracowany wysoki poziom? nie rozumiem, słabo mi

hmm co zjeść żeby to zrozumieć ?

Rewelacje za coś takiego mogli wystawić tylko tobie (za sygnaturę)

itp.itd.  czyli dobrze jest:)  Jak to mi juz kiedys ktos madry powiedzial – ciesz sie, ze pisza. gorzej jakby nie pisali wogole. Wiec sie ciesze. A przede wszystkim z tego, ze zrobilam ta sesje, ze po raz kolejny w tym samym czasie udalo sie polaczyc sily modelek ze zmaganiami fotograficzno-stylizacyjnymi i cala ta studyjna materia. Ze powstalo cos nowego. Moze to dziecinne i naiwne ale za kazdym razem jak zaczynam sie zmagac z jakims pomyslem, potrzeba zrobienia kolejnej sesji to mam obawe, ze tym razem niewypali, ze skonczy mi sie zapal, zabraknie inspiracji, potrzeby walki i ciaglych zmagan. Ze efekt w zadnym procencie mnie nie zadowoli, ze tylko wymecze modelki, strace kolejny dzien weekendowy, w ktory przeciez mozna by bylo isc na spacer albo do kina, zajac sie dzieckiem albo soba… Za kazdym razem mam taki chor grecki w glowie ( zaczatki schizofrenii?) a potem …wpadam w wir pracy i nie liczy sie juz nic wiecej poza sesja. Po sesji wybor zdjec i obrobka, ktora zwykle zajmuje mi jedna noc ( ciekawe, ze tak wiele osob mi zarzuca nadmiar fotoszopa i bog wie jakiej ingerencji w foty a ja poza retuszem skory robie naprawde niewiele) a zaraz potem jest 19ty pazdziernika czyli  tydzien gruntownych badan lekarskich, po ktorych dowiaduje sie, ze mam anemie, niedokrwistosc, rozchwiana gospodarke hormonalna, czestoskurczowe serce i oczywiscie jestem przemeczona.

No coz…Glupia nie jestem i mimo, ze mit artysty, tworzacego w morzu bolesci fizycznych i psychicznych obcy mi nie jest ( i nawet bywa kuszacy) to mimo wszystko za bardzo lubie zycie aby sobie robic zbyt duze kuku. Postanowilam jako tako sluchac sie lekarzy, lykam witaminki  i tableteczki, duzo spaceruje a nawet zaczelam jadac tresciwe sniadania ( od dluzszego czasu moje sniadanie skladalo sie wylacznie z kawy). Wszak wiek chrystusowy dobiega mi pomalu do konca, magiczne 33 zmieni sie juz za niecale dwa miesiace w 34 – czy rownie  magiczne tego nie wiem ale postaram sie zyc i tworzyc nadal, czego serdecznie szanownemu panstwu rowniez zycze:)

.blog10

.blog12

.blog04

.blog03

.blog09

.blog11

.blog07

.blog06

.blog01

.blog13

.blog08

pattern of surrender

Posted in Uncategorized tagi , , on Listopad 5, 2009 by junemiller

S Magazine i zjawiskowa Marianne Schroder w przepieknej sesji Massimo Leardini.Porazilo mnie wiec nic wiecej nie napisze…

blog01

blog02

blog03

blog04

blog05

blog06

blog07

blog08

blog09

blog10

blog11

blog12

requiem

Posted in Uncategorized tagi , , , , on Październik 31, 2009 by junemiller

 

Ostatni dzien pazdziernika spedzilam pracowicie i plenerowo na….szczecinskim Cmentarzu Centralnym, pomagajac mamie przy porzadkowaniu nagrobkow naszych najblizszych. Walka z liscmi, chwastami i zaciekami na kamieniach okazala sie calkiem relaksujaca i jakos tak wyjatkowo mi potrzebna. Do tego nie moglam sie nadziwic wszechobecnej rudosci listowia. Przez moje ostatnie tygodnie ( badania lekarskie a potem praca przy komputerze; widok na park nadal nieczynny z powodu remontu elewacji)  zupelnie przegapilam jakze upojna i orgiastyczna w wyrazie agonie kolorystyczna lisci. A warto popatrzec, zwlaszcza w tak przegenialnym parkowo miejscu jakim jest szczecinska nekropolia ( najwieksza w Polsce, trzecia co do wielkosci w Europie, 420gatunkow drzew i krzewow…heh a w stolycy powiadaja, ze Szczecin to prowincja;)  Popatrzylam wiec, powachalam, podlubalam grabkami w ziemi i lisciach, pogadalam z Franciszka ( moja cudna, blekitnooka ciocia-babcia, kopia starej laponki z Krolowej Sniegu Andersena), pomyslam o moim dziadku Joziu ( zmarl gdy moja mama miala poltora roku, niepokorny, artystyczny, roztrzepany, wspinal sie po jakiejs ruinie poniemieckiego domu w poszukiwaniu zabawek dla mojej mamy i….spadl ) , pousmiechalam sie  przy grobie pana Stacha golebiarza ( jego profil w niesmiertelnej czapce z daszkiem i niedolaczna rurka z papierosem stal sie dla mnie rownie istotny jak profil Sherlocka Holmesa) , zadumalam przy grobie wujka Edwarda ( gdy umieral jak wlasnie rodzilam corke..) . Do domu wrocilam na obolalych nogach i z poteznymi wypiekami na policzkach. Mam je do teraz. A pluca pelne jesiennego parku…juz prawie listopadowego. No i oczywiscie musialam sobie zapodac Requiem Mozarta. I wcale nie dlatego, ze jutro Swieto Zmarlych i ze pasuje. Nie rozpatruje tak tego utworu. Dla mnie to po prostu  czysta perfekcja. Slucham jej w najrozmaitszych momentach zycia, niekoniecznie zwiazanych z umieraniem. Dzisiaj  potrzebowalam Requiem, tak dla dopelnienia. Po poganskich obrzadkach cmentarnych, radosci pracy fizycznej na swiezym powietrzu – nasycilam cialo duszona wolowina z pure by mama a potem zamknelam sie w moim biurze i utonelam w perfekcji dzwiekow.

Requiem zlecone Amadeuszowi przez anonimowego arystokrate, z gory oplacone,  jedno z wielu zlecen a stalo sie czyms kluczowym, wrecz obsesyjnym dla tworcy. Jak inaczej wytlumaczyc  tworzenie na lozu smierci..? Geniusz napedzany przeczuciem zblizajacego sie konca. Msza zalobna pisana na zlecenie stala sie msza zalobna pisana dla samego siebie. Dzielem absolutnym i niedokonczonym.

 

Mozart zmarl w wieku 35 lat w nocy z 4 na 5 grudnia 1791 r. po krotkiej, ale gwaltownej i ciezkiej chorobie. Pochowany zostal na jednym z wiedenskich cmentarzy w zbiorowym grobie dla ubogich.

Wszystkiego dobrego z okazji Swieta Zmarlych.

 

 

 

 

 

make me a monster i inne opowiesci

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , , , , on Październik 29, 2009 by junemiller

blog guinevere03

Dzien dobry. Bedzie wpis o fotach i modelkach, czyli o tym co stanowi jakies 80% mojej egzystencji od przeszlo 5 lat. Wlasciwie czasy przed wymysleniem agencji MLStudio tez powinnam doliczyc ale niech zostanie te 5.

Na poczatek fenomenalna Guinevere w edytorialu “Make me a monster” by Daniel Jackson w przywiezionym z Londynu magazynie Dazed & Confused. Magazyn kupowalam doslownie w biegu ( bieglam po dworcu Waterloo w kierunku mojego pociagu), bez zagladania do wewnatrz. Wystarczyla okladka z Guinevere.

blog guinevere

Cala sesja moglam sie dopiero porozkoszowac w pociagu. Niesamowite pomysly z maskami stworzonymi przez Castelbajaca, Wanga, McQueena, Margiele, Pilotto, Chalayana, Pugha czy Mazhara – tych wszystkich niepokornych  i trudnych do zaszufladkowania designerow, do ktorych notorycznie wracam, celowo albo przypadkiem… Guinevere sfotografowal Daniel Jackson ( ktorego mormonska sesja z nomen omen Guinevere powalila mnie kilka miesiecy temu na kolana w magazynie Acne Paper 7th issue ). Proste studyjne foty na bialym tle a jaki efekt…

blog guinevere04

blog ginewra01

blog ginewra02

blog ginewra04

blog guinevere05

blog guinevere02

Zostane jeszcze na chwile przy bogini Guinevere i z pazdziernikowego Dazed& Confused przeskocze do wrzesniowego Numero i sesji “Fantasme” autorstwa Jeffa Burtona.

blog burton02

blog burton01

Kolejna przypadkowa niespodzianka fotograficzna spotkala mnie w najnowszym Another Magazine, kartkowanym w londynskiej ksiegarni. Zatrzymalam kartkowanie na stronie 161 i odpadlam. Uczucie podobne do tych jakie ogarniaja mnie w National Gallery przy obrazach Memlinga czy van Eycka.

blog katy grannan01

Powyzsza fota pochodzi z edytorialu Katy Grannan, fotografki o ktorej juz pisalam na blogu ( wystawa The Westerns, ktora bylo mi dane zobaczyc w The Photographers Gallery) . Szczerze mowiac nie mialam pojecia , ze Katy “bawi sie” w fashion… i to bawi sie tak, ze dech zapiera. Modowosc jako taka traci tutaj znaczenie a sama fotografia staje sie blizsza sztuce portretowej, na przyklad tej z sal National Gallery…

blog katy grannan03

blog katy grannan02

blog katy grannan04

Kilka dni przed moja ostatnia podroza do Londynu, zrobilam sesje inspirowana portretami z kilku epok historycznych. Najbardziej sie zawzielam na XV wiek. Wizerunek mlodej kobiety autorstwa Petrusa Cristusa, towarzyszyl mi od kiedy nauczylam sie chodzic i siegac do ksiazkowych polek mojego taty. Obok albumow z malarstwem stala sobie “Jesien Sredniowiecza” Johana Huizingi, ktora zaintrygowala mnie kilkuletnia z powodu okladki projektu Ryszarda Swietochowskiego i wykorzystanym na niej kobiecym wizerunku.

Christus_Berlin_Portrait_young_woman

Petrus Cristus, uczen van Eycka – namalowal klasyczny dla tamtej epoki portet kobiety. Co jest w nim takiego, ze az tak porazilo mala dziewczynke, wroslo  na zawsze w jej mozg, w jakis sposob naznaczylo postrzeganie piekna i estetyki ? Nie mam pojecia. W kazdym razie do samej ksiazki i do owego portretu wracalam przez lata, majac nadzieje, ze kiedys uda mi sie z nim zmierzyc fotograficznie. No i w koncu, tuz przed wylotem na londynski fashion week  – sie zmierzylam. Efekt ponizej. W poznosredniowieczna dame wcielila sie Mary z mojej agencji, calosci dopelnila bluzka z Max Mary, zagadkowy metalowy wisior i czepiec spontanicznie zmontowany z tiulu i czarnego brystolu.

.mary

Do jesieni sredniowiecza bede wracac jeszcze z uporem maniaka, do jej mistycyzmow, skrajnosci, rozedrganej natury, do czlowieka przed matematyka i renesanem.

Podobnie jak do drzew i sesji lesnych, ktore tez sa mi bliskie ( a propos Antychryst von Triera czeka na mnie caly czas jeszcze..) tak jak ta fota z L’Officiel, ktora zatrzymala mnie na dluzej przy sobie…

blog las

Spodobala sie mi rowniez kolorystyka i klimat z sesji Taki Bibelasa ze sliczna Luca Gadjus.

blog luca03

blog luca02

blog luca01

Uwiebiam ten typ urody u kobiet -  mocne kosci policzkowe, nieregularnosc nosa i to mocne spojrzenie… Na Iekeliene Stange i jej kosci tez sie lubie gapic:)

blo ikeline01

blog ikeline02

Pomimo umilowania do raczej koscistej, przenikliwej urody kobiecej to nie wzbraniam sie tez przed nieco innymi obrazkami.. Miranda Kerr by Willy Vanderperre w konwencji pin up jest bardzo OK.

blog miranda01

blog miranda02

Nie moge sie tez opedzic od lozkowo-hotelowych klimatow, takich jak na przyklad ponizszy z Eniko Michalik:

enikomihalik11

enikomihalik4

Na zakonczenie opowiesci foto modelkowych polski akcent czyli modelka, ktora mojemu przyjacielowi Konradowi Jakubowskiemu robi jak to ostatnio okreslil ” umyslowe fellatio” :) Magda Frackowiak – bo o niej mowa – ciekawila mnie od dawna ale zafascynowala dopiero po edytorialu “Nunhead” Sebastiana Faeny, gdzie obnazyla  nie tylko cialo…Ktos gdzies porownal jej twarz do oblicza mlodego tygrysa i cos w tym faktycznie jest. Charakterystyczna linia szczeki, szerokie kosci policzkowe, rozstaw oczu…Dzikie zwierze pod porcelanowa skora. Nic dziwnego, ze Alexander McQueen wybral wlasnie Magde do otwarcia swojego najnowszego, animalistyczno-kosmicznego pokazu.

blog magda mcqueen

blog mcqueen02

blog mcqueen

Tygrysia lilia, kosmiczna, owadzia, diabelska – takich modelek daj mi Boziu w zyciu wiele, do podziwiania i fotografowania. Amen.

blog magdalenafrackowiak2

blog magdalenafrackowiak6

oczekujac na listopad

Posted in Uncategorized on Październik 15, 2009 by junemiller

ogolnie nie jest zbyt wesolo ale zaczne na przekor od czegos co mnie dzisiaj ubawilo, mianowicie znalazlam gdzies w necie galerie mojej fotografii opatrzona opisem po hiszpansku. poprosilam kolezanke o przetlumaczenie i …zrobilo mi sie wesolo.

ponizej wersja w oryginale i przetlumaczona na nasz ojczysty.

Magda Lipiejko es una emergente fotógrafa y estilista rusa. Adicta al café y a los sonidos de Henry Miller. Vive en una tierra llena de hermosos y sensuales cuerpos, donde la mitad de las mujeres que retrata, sé exhiben desnudas, bebiendo martinis, observando como el mundo pasa frente a ellas.
Sus fotografías son sensuales, elegantes, y atemporales. Por momentos, nos trasladan a la publicidad polaca de fines de los 70´s. Las mujeres sé exhiben como seres de otro tiempo, provenientes de un reino diferente, no terrenal.
Sus imágenes están inmersas en una extraordinaria densidad, donde el blanco y el negro se funde en una atmósfera pastel, entregando una intensidad luminosa que va más allá de las apariencias. Una dimensión un tanto irónica absorbida por lo misterioso y angelical.

Magda Lipiejko jest wschodzącą rosyjską fotografką i stylistką. Uzależniona od kawy i dźwięków Henry’ego Millera. Żyje w świecie pełnym pięknych i zmysłowych ciał, gdzie połowa kobiet, które portretuje, występują nago, popijając Martini i obserwując przewijający się przed nimi swiat.
Jej fotografie są zmysłowe, eleganckie i ponadczasowe. Momentami przenoszą nas do polskiej reklamy lat 70tych. Kobiety przedstawione są jakby żyły w  innych czasach, pochodzących z innego królestwa, nie z tego świata.
Jej obrazy są zanurzone w niezwykłej gęstości (zawiesinie?), gdzie biel i czerń odnajduje się w pastelowej poświacie, przekazując świetlną intensywność, która wykracza dalej niż się wydaje. Wymiar ironiczny, przepełniony tajemnicą i anielskością.

No coz…nie dosc, ze jestem rosyjska, zyje w swiecie zmyslowych cial i tworze zawiesine z poswiata,  w stylu lat 70tych to jeszcze slucham sobie Henryego Millera ( pewnie Sexusa w wersji dla niewidomych, czytanego przez Mariana Opanie;) Naprawde dawno nic mnie tak nie ubawilo.

A co pozatym pani Magdo? Pozatym zbieram sie jak sojka do wielu rzeczy, na przyklad od napisania o jesieni sredniowiecza, moim uwielbieniu dla XV wieku, wzruszeniach wywolanych przez  Memlinga w National Gallery, zmaganiach z fotografowaniem na nute van Eycka, slodkim pokoiku na Wimbledonie, najnowszym pokazie McQueena, nocnych przemysleniach nad Tamiza….

Parku mojego nadal nie widac ( siatka i rusztowania) ale bylam w nim dzisiaj pomimo deszczu i nadal jest przyjazny. Wszyscy psiocza na pogode a mi sie obecna szczecinska aura bardzo podoba. Wszechobecna wilgoc i zapach podgnilych lisci…mmmmm…Czuc listopad. Wszystkie porzadne muminki pewnie juz przymierzaja sie do wypchania brzuszkow igliwiem a ich mamusie wietrza puchowe koldry przed nadchodzacym snem zimowym..Fajnie ale wole nie spac.

A jutro mialam byc w pociagu do Warszawy ale nie wyszlo…znowu…jakis pech sie zrobil bo jade jzu tak do tej Warszawy od maja i dojechac nie moge. Teraz winne zdrowie moje, przyspieszony puls i uderzania goraca, ktore zaczynam miewac wieczorami. Ponoc menopauza u 30latek bywa mozliwa…

Sporo nowych fotograficznych zdobyczy przywiozlam z Londynu, pokaze wkrotce a teraz niech mi ktos przy okazji  laskawie wytlumaczy skad ta przenudna moda na robienie z kazdej niby faszynowej foty czegos na ksztalt pseudo Richardsona? Flash po galach, polamana modelka, najlepiej pod sciana, w podartym tiszercie, leginsach albo i bez? Ze niby takie nonszalanckie, luzackie i wogole vogue paris stajla? Co i raz wpadam od kilku miesiecy na takie podroby i juz mi niedobrze. Serio. Wiec bardzo prosze szanownych panstwa o definicje tej epidemii. Przewidziane nagrody:)

A na dobranoc troche ulubionych dzwiekow aktualnie przez mnie sluchanych i bynajmniej nie jest to Henry Miller..;)



bezsennosc

Posted in Uncategorized on Sierpień 25, 2009 by junemiller

taka ze mnie maszynka…

obecnie bezsenna.

w dzien praca, dziecko, szpitale…

udawanie , ze wiem czym jest ablacja ( mama miala dzis rano).

i ze zdaze na czas ze wszystkim.

zeby bylo dziwniej zdazam. serce w okolicach kolan ale daje rade.

jak mialabym nie dac, co nie Bob?

dokonczylam czytac “Lektora” i chyba mi sie podobal.

nie pojade jutro na Radiohead i nie bede z tego powodu rozpaczac.

nadal zalegam z obrobka zdjec z pleneru a kolejne sesje wala sie na glowe.

zaczelam kupowac niemieckie Vogue bo zrobilo sie pelne nagosci na modle paryskich edycji.

kazdy mail od moich emelek z dalekich podrozy jest dla mnie nagroda.

zapach mojego parku wieczorowa pora takze.

moja kamienice obleczono w rusztowania i siatke zabezpieczajaca – mieszkam wiec teraz w paczce.

od kilku miesiecy poranki w lazience wiencze balsamem Clarinsa, nieprzyzwoicie drogim i cholernie nieekonomicznym. ale kto powiedzial, ze przyjemnosci maja byc ekonomiczne?

dzieki rusztowaniom pozbylam sie anteny tv i wcale za tym nie tesknie.

nadal nie obejrzalam Antychrysta i tesknie.

coraz wiecej drzew we mnie.

na skorze tez ( balsam).

Szarlota robi sie coraz bardziej brytyjska i misiowata.

I zaczela sypiac na zaglowku mojego fotela, niczym kot czarownicy..

a ja odwiedze Londyn juz niedlugo ale jeszcze o tym nie mysle.

mysle o zdjeciach, ludziach, roznicach…

i chce juz jesieni by topic sie w welnianych swetrach.

dochodza mnie plotki, ze sie czesto ciagam po sadach z kazdym i wogole jestem zla pani.

pewnie jestem troche zla.

fajnie jest byc zlym bo to nie nudne.

tak jak krolowe z bajek braci Grimm – zawsze je wolalam od zlotowlosych dziewic.

ale po sadach sie jeszcze nie ciagalam i na razie mi sie nie chce.

nauczylam sie pic sypana kawe z imbirem.

i japonska herbate ryzowa, ktorej inni sie brzydza.

do tego zalozylam farme w necie i spedzam godziny pielac grzadki i sadzac nasionka.

moze i glupie ale mnie koi.

podobnie jak zmywanie naczyn ( nie lubie zmywarki).

jutro ( dzisiaj)  bedzie wtorek i zamierzam duzo zrobic.

ale jak zrobie mniej to swiat sie nie zawali.

fajnie jest miec tego swiadomosc – ze i tak sie bedzie krecic.

ze mna czy beze mnie ale bedzie.

dobranoc(  dzien dobry)

o pierwszym polskim pokazie Strozyny,emelkach,betonie i innych ekscytacjach

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , on Lipiec 4, 2009 by junemiller

Strozyna dosc dlugo wzbranial sie przed pokazami w kraju – brakowalo mu na to czasu, ochoty, kasy czy tez co moze najwazniejsze …ciekawych propozycji. Londyn to jednak Londyn. Az w koncu trafila sie propozycja z nowego hotelu w Kolobrzegu. Hotel 4 gwiazdkowy, nowoczesny, niepretensjonalny, pelen modernistycznego designu. Strozyne zaproszono do  udzialu w Sand Art, imprezie otwierajacej sezon letni, bedacej polaczeniem sztuki, mody,malarstwa,  fotografii i wypoczynku.

.blog22

.blog21

.blog09

.blog13

.blog14

.blog101

.blog103

.blog102

.blog76

.blog87

.blog93

.blog69

.blog90

Przyznam, ze po pierwszym telefonie informacyjnym od Krzyska – mialam mieszane uczucia co do tej imprezy. Co nieco juz polskich hoteli widzialam, bankietow tez i najczesciej nie byly to fajne doswiadczenia. Moze dlatego, ze zwykle brakowalo wyczucia, dobrego smaku, klasy, dystansu. Za to w nadmiarze pojawialo sie napuszenie, nowobogactwo, nieudolne nasladownictwo, adoracja tandety i niekoniecznie wyrafinowanych schematow. Tym bardziej milo bylo mi sie rozczarowac, w sensie pozytywnym oczywiscie. Organizatorzy imprezy i sam hotel -  pokazali, ze mozna zrobic cos na poziomie, nie uciekajac sie do pseudo-przepychu, ulubionego przez przecietnego Kowalskiego przytupu, morza wodki czy wystepow gwiazd w rodzaju grupy Feel czy innego Rubika. Na surowych, betonowych scianach sali klubowej hotelu , zawisl cykl obrazow Macieja Kozlowskiego, portretujacy 10 gwiazd filmow porno,  kawalek dalej fotografie Andrzeja Dragana a na scianach vis a vis wind, na wszystkich 4 poziomach hotelu – rozbawialy urokliwe pieski z obrazow Doroty Sroki. Kazdy z gosci hotelu dostawal mapke z zaznaczonymi odpowiednio miejscami gdzie mogl nie tylko pocieszyc oko ale takze podegustowac potrawy przygotowane przez szefa kuchni( restauracja sand-acz) , havanskie cygara( apartament 433), skorzystac z dobrodziejstw SPA czy kosmicznego salonu fryzjerskiego.  Na ile moglam to i ja rowniez nacieszylam oko i podniebienie, aczkolwiek zajmujac sie przygotowaniem pokazu mody, wpadlam w dobrze mi znany i absorbujacy mnie bez reszty wir a godziny spedzone w hotelu przelecialy mi przez palce.

.blog01

.blog02

.blog03

winda hotelowa dziwnie na mnie wplynela

.blog12

.blog10

.blog15

.blog16

.blog17

.blog19

.blog18

.blog88

.blog08

.blog07

.blog06

.blog05

.blog44

.blog34

.blog24

.blog25

.blog23

.blog29

.blog30

.blog27

.blog31

.blog33

.blog32

.blog28

.blog35

.blog36

.blog38

.blog39

.blog40

.blog41

.blog43

.blog45

.blog46

.blog48

.blog47

Roboty bylo sporo, w koncu 9 modelek trzeba bylo przygotowac, uczesac, umalowac, ustawic choreografie, poszczegolne looki… Krzysiek zaplanowal 3 wyjscia, w ktorych pokazal swoja kolekcje dyplomowa ( wienczaca jego nauke w prestizowym londynskim Central Saint Martins)  i wybrane modele z dwoch kolejnych kolekcji pokazywanych na londynskich fashion week’ach. Wspolnie z Krzyskiem wczesniej ustalilismy, ze make-up’y i fryzury beda minimalistyczne ale wiadomo, ze to co minimalne w efekcie wymaga czesto wielu zabiegow… Na ten przyklad uczesanie emelki Jagody w zwyczajny, gladki konski ogon zabralo mi jakies 2 godzinki… nie liczac pozniejszych poprawek i dogladzen przed finalnym wyjsciem. Tak czy owak nie ma co marudzic i liczyc godzin – najwazniejsze, ze wszystko fajnie zagralo. Skromne fryzury swietnie podkreslily dziewczecosc i smuklosc moich emelek a swietliste makijaze wykonane przez Patrycje dopelnily calosci dziela. Naprawde…niesamowicie bylo obserwowac swoje dziewczyny juz podczas pokazu…skupione, wsluchane w muzyke, kroczace dumnie po nierownym, betonowym podlozu w nieziemsko wysokich i niebyt wygodnych szpilach z kolekcji Krzyska ( sprawdzilam na wlasnych nogach). Stalam pod slupem na przeciw wyjscia modelek i nawigowalam, z jednej strony modelki a z drugiej pana technicznego odpowiedzialnego za muzyke i swiatla. Wszystko szlo jak po masle, mimo stresu jaki tuz przed rozpoczeciem pokazu opanowal dziewczyny… a ja czulam jak ogarnia mnie rodzaj matczynej dumy i prawdziwe wzruszenie. Stety, niestety ale emocje bardzo czesto biora u mnie gore a jak sie uprawia zawod, ktory jest przede wszystkim pasja i hobby to trudno o wyrachowanie i zimny obiektywizm. Przez takie a nie inne podejscie do pracy grozi mi w rezultacie totalny pracoholizm, bole kregoslupa, wrzody na zoladku, nerwica i siwe wlosy ale co tam:) Jakos przezyje. Chyba.

.blog49

na wlasnych nogach sprawdzam (nie) wygode szpilek Krzyska

.blog20

przegryzam cos co niekoniecznie ( jak widac)  smakuje Adzie

.blog11

panowie techniczni

.blog37

samotnosc mistrza..

.blog68

pokaz otworzyla moja new face Jackie

.blog66

.blog65

.blog67

.blog64

.blog63

.blog62

.blog61

Patrycja bosko wygladala w czarnej sukience z geometryczno-minimalistycznej kolekcji jesien/zima 08

.blog59

new face Marti w przepieknej sukience z afrykanskiej kolekcji wiosna/lato 09

.blog58

.blog60

Jackie w mojej ulubionej sukience z kolekcji afrykanskiej.Na pokazie londynskim prezentowala ja ulubienica paryskiego Vogue’a – Iris Strubegger.

.blog56

.blog57

.blog55

.blog54

.blog53

.blog52

.blog51

.blog86

.blog85

Po ekscytacjach pokazowych udalismy sie na degustacje kuchni srodziemnomorskiej a nocna pora powrocilismy do betonowych piwnic sali klubowej, gdzie projektant Strozyna przeobrazil sie w didzeja a modelki emelki w jego asystentki – didzejki.

.blog96

.blog83

.blog84

szef kuchni i pani dyrektor hotelu

.blog95

.blog99

.blog98

.blog94

.blog81

starszy pan zazyczyl sobie fotki z emelkami…nie wnikalismy po co

.blog82

.blog100

.blog80

.blog79

.blog78

.blog77

.blog97

foty z pokazu i backstage mozna tez obejrzec na blogu agencyjnym MLStudio  :

http://blog.mlstudio.com.pl/index.php/2009/07/krystof-strozyna-first-show-in-poland/